Photoblog.pl

Załóż konto

Wpis shesblonde

Po moim ostatnim wpisie wydarzyło się wiele i jednocześnie nic.

Byłam chora i nie miałam na nic siły, uznałam, że lepiej odłożyć walkę o szczupłe ciało jak się zregeneruję. 

Zważyłam się. Jest 60kg przy 158 cm wzrostu. 

Nie chciałabym chudnąć tak jak kiedyś za wszelką cenę, którą płacę do dziś.

Mam rozwalony żołądek i gdy tylko mniej zjem w ciągu dnia czuję to dość dosadnie, pomijając już zawroty głowy i inne omdlenia.

Mam bardzo dużo złych nawyków jak np jedzenie tony chipsów czy słodyczy albo godzinami oglądam seriale gdy równie dobrze mogłabym pójść na spacer z psem. 

Chciałabym zacząć pracę nad sobą zmieniając te nawyki.

Myślę nad zdrowymi przekąskami jak owoce czy orzechy i krótkie spacery na początek. 

Brzmi to rozsądnie i dość prosto, ale w rzeczywistości wygląda to trochę inaczej.

No i też trzeba zaznaczyć, że pracuje w pizzerii i moim głównym składnikiem diety jest właśnie pizza, nie wykluczę tego całkowicie z diety, bo bywają takie dni, że nie mam innej alternatywy na posiłek. Spróbuję nauczyć się przygotowywać posiłki do pracy, chociaż nienawidzę gotować. 

Cóż... Nie będę ukrywać, że nie mogę na siebie patrzeć. Nienawidzę tego kim się stałam przez ostatnie lata.

Wpis shesblonde
Wiecie co? Kilka lat temu przestałam się odchudzać, waga poszła w górę, poukładałam sobie wszystko w głowie, zaczęłam jeść w miarę normalnie i przestałam obsesyjnie ćwiczyć. Brzmi fajnie, ale jednak gdzieś ten głos z tyłu głowy zawsze był. Mówił, że mogłabym trochę schudnąć, trochę mniej jeść, trochę więcej się ruszać. Przytyłam jakieś 12kg i było w miarę okey, ale wiecie co? Przytyłam kolejne 6kg i nie mogę na siebie patrzeć. Jestem przepełniona wkurwieniem i mam ochotę wyciąć sobie ten cholerny tłuszcz. Nie wiem co robić. Wiem, że nie potrzebuje rad żebym zaakceptowała siebie i self love przede wszystkim. Jebać te całe cialopozytywne pierdolenie i akceptację tego jak wyglądam. Nie da się na mnie patrzeć, bo jestem spasionym prosiakiem który nie radzie sobie z życiem.

Wpis shesblonde

Czasami jest dobrze, a czasami po prostu nie istnieje.

Teoretycznie nie powinnam na nic narzekać, bo mam pracę, ba! ostatnio nawet dostałam umowę o pracę. Mam gdzie mieszkać, zarabiam nie najgorzej, mam swoją miłość i dużo zwierząt w domu.

Jednak czuję wewnętrzną pustkę od bardzo dawna i ogromną niechęć do istnienia. Nie mam energii, motywacji ani nawet iskierki nadziei na to, że będzie lepiej. Nie będzie, bo nie robię nic, by tak było. 

Po za pracą, w której daje z siebie 150%, włóczę się po domu bez celu lub przesypiam maksymalnie dużo byleby czas jakoś zleciał. A i tak jestem ciągle zmęczona.

Mam wrażenie, że rok temu było identycznie. 

Wtedy nie wychodziłam z łóżka jeżeli nie musiałam, nie dbałam o siebie jakoś szczególnie, nie rozmawiałam z nikim i tak mijały kolejne tygodnie. Później wyprowadziłam się z Brzydkiego Miasta, rzuciłam pracę, wróciłam na wieś.. Jakoś było lepiej.

Czuję, że moje zdrowie jest na pograniczu rozpadu. Nie tylko psychiczne, bo ono upadło 10 lat temu ale i fizyczne, które najlepsze nigdy nie było. 

W niedzielę skończę 24 lata, niby niewiele, ale to jak bardzo zniszczyło mnie wiele rzeczy przez ten czas jest nie do opisania. 

