Photoblog.pl

Załóż konto

Swoją drogą 

2019/07/08   

Z siostrą i rowerami w Krakowie

« następne   poprzednie »
Z siostrą i rowerami w Krakowie
Powiększenie

Kraków zaliczony, teraz wypoczywam w Puławach. Pierwszy raz wyruszyłem samochodem tak daleko na południe Polski i było to całkiem przyjemne doświadczenie. Trasa z Warszawy do Krakowa jest cały czas ulepszana i ponad połowa jest obecnie wygodną szosą ekspresową. Dopiero za Jędrzejowem ekspresówka się kończy, a zarazem zaczynają się porządne pagórki, typowe dla tego regionu. W samym Krakowie, zaraz po wjechaniu do miasta, natknęliśmy się na koszmarny korek. Myślałem, że całe miasto jest tak zakorkowane, ale okazało się, że powodem była awaria wielkiej, wojskowej ciężarówki z naczepą, tuż przed wjazdem na skrzyżowanie. Z pozycji samochodu poznałem w końcu układ ulic w Krakowie i szybko okazało się, że jest on mniej skomplikowany niż dotychczas myślałem. Łatwo dotarliśmy pod sam hostel, wyposażony w duży, wygodny parking.

 

Chodziliśmy sobie z siostrą na spacery po starówce i po moich ukochanych plantach, które zawsze wychwalam. Uwielbiam po nich chodzić, ale jeszcze bardziej lubię jeździć po nich rowerem i tym razem miałem okazję przejechać się razem z siostrą, bo do Krakowa zabraliśmy dwa rowery. Co prawda z siostrą przejechaliśmy się tylko raz, odwiedzając najbliższą okolicę, ale wieczorem, drugiego dnia, zapuściłem się na dalszą jazdę, odkrywając nieznane mi dotąd miejsca. Wspiąłem się nawet na jeden z kopców, ten darmowy, bo jak się okazało, wstęp na ten lepszy kosztuje 14 złotych od osoby. Widok z góry na całe miasto jest świetny, a na horyzoncie widać nawet Tatry. Odwiedziłem miejsca, w których byłem w 2011 roku, podczas moich pierwszych wizyt w Krakowie, z Kasią u boku. Przypomniałem sobie tamte dawne czasy i oczywiście trochę za nimi zatęskniłem, bo były to czasy mojego szybkiego rozwoju. Ogólnie bardzo fajnie jest jeździć na rowerze po dużym mieście, by poznawać je właśnie w ten sposób. Chętnie odwiedziłbym duże miasta w Europie, ale zabranie do nich roweru nie jest łatwe, z tego co się orientuję. Benzyna niestety jest droga i na zwykły dojazd do Krakowa oraz powrót przez Puławy, musiałem wydać jakieś 250 złotych. Flixbusem wyszłoby zdecydowanie taniej...

 

Nasz hostel, ten sam, w którym nocowaliśmy z siostrami w 2015 roku, znajduje się blisko miejsca widocznego na powyższym zdjeciu, czyli Zalewu Zakrzówek oraz Skałek Twardowskiego. To miejsce najpierw odwiedziłem sam, a później z siostrą. Ciekawie prezentował się także Kazimierz, którego do tej pory nie doceniałem, bo wcześniej nie docierałem w najfajniejsze miejsce, czyli nad Wisłę, tam gdzie jest kładka. Co prawda najważniejsza ulica na Kazimierzu jest obecnie remontowana i panuje tam totalny rozpiernicz, a nawet zamknięty jest cały most, ale nie miałem nawet pojęcia, że wystarczy pójść kawałek w odpowiednim kierunku, by trafić na bardzo ładne bulwary. Byliśmy tam z siostrą w nocy, na koniec naszego spaceru i moim zdaniem było bardzo sympatycznie.

 

Ach tak, podczas wizyty w Krakowie zjadłem chyba najlepszego kotleta schabowego w swoim życiu, w restauracji Czarna Kaczka. Pyszności, kotlecik tak delikatny, że rozpływał się w ustach. Ze szczytu kopca widziałem,  że Kraków rozciąga się jeszcze daleko w różnych kierunkach, w których dotychczas nigdy jeszcze nie byłem i chętnie pokręciłbym się po tym mieście dłużej, oczywiście na rowerze, penetrując wszystkie możliwe rejony, łącznie z Nową Hutą. Cóż, może podczas kolejnego wyjazdu...

 

Do Puław wracaliśmy nieco okrężną drogą, bo chciałem pierwszy raz w życiu odwiedzić Tarnów. Bardzo podobała mi się szosa biegnąca z Krakowa do Tarnowa i chętnie poznałbym te tereny, dalej na południe, w stronę gór. Żałowałem nawet, że podczas zeszłorocznej wyprawy, podczas której odwiedziłem także Kraków, nie pojechałem właśnie w tym kierunku, tylko wpakowałem się na bardzo męczące, choć też urokliwe, pagórki, leżące na północny wschód od miasta, między Krakowem a Busko-Zdrojem. Czuję, że byłbym bardzo zadowolony wybierając właśnie trasę przez Tarnów. Niestety za Tarnowem tereny robią się zdecydowanie mniej ciekawe, płaskie, puste, wręcz nużące. Przejazd przez Mielec był bardzo nieciekawy, tak samo jak przez Tarnobrzeg. Dopiero Sandomierz, w którym byłem pierwszy raz w życiu, zrobił na mnie lepsze wrażenie, choć przejechaliśmy tylko obok starówki. Po drodze mijaliśmy dwie atrakcje - pożar samochodu przed Tarnowem oraz odcinek drogi przed Opolem Lubelskim, zamknięty przez policję z powodu wypadku. Pożar był bardzo efektowny i miał miejsce tuż przed nami, na przeciwległym pasie ruchu. Zjechałem na boczną uliczkę, ale mogłem jechać prosto, przejeżdżając przez sam środek czarnych kłębów dymu. Na miejscu byliśmy dokładnie w tym samym czasie co straż pożarna. Kurczę, mam nadzieję, że moja Toyota nigdy się nie zapali, bo z tego co widzę to pożary samochodów są powszechniejszym zjawiskiem niż myślałem.


 Siostra śmigająca po Krakowie rowerem: https://www.youtube.com/watch?v=iUc1dfXYkcM&feature=youtu.be

Brak komentarzy

Najnowsze wpisy

Wizyta w bibliotece UKSW

19/07/2019 0:04:25

Tata kisi ogóry

15/07/2019 13:01:13

Z siostrą i rowerami w Krakowie

08/07/2019 0:16:36

Do Puław przez Kraków

03/07/2019 11:36:42

Besson w dobrej formie

01/07/2019 21:55:04

Urodzinki z rodzinką

30/06/2019 0:56:48

37 lat życia Michała Górki

29/06/2019 11:41:16

Z siostrą do Sójek i do Kutna

25/06/2019 19:09:04

Wszystkie wpisy