>
Kiedy wczoraj wychodziłam z gabinetu stomatologicznego po usunięciu dolnej ósemki, byłam przekonana, że czeka mnie prawdziwy koszmar. Słyszałam tyle historii o potwornym bólu, opuchliźnie i bezsennych nocach, że przygotowałam się na najgorsze. W mojej głowie pojawiały się wizje dni spędzonych w łóżku, z lodowym okładem przy policzku i łzami w oczach. A jednak rzeczywistość okazała się... zaskakująco łagodna.
Nie zrozumcie mnie źle - to nie jest tak, że nic nie boli. Boli. Czuję pulsowanie w miejscu po wyrwanym zębie, czasem promieniujące aż do ucha. Szczególnie wieczorami, kiedy organizm się wycisza, a ja mam więcej przestrzeni, żeby skupić się na odczuciach. Ale ten ból nie jest tak straszny, jak się spodziewałam. Jest raczej tępy, momentami dokuczliwy, ale zdecydowanie do zniesienia.
Myślę, że najwięcej stresu wynikało z opowieści innych ludzi. Każdy ma swoją historię, często dramatyczną, i łatwo jest uwierzyć, że u mnie będzie tak samo albo gorzej. Tymczasem moje doświadczenie pokazuje, że organizm potrafi naprawdę dobrze sobie radzić. Oczywiście bardzo ważne jest stosowanie się do zaleceń lekarza - i tutaj staram się być wyjątkowo sumienna.
Największym wyzwaniem okazało się... jedzenie. Nigdy nie sądziłam, że tak zatęsknię za czymś chrupiącym! Na razie muszę trzymać się płynnych i półpłynnych pokarmów. Zupy krem, jogurty, koktajle - to moja codzienność. Na początku wydawało się to całkiem przyjemne, wręcz komfortowe. Ale po kilku dniach zaczynam marzyć o zwykłej kanapce albo nawet jabłku.
Pilnuję też, żeby jeść powoli i ostrożnie. Każdy ruch szczęką przypomina mi, że rana wciąż się goi. Staram się nie drażnić tego miejsca, nie dotykać go językiem i absolutnie nie ryzykować żadnych "twardych eksperymentów". To chyba najtrudniejsze - ta ciągła uważność. Normalnie nie zastanawiam się nad tym, jak jem, a teraz każdy kęs jest przemyślany.
Mimo wszystko jestem dobrej myśli. Widzę, że od wczoraj jest odrobinę lepiej. Opuchlizna nie jest duża, a ból nie nasila się, co już samo w sobie jest ogromną ulgą. Mam nadzieję, że rana po usunięciu trzonowca szybko się zagoi i niedługo będę mogła wrócić do normalności.
To doświadczenie nauczyło mnie też czegoś ważnego - żeby nie zakładać najgorszego z góry. Czasami nasze wyobrażenia są o wiele bardziej przerażające niż rzeczywistość. Jasne, warto się przygotować i być ostrożnym, ale nie ma sensu straszyć samej siebie na zapas.
Na razie skupiam się na regeneracji. Daję sobie czas, odpoczywam więcej niż zwykle i staram się nie przeciążać organizmu. Trochę zwolniłam tempo życia, co - paradoksalnie - wcale nie jest takie złe. Może właśnie tego potrzebowałam?
Jeśli ktoś z Was stoi przed usunięciem ósemki i się boi - rozumiem to doskonale. Ja też się bałam. Ale z mojego doświadczenia wynika, że nie zawsze jest tak źle, jak się wydaje. Ból jest, owszem, ale można go przetrwać. A organizm naprawdę potrafi się pięknie regenerować.
Trzymajcie za mnie kciuki, żebym szybko wróciła do pełni sił - i do normalnego jedzenia!
Tylko obserwowani przez użytkownika sobiepotrzebni
mogą komentować na tym fotoblogu.
Inni użytkownicy: apawpaulinaarrrrdetektywjdedektywneroprotongozdangela9898waadfotoanollin4yoyo22
Inni zdjęcia: Centrum Uwagi jestem bluebird11... numerymowia"Spokojnym krokiem." ezekh114:) dorcia2700JA/Step Records/studyjnie #10 xavekittyxCo tam infrastruktura. ezekh114Jeszcze nie brechtanie. ezekh114;) patrusia35gdO zachodzie slaw300559 mzmzmz