 

Wpis shesblonde

Pije poranną kawę, która smakuje tak jak setki poranków. Za oknem jest pochmurno i chłodno. Palę papierosa po czym zakładam ulubione skarpetki, brudne leginsy (bo przecież i tak będę szła do lasu i się pobrudzę) i różowy sweter, który wyciągam z szafy gdy dosięga mnie otchłań smutku. Czuję się nikomu nie potrzebna, czuję się problemem, obojętnym obiektem, który po prostu jest. A przecież było tak dobrze. Przez ostatni rok wiele się wydarzyło i było mało powodu do łez. Jednak teraz jestem niezrozumiana, a mój stan jest coraz gorszy. Może tylko wymyślam problemy na siłę, może ich tak naprawdę nie ma? Nie wiem, wiem tylko tyle, że nie czuję się dobrze i nie umiem o tym powiedzieć.

Wpis shesblonde

Niby wszystko się zmienia. 

Niby idę do przodu... ale mam wrażenie, że wracam do punktu wyjścia. 

Strasznie się boję. Paraliżuje mnie strach przed tym, że znów będę się źle czuła. 

Walczę z nim, ciągle, ale jak siedzę sama wieczorem, otacza mnie cisza to te szepty są zbyt wyraźne. 

Nocą, gdy śpię, widzę okropne wizje, są zbyt realistyczne. 

Czy będę mogła odetchnąć i uwierzyć w to, że będzie dobrze?

 

 Boję się swoich własnych emocji, bo nie wiem czy są prawdziwe. 

 

 

 

 

 

 

Nie potrafię napisać, przepraszam.

Wpis shesblonde

Wpis shesblonde

Dzisiaj jest 7 rocznica od założenia konta na fbl. 

Niby zwykły dzień, a jednak tak dużo się zmieniło odkąd tutaj jestem. 

Co roku dodaje jakiś 'specjalny' wpis i ten dzień jest dla mnie wyjątkowy. 

Ogólnie cały ten miesiąc ma dla mnie szczególne znaczenie. 

Nawet w swoje urodziny nie czuję się tak jak właśnie tego dnia.

Ten rok był trochę inny w porównaniu do poprzednich lat. 

Odnalazłam szczęście, poznałam miłość, która przynosi radość, a nie jak dotychczas ból i smutek. Zaczęłam akceptować siebie w pewnym stopniu, a to jest ogromny sukces. Ciągle pracuje nad porządkiem w swojej głowie, jest to czasochłonne ale widzę pomalutku jakieś skutki moich wysiłków. Próbuję zrozumieć jak działa życie zamiast od niego uciekać. Nie pogrążam się w smutku jak kiedyś. 

Potrzebowałam mnóstwo czasu na zrozumienie najprostszych rzeczy i nadal go potrzebuję, bo zrozumienie nie przychodzi mi łatwo. 

Ale w końcu mogę powiedzieć, że czuję się dobrze i spokojnie.

Wpis shesblonde

Chciałabym być tak silna jak ludzie myślą, że jestem. 

Naprawdę bym tego chciała. 

Wiecie, myślałam, że w końcu robi się dobrze. 

Poznałam faceta, zaczęłam wychodzić do ludzi, znalazłam mieszkanie i pracę. 

I wszystko poszło się jebać. 

Ludzie znów mnie przerażają, wyrzucili mnie z pracy, nie stać mnie na mieszkanie więc muszę z niego zrezygnować... 

Nie stać mnie nawet na papierosy. 

Nie mam pojęcia co mam robić. 

Jestem kurewsko zmęczona tą ciągłą gonitwą za życiem. 

Chciałabym się zatrzymać. 

Nie widzę swojego miejsca na tej planecie, ani rzeczy, które mogłabym robić i byłabym przez to szczęśliwa. 

Pół dnia przepłakałam. I połowę dzisiejszej nocy. 

Siostra mi dzisiaj powiedziała żebym zastanowiła się co robię źle i będę wiedziała jakich błędów nie popełniać ponownie. 

Ale kurwa, ja wszystko robię źle. 

Chciałabym nie być sobą. 

Wpis shesblonde

Wiecie co? Ostatnio denerwuje mnie ciemnota umysłowa cholernie mocno. Irytuje mnie podejście człowieka do człowieka od zawsze ale w ostatnim czasie jakoś zaczęłam zwracać na to większą uwagę.

 

Chciałam Wam powiedzieć, że wszyscy jesteście piękni. Niezależnie od tego czy macie jakieś niedoskonałości, jaka cyfra wyświetla się na tej przeklętej wadze, czy macie cellulit, rozstępy, krostki, blizny, piegi czy w jakikolwiek inny sposób odróżniacie się od innych. O to właśnie chodzi! Wyróżniajmy się, bądźmy sobą, nie wstydźmy się tego jak piękne ciało mamy. Każdy z nas jest wyjątkowy. Każdy.

