>
Minął już tydzień od chwili, gdy po raz drugi w życiu dopadło mnie porażenie nerwu twarzowego. Choć dobrze pamiętam, jak wyglądała moja pierwsza walka z tą chorobą, to i tym razem nie było łatwo. Pierwsze dni były pełne strachu, bezradności i pytań, na które nikt nie potrafił mi odpowiedzieć. Zastanawiałam się, ile potrwa leczenie, czy rehabilitacja przyniesie efekty i kiedy znów będę mogła uśmiechnąć się bez obaw. Mimo tych wszystkich trudnych emocji każdego dnia staram się odnaleźć choć odrobinę nadziei.
Ogromną rolę odgrywają w tym moje ślimaki. Gdyby ktoś jeszcze kilka tygodni temu powiedział mi, że te niezwykłe stworzenia staną się dla mnie takim wsparciem, pewnie trudno byłoby mi w to uwierzyć. A jednak właśnie tak się stało. Syriusz, mój pierwszy ślimak, pojawił się w moim życiu dokładnie wtedy, kiedy najbardziej go potrzebowałam. Mam wrażenie, że wszystko wydarzyło się we właściwym momencie.
Syriusz jest dla mnie kimś wyjątkowym. Uwielbiam obserwować, jak powoli wspina się po ściankach terrarium, jak bada każdy zakamarek swojego małego świata i z niezwykłym spokojem przemierza kolejne centymetry. W jego zachowaniu nie ma pośpiechu ani nerwowości. Jest tylko cierpliwość. Myślę, że właśnie tego najbardziej potrzebuję teraz również ja. Patrząc na niego, sama przypominam sobie, że zdrowienie także wymaga czasu i że nie wszystko musi wydarzyć się natychmiast.
Kilka dni po Syriuszu do mojego domu trafiła także szóstka młodych ślimaków. Każdy z nich jest jeszcze maleńki, ale już teraz potrafią wywołać u mnie uśmiech. Potrafię spędzić długie minuty, obserwując ich pierwsze wyprawy po terrarium. To niesamowite, jak wiele radości potrafią przynieść tak niepozorne stworzenia. Czasami mam wrażenie, że one wcale nie wiedzą, jak wiele dobrego robią dla mojego samopoczucia.
Terraria stoją na moim biurku, dzięki czemu mogę spojrzeć na swoich podopiecznych praktycznie w każdej chwili. Nawet kiedy siedzę przy komputerze albo po prostu odpoczywam, wystarczy odwrócić wzrok. Już sam widok Syriusza i pozostałych ślimaków sprawia, że napięcie powoli ustępuje. Zamiast skupiać się wyłącznie na chorobie, zaczynam myśleć o czymś, co daje mi autentyczną radość.
Oczywiście wiem, że same ślimaki mnie nie wyleczą. Regularnie jeżdżę na rehabilitację, wykonuję zalecone zabiegi i staram się cierpliwie czekać na efekty. Jednak równie ważna jest psychika. Kiedy człowiek ma dla kogo wstać rano z łóżka, kiedy czuje ekscytację na myśl o karmieniu swoich podopiecznych i sprawdzeniu, co nowego wydarzyło się w terrarium, dużo łatwiej zachować pozytywne nastawienie.
Coraz częściej łapię się na tym, że planuję kolejne elementy wyposażenia terrariów, czytam o hodowli ślimaków i uczę się nowych rzeczy. To pozwala mi choć na chwilę oderwać myśli od choroby. Zamiast bez końca analizować każdy objaw, skupiam się na rozwijaniu swojej nowej pasji. Czuję, że właśnie tego było mi bardzo potrzeba.
Jestem ogromnie wdzięczna Radkowi za to, że pojawiły się w moim życiu te niezwykłe zwierzęta. Dzięki nim w mojej codzienności znów zagościła ciekawość, spokój i zwyczajna radość. Wierzę, że przede mną jeszcze długa droga do pełnego powrotu do zdrowia, ale dziś nie czuję się już z nią sama. Mam obok siebie Syriusza i całą jego małą ślimaczą ekipę. Ich powolny świat każdego dnia przypomina mi, że nawet najmniejsze kroki prowadzą do celu. A ja bardzo mocno wierzę, że już niedługo również moje zdrowie będzie wracało właśnie tak - spokojnie, cierpliwie i z każdym dniem coraz bardziej.
Tylko obserwowani przez użytkownika slimakihodowlane
mogą komentować na tym fotoblogu.
21 godz. temu
21 godz. temu
2 dni temu
2 dni temu
2 dni temu
2 dni temu
3 dni temu
3 dni temu
Wszystkie wpisybluebird11
11 godz. temu
calaja90
11 godz. temu
ns35
12 godz. temu
odcienfioletu
16 godz. temu
patrusia35gd
17 godz. temu
photographymagic
19 godz. temu
dorcia2700
22 godz. temu
tezawszezle
23 godz. temu
Wszyscy obserwowani