>
Są takie chwile, kiedy nawet największa nadzieja zaczyna gasnąć. Dzisiaj dopadł mnie właśnie taki moment zwątpienia. Po raz pierwszy od początku tej rehabilitacji naprawdę pomyślałam, że może już nigdy nie wrócę do pełnej sprawności. Porażenie nerwu twarzowego po raz drugi w życiu okazało się dla mnie ogromnym ciosem. Każdego dnia wykonuję ćwiczenia, jeżdżę na zabiegi, staram się myśleć pozytywnie, ale czasami zmęczenie i bezsilność biorą górę.
Najtrudniejsze jest to, że poprawa nie następuje tak szybko, jak bardzo bym tego chciała. Człowiek podświadomie liczy na to, że każdego ranka obudzi się i zauważy choćby niewielką zmianę. Kiedy jednak kolejne dni mijają, a twarz nadal nie funkcjonuje tak, jak powinna, do głowy zaczynają wkradać się bardzo nieprzyjemne myśli. Zastanawiam się wtedy, czy wszystkie moje starania mają sens i czy jeszcze kiedyś będę mogła uśmiechać się bez żadnych ograniczeń.
Na szczęście w takich chwilach wystarczy, że spojrzę na moje terraria. Tam czekają na mnie moi niezwykli mali przyjaciele. Syriusz i pozostałe ślimaki nawet nie zdają sobie sprawy z tego, jak wiele dla mnie znaczą. Nie potrafią powiedzieć ani jednego słowa, a mimo to każdego dnia przekazują mi coś niezwykle cennego - spokój.
Syriusz był pierwszym ślimakiem, który pojawił się w moim domu. Od samego początku skradł moje serce. Uwielbiam obserwować, jak powoli spaceruje po terrarium, wspina się na gałęzie albo z zainteresowaniem bada każdy zakamarek swojego świata. W jego zachowaniu jest coś niezwykle kojącego. Patrząc na niego, sama zaczynam zwalniać i przypominam sobie, że nie wszystko musi wydarzyć się natychmiast.
Podobnie jest z moimi pozostałymi ślimaczkami. Każdy z nich ma swój własny charakter i swoje ulubione miejsca. Mogłabym siedzieć przed terrariami naprawdę długo, obserwując ich codzienne życie. Dla wielu osób może wydawać się to dziwne, ale dla mnie jest to najlepsza forma odpoczynku. Dzięki nim choć na chwilę zapominam o chorobie i przestaję skupiać się wyłącznie na tym, czego w tej chwili nie potrafię zrobić.
Coraz częściej dochodzę do wniosku, że ślimaki pojawiły się w moim życiu w idealnym momencie. Gdyby nie Syriusz i cała reszta mojej powolnej ekipy, prawdopodobnie bardzo trudno byłoby mi zachować motywację. Być może nawet zaczęłabym rezygnować z ćwiczeń i tracić wiarę w to, że rehabilitacja ma sens. Tymczasem każdego dnia znajduję nowy powód, żeby się uśmiechnąć. Nawet jeśli ten uśmiech na razie nie wygląda jeszcze tak, jakbym chciała.
Moje ślimaki przypominają mi również o cierpliwości. One nigdzie się nie spieszą. Każdy ich ruch jest spokojny i przemyślany. Kiedy na nie patrzę, mam wrażenie, że próbują powiedzieć mi: "Daj sobie czas. Wszystko przyjdzie wtedy, kiedy będzie gotowe". To bardzo prosta lekcja, ale właśnie teraz jest mi najbardziej potrzebna.
Nie wiem, ile jeszcze potrwa moja droga do zdrowia. Być może przede mną jeszcze wiele dni rehabilitacji i wiele chwil zwątpienia. Wiem jednak jedno - nie jestem z tym sama. Mam przy sobie Radka, który nieustannie mnie wspiera, oraz moje ukochane ślimaki, które każdego dnia przypominają mi, że nawet najmniejszy krok do przodu jest wciąż krokiem we właściwym kierunku. Dlatego mimo dzisiejszego kryzysu nie zamierzam się poddać. Chcę wierzyć, że kiedyś spojrzę w lustro i zobaczę nie tylko zdrową twarz, ale także siebie silniejszą dzięki wszystkim doświadczeniom, przez które teraz przechodzę.
Tylko obserwowani przez użytkownika slimakihodowlane
mogą komentować na tym fotoblogu.
21 godz. temu
22 godz. temu
2 dni temu
2 dni temu
2 dni temu
2 dni temu
3 dni temu
3 dni temu
Wszystkie wpisybluebird11
12 godz. temu
calaja90
12 godz. temu
ns35
13 godz. temu
odcienfioletu
17 godz. temu
patrusia35gd
17 godz. temu
photographymagic
20 godz. temu
dorcia2700
23 godz. temu
tezawszezle
23 godz. temu
Wszyscy obserwowani