I wiem, że jest mnóstwo debili, którzy karmią się, a wręcz szczycą się nienawiścią i jadem do innych ludzi. Mówią non stop straszne rzeczy na nasz temat. Ale hey, dlaczego oni to robią? Myślicie, że dlatego, że sami siebie kochają i są szczęśliwi. Otóż nie, oni sami siebie nienawidzą i hejtują innych po to by odwrócić uwagę od ich własnych kompleksów. Gdyby byli szczęśliwymi ludźmi nie rozsiewaliby nienawiści. Nie ma sensu skupiać się na tym co mówią inni.
Tylko Ty będziesz ze SOBĄ do końca życia i mam szczerą nadzieję, że pewnego dnia spojrzysz w lustro, głęboko w swoje oczy i zobaczysz tam czystą miłość do samego siebie.

Mam dla Was zadanie na dzisiaj. Zrób dzisiaj coś co Cię uszczęśliwia, relaksuje. Cokolwiek to jest. Czy jest to nałożenie maseczki na twarz, ładny makijaż, obejrzenie serialu/filmu, gotowanie, trening, czytanie książki, włączenie muzyki na cały regulator, śpiewanie, tańczenie, rysowanie, cokolwiek przyjdzie Ci do głowy. C O K O L W I E K. Zrób to nawet jeśli myślisz, że nie jesteś jakaś/jakiś super w danym temacie, po prostu się odpręż, wyłącz myślenie. Mogę się założyć, że poczujesz się lepiej.

 

I jeszcze jedno. W takie upały nie bój się założyć krótkich i lekkich ubrań. To Tobie ma być wygodnie, a nie innym, a nie ma chyba niczego gorszego w takie upały jak założenie długich leginsów, bo ludzie się gapią. Chuj z nimi, niech się gapią. Ważne jest, by się nie przegrzać i być w pełni sił i czuć się ze sobą dobrze.

 

Życzę wszystkim miłego dnia!

Wpis shesblonde
Jestem w Polsce. Ciągle czuję cholerną tęsknotę za konkretną osobą i liczę na to, że przypadkiem go niedługo spotkam. Nie napiszę do niego, ani nie będę chodzić w dawne miejsca. Zdecydowanie nie. To był mój przyjaciel, którego po prostu zabrakło w najważniejszym momencie. Nie obwiniam go za to, że chciał żyć swoim szczęściem. Po prostu to w jaki sposób to chciał zrobić mnie zranił. Czasami dobór słów jest ważniejszy od całej reszty. Staram się być dobrą osobą i mimo że ludzki gatunek jest czymś czego nienawidzę do szpiku kości to próbuję żyć z każdym w zgodzie, próbuję rozmawiać, rozumieć, współczuć, doradzać, słuchać. Być. On to wiedział. Przynajmniej tak mi się wydaje. Ale nie każdy taki jest, Niektórzy żyją zazdrością, manipulują, robią wszystko byleby dla nich samych było dobrze. Tyle mówi się o toksycznych relacjach. Każdy wie jak one wyglądają, a mimo to wplątujemy się w nie, uzależniamy i cierpimy przez to wszystko. I nie, nasza relacja nie była toksyczna. On się w taką wplątał, chyba. Pamiętam gdy na którymś wspólnym spacerze rozmawialiśmy o związkach. Było chyba 10 stopni na minusie. Nie czułam palców z zimna. Śnieg delikatnie się mienił w mroźnym słońcu. Zapytał się mnie o 3 podstawy udanego związku... Dla niego była to szczerość, zaufanie i zrozumienie. Myślę, że w każdej relacji ludzkiej to powinno być podstawą. Nie tylko w miłości ale i przyjaźni, rodzinie i koleżeństwie. W naszej relacji tego zabrakło, a mogłoby się wydawać, że nigdy tak się nie stanie. Zabawne jest to jak na nas wpływają niektórzy ludzie i dokąd nas prowadzą niektóre znajomości. Ostatnio widziałam go jesienią 2017 roku, pisałam z nim chyba ponad rok temu, a wydaje mi się, że to było wczoraj. Nie wiem skąd wziął się cały ten sentyment, zazwyczaj nie rozpamiętuje dawnych znajomości aż tak, ale musiałam gdzieś to z siebie wyrzucić i myślę, że to jest jedyne odpowiednie miejsce.

