Photoblog.pl

Załóż konto

Swoją drogą 

2019/11/29   

Wymiana dysków twardych

« następne   poprzednie »
Wymiana dysków twardych

Jedną ze swoich poprzednich wypłat dwutygodniowych wydałem na nowe dyski twarde do kilku naszych komputerów. Wstawiłem jeden szybki dysk SSD do komputera młodszej siostry, który następnie trafił do jej mieszkania w Warszawie, a drugi do komputera Taty, który dzięki tej wymianie bardzo przyspieszył swoje działanie. Okazało się, że w komputerze Taty dotychczs był zamontowany najwolniejszy dysk ze wszystkich, które posiadamy, dlatego na wszystko trzeba było tak długo czekać. Windows 10 jest niestety bardzo wymagający, jeśli chodzi o dysk, bo stale czegoś na nim szuka, stale coś odczytuje i zapisuje. Pewnie szpieguje. Do swojego komputera kupiłem natomiast dwa dyski talerzowe, oba o pojemności 2TB, co oznacza, że mam teraz w komputerze jeden dysk SSD i trzy dyski talerzowe, łącznie ponad 6TB. Większość miejsca jest już zajęta... Na zdjęciu widać stare dyski, które posłużyły mi do robienia kopii zapasowych. Dotychczas kopie zapasowe robiłem tylko na dyskach przenośnych, podłączanych przez USB, a przecież taniej wychodzi używanie zwykłych dysków, szczególnie, że można takie kupić naprawdę tanio, jako używane.

 

Kilka dni temu zdecydowałem się jednak wypróbować popularny program do montażu filmów, Adobe Premiere, który okazał się być świetnym narzędziem. Mimo wszystko myślę, że po siedmiu darmowych dniach nie wykupię płatnej subskrypcji, którą trzeba opłacać przez cały rok, bo jest to jednak dosyć drogie, a przecież do montażu wystarczy mi jakiś prostszy program, za który płaci się jednorazowo. Wiadomo, że warto byłoby się nauczyć Adobe Premiere i jest to bardzo łatwe, bo tak popularny program posiadana niezwykle dużo tutoriali umieszczonych w Internecie. Zresztą program ma nawet zintegrowany moduł pomocy z tutorialami, więc nawet nie trzeba samemu szukać na YouTube tego co chce się znaleźć. Bardzo lubię montować filmy, ale w sumie bardziej interesuje mnie robienie do nich efektów specjalnych, a do tego używa się innego programu - Adobe After Effect. Nigdy go nie odpalałem, bo rok temu nauczyłem się robić proste efekty w równie potężnym i skomplikowanym narzędziu, czyli programie Fusion 9. Pełna, profesjonalna, płatna wersja Fusion 9 kosztuje chyba 1500 złotych, ale wykupuje się ją raz na zawsze. Moja wersja, darmowa, jest niestety okrojona z tych najefektowniejszych funkcji. Oczywiście Adobe After Effect też warto byłoby się nauczyć, ale ogólnie ze wszystkimi programami mam ostatnio ten problem, że od siedzenia przy komputerze boli mnie kręgosłup, przez co po prostu nie daję rady fizycznie. Pewnie pora na kolejną porcję rehabilitacji...

 

Ostatnio popsuły mi się oba rowery, przez co nie mogę pracować. Czekam na części, które wkrótce do mnie dotrą, tracąc w ten sposób szansę na większy zarobek w tym miesiącu. Dobrze mi poszło i mogłem zarobić przez dwa ostatnie tygodnie ponad 2000 złotych brutto, ale z powodu awarii roweru musiałem się wycofać. Co prawda mogłem zapłacić w serwisie rowerowym za szybką wymianę zużytych części, ale nie zdecydowałem się na to, także dlatego, że po prostu potrzebowałem odpoczynku. Dwa dni temu rower nie nadawał się do dalszej pracy już po pierwszej dostawie, przez co zakończyłem dyżur przed czasem. Dobrze, że nie byłem zapisany na grafik, dzięki czemu mogłem skończyć kiedy tylko chciałem.

 

Vlogi nadal nagrywam i na YouTube są już 23 odcinki. Ilość subskrybentów urosła ponad dwukrotnie, a wśród nich pojawił się nawet yellowbox. Tymczasem za kilka dni ma spaść pierwszy śnieg tej jesieni, więc sytuacja ulegnie pewnej zmianie. Najważniejsze, że znowu będę miał sprawny rower, gotowy do pracy. Poza tym i tak zarobiłem całkiem nieźle w drugiej połowie listopada, choć smutne jest to, że podatki pochłoną znaczną część tego zarobku.

 

Wczoraj włączyłem sobie na Netfliksie film "Irlandczyk", nie sprawdzając ani ile trwa, ani kto go nakręcił. Po niemal dwóch godzinach oglądania, licząc na to, że zbliża się koniec, sprawdziłem ile jeszcze czasu zostało do finału. Wtedy okazało się, że jestem dopiero w połowie, bo film trwa trzy i pół godziny! Po wspaniałym zakończeniu kolejne zaskoczenie - reżyseria Martin Scorsese! Przez cały czas projekcji mówiłem sobie, że ktoś tu mało zgrabnie nasladuje styl Scorsese, a okazało się, że to sam mistrz stał za kamerą. Cóż, film nie jest tak znakomity jak jego dawne dzieła, przede wszystkim nie jest tak efektowny i emocjonujący, ale ostatnie pół godziny faktycznie zachwyca, bo dotyka w piękny sposób moich ukochanych tematów - starzenia się i przemijania. Zresztą w filmie gra mnóstwo zacnych aktorów, którzy właśnie przemijają, gdyż zbliżają się już do kresu swojego życia - Robert de Niro, Al Pacino, Joe Pesci... Aż się zdołowałem widząc, jak wszyscy oni się zestarzeli. Człowiek ogląda często ich stare filmy i ma wrażenie, że oni nadal tak wyglądają, że nadal mają tyle samo lat. Tymczasem to ja mam teraz tyle lat ile oni mieli dawniej... Cóż, w każde święta, w "Kevinie samym w domu", Joe Pesci jest zawsze w tym samym wieku... Dziś rano obejrzałem sobie recenzję Tomasza Raczka i on powiedział dokładnie to samo, że najlepsze jest ostatnie pół godziny filmu. Fajnie, czyli uważam dokładnie tak samo, mam tak samo wprawne oko i serce krytyka filmowego jak sam Raczek.

1 komentarz
marianfoto  - 07/12/2019 19:30:23
nie potrafiłbym takich zamian zrobić

Najnowsze wpisy

Mam dziewczynę!

11 godz. temu

Na koncercie zespołu kolegi

12/01/2020 21:50:31

Nie pracuję, bo choruję

09/01/2020 0:09:19

Przywitanie roku 2020

04/01/2020 16:37:00

Kolejny wyborny pogrzeb

30/12/2019 20:06:57

Płyty kupione w roku 2019

29/12/2019 12:58:24

1940 - 2019

24/12/2019 14:06:13

Moje zwłoki

11/12/2019 17:18:53

Wszystkie wpisy