>
Światło, które nie pamięta ciepła
W białym pokoju rośnie cisza,
jak pleśń na zapomnianym chlebie.
Dotykam ścian - są zimne,
jakby ktoś dawno przestał tu oddychać.
Zostawiłeś światło,
ale ono nie umie mnie ogrzać.
Pali się tylko po to,
żeby widzieć brak.
Moje dłonie uczą się pustki,
układają ją w znajome kształty -
twoje ramiona,
których nigdy tu nie było.
Noc siada obok mnie
i mówi językiem, którego nie rozumiem,
a jednak odpowiadam
łzami.
Czas przecieka przez palce
jak coś zbyt kruchego,
żeby to zatrzymać
i zbyt ciężkiego, żeby unieść.
Jestem własnym echem,
wracam do siebie
zbyt cicho,
by uwierzyć, że istnieję.
Tylko obserwowani przez użytkownika sobiepotrzebni
mogą komentować na tym fotoblogu.