Wpis shesblonde
Znowu czuję bezsens swojej egzystencji. Niby jestem w tej Holandii i pracuję jak głupi, ale właściwie po co? Odrobię hajs pożyczony na wyjazd, zarobie trochę na mieszkanie w PL i co dalej? Nic. Nie mam żadnych perspektyw na przyszłość. Żadnych celów, pasji, okazji. Wszystko jest takie nijakie. Mogę albo znaleźć pracę z której się nie utrzymam albo zostać w domu rodzinnym i tonąć w swojej samotności, a jak skończą mi się pieniądze to płakać, że nie stać mnie na żarcie. Wiecie... ten wyjazd był niepotrzebny. Mam milion kontuzji przez prace fizyczną i dziwie się, że jeszcze mogę się ruszać. Nawet mama wysłała mi tone maści na to ale to nie działa, tylko wypalają mi skórę. Jestem zmęczony, tak dogłębnie. Słucham Catfish and the Bottlemen i absolutnie jestem zakochany w ich muzyce. Nie wiem co robić...

Wpis shesblonde
Przepracowałem w tym tygodniu 54 godziny. Ogólnie w pracy byłem o jakieś 6 godzin dłużej, ale to się nie wlicza do wypłaty. Jestem ledwo żywy i najchętniej przespałbym resztę weekendu. Jednak w planach na dzisiaj jest restauracja, bo siostra ma urodziny. Fajnie, bo przez dwie godziny będę wpierdalać wszystko co się da i ile się da. Rok temu tam byłem i próbowałem wszystkiego co było wege, ale teraz skupie się na sushi i pizzy. To będą piękne dwie godziny. Ogólnie to w tej restauracji jest chyba 5 kuchni świata, płaci się jakieś 30 euro za wejście na 2h i jesz ile chcesz, dopłacasz tylko za jakiś magiczny alkohol, ale piwo i wino jest za free. No i oczywiście jest jedna wysepka z samymi słodyczami i mają dwie kilku piętrowe fontanny czekolady. Taki mały raj dla zwykłych ludzi i piekło dla osób z zaburzeniami odżywiania. Chuja tam, nie mam już zaburzeń odżywiania. To dawno jest za mną. Może nie do końca, bo aktualnie jestem na etapie, w którym boje się wszystkiego co ma związek z odchudzaniem. Brawo Weronika! Z anoreksji przeszłaś na obżarstwo. Nie ważne. Pierdole głupoty ze zmęczenia. Waże 58kg. Pracuje fizycznie. Jeżdżę rowerem wszędzie albo chodzę pieszo. Nie pamiętam kiedy ostatnio tyle się ruszałem. Mało jem. Ostatnie pół roku leżałem w łóżku. I nadal jestem gruby.

Wpis shesblonde
Jestem w Holandii. Jakoś tak wyszło, że nie miałem lepszego pomysłu na zarabianie pieniędzy. Postaram się wytrzymać tutaj do końca maja, ale pewnie wyjdzie jak zwykle i ucieknę stąd o wiele wcześniej. Nie wiem, zobaczymy. Jem mało, bo nie chcę mi się gotować, musze nauczyć się jeść dużo warzyw i owoców. Aczkolwiek nie chcę się spinać pod tym względem, bo szybko sobie to obrzydzę i skończy się na zupkach chińskich jak zwykle.. Nie wiem, najpierw powinienem ogarnąć tryb dnia i pracy tutaj, jak wszystko wygląda czasowo itp. Do pracy mam 6km w jedną stronę i rower jako środek transportu, mam nadzieję, że przez to spadnie mi chociaż 3kg, na więcej się nie nastawiam, bo mój organizm nie działa tak jak powinien przez te wszystkie lata głodzenia się na zmianę z obżarstwem. Psychicznie narazie czuję się stabilnie, chociaż ostatnie tygodnie nie były najprzyjemniejsze. Nadal ciągle chodzę zmęczony. nie wiem czemu...

Wpis shesblonde
Żyje, chociaż wcale tego nie chcę.

Wpis shesblonde
Od prawie trzech dni nie wychodzę z pokoju, bez koniecznej potrzeby. Nie pojechałem na koncert, na który czekałem pół roku. Nie odpisuje na wiadomości. Nie jem. Nie czeszę włosów. Nie robię ze sobą nic. Leżę w łóżku, płaczę, oglądam serial, pale papierosy i czasami przysnę na dwie - trzy godziny. Nie mam na nic siły. I nikt nie rozumie, że to nie lenistwo, że czasami ja po prostu nie mam energii na życie. Nie wiem do końca, która jest godzina, ani jaki jest dzień. Co chwilę zapominam o tym, co przed chwilą zrobiłem i o czym myślałem. Nie pamiętam czy umyłem zęby po przebudzeniu, ani gdzie przed chwilą położyłem telefon. Chcę być sam. Bez zbędnych rozmów. Chcę schudnąć 12kg. Chcę przestać jeść na dobre. Chcę znów kontrolować swoje życie.