Photoblog.pl

Załóż konto

22-09 co za dzień.

Dodane 4 dni temu
Wyświetleń: 55

Co to był za dzień, dopiero schodzi mi "ten" stan, ale zacznijmy od początku...

Od 19-09 zaczęłam jeść MNIEJ i ZDROWIEJ (wczoraj zjadłam pierogi przed snem jako ten grzeszek oraz dzisiaj wafelka i 4 cukierki które dostałam w prezencie od chłopaków).

Jestem dumna, dlatego że czuję iż mam większą kontrolę nad tym co jem. Ile jem i kiedy. W momencie jak zaczynam podejmowac decyzje, że teraz nie zjem i faktycznie nie jem to jest to ogromna zmiana w moim życiu. Odkąd jadłam emocjonalnie nie umiałam sobie odmówić. (Jadłam mimo braku uczucia głodu) Jestem taka dumna. Nie jest idealnie, ale jest zmiana. Myslalam, że juz z tego nie wyjdę. Zaczęłam ćwiczyć, trzeci trening z domu (najtrudniejsze co może być, przebijając nawet siłownie czy sztuki walki) to wymaga dużej dyscypliny w moim odczuciu - udało mi się to! Dodatkowo czuje, że 45minut to nic pórównując do czasu, który poswięcam na siłowni (ok.2 godziny). Czuje jakąś zmiane w tej materii, jestem z siebie dumna *powtórze, bo rzadko tak mówie*. Przed chwilą skończyłam trening z Chodakowską i zeszła mi częśc, jakaś namiastka dzisiejszych emocji (wróce do tego). Cwicze w domu, bo dopadły mnie kobiece sprawy, opuścilam wtorkowe sztuki walki, ból brzucha był tak intensywny, że zwijam się z bólu. Prawie jak w liceum, nie pamiętam kiedy ostatni raz tak cierpiałam. Wiem, że S* trochę myślala że ściemniam bo na ostatnią chwilę zrezygnowałam a cały tydzień się jarałyśmy treningiem, natomiast już pogadane, pośmieszkowane i jest dobrze. (<3). Mam tyle przemyśleń do zapisania, że nie wiem od czego zacząć. Wszystkie emocje naraz. Po kolei! No i aaaaaa codziennie spaceruje, min. godzinka dziennie. Cudownie... cudownie! Dzisiaj rano myślalam o lekach od psycho, że odkąd biorę sprawy w swoje ręce to moje lęki się osłabiają, że nie chce teraz ich brać, bo nie jestem w podbramkowej sytuacji. Zdałam sobie sprawę, że mogę sobie pomóc tabletką, ale potem jak przestane brać to wróci, nie wylecze swoich objawów. Muszę przepracować mojego lęki, to lęki do konfrontacji. Do zmierzenia się z tym. Mogę wstać z łóżka. Wolę zostawić to na sytuacje realnie podbramkową. Po prostu nie mogę iść na łatwizne, a często chodziłam... Uważam, że wielu osobom ratuje to życie. I wielu bliskim uratowało. Natomiast u mnie nie to jest rozwiązaniem. Zmierzam się z tym wszystkim co we mnie lękliwe i to daje mi siłę. Idąc dalej. AAAA! dzisiaj pogadalam z W* brakowało mi tej osoby, naprawdę się stęskniłam.... Fajnie, że wrócił. Podebatowalismy, pokazał mi co dostał i dodał też że T* chce mnie poznać, na kawę, drinka cokolwiek. Przecież jestem ,,matką  tego sukcesu". Ten człowiek wydaję się taki empatyczny i kochany. W koncu! Cieszę się z jego szczęscia, mieliśmy łzy w oczach rozmawiając o ich relacji. Niesamowite. Póżniej stało się to... spotkanie. Spotkanie nasz wszystkich w jednym miejscu, w jednym czasie. To co czuje teraz (euforia,podekscytowanie,entuzjazm) jestem w szoku... po prostu w szoku. Już i tak opadło 20% po treningu ale nadal "to" czuje. Rozmawialiśmy wszyscy, zostałam okrzyknięta przez zespół najbardziej empatyczną osobą z działu. Taką która wysłucha i ma anielską cierpliwość. Czasem ktoś coś takiego napomnął, ale tego  wszystkiego się nie spodziewałam. Nie spodziewałam się, że usłyszę tyle rzeczy od tych ludzi - że jestem "stała" w swoich przekonaniach, że motywyje, daję uczucie, że ludzie przy mnie czują się sobą. Ze jakby mogli wybrac kogos z grupy z kim chcieliby zostac to ja. Naprawdę tyle cieplych słow, szooook. Tyle rozmów sam na sam, wyrzucanie co mnie "boli", co cenie szczerze, prawdziwie. Zmierzenie się spojrzeniem. Obserowanie siebie. No i wreście rozwiązanie "sporu", który tyle się ciagnął, był dla mnie niczym kula u nogi. Nie wiedziałam, że nie tylko dla mnie. Czuje taka ulge. Z tym wszystkim, ze mogłam na forum porozmawiać, pozartować. Z tym co uslyszałam o sobie od ludzi. Z tym, że każdym po kolei podebatowałam. Z tym, że każdemu wyrzuciłam co czuje. Z tym, że z każdym jestem na czysto. Dawno nie czułam takiego spokoju, szczęścia na sercu. Przysięgam... lata świetlne. To spotkanie i ten dzień to jakieś kamień milowy. Stan jak narkotyk. Przełamałam też moje fobie, lęki największe. Rozmowami, byciem w centrum uwagi w takich trudnych chwilach. Nie umiem opisać tego uczucia. I to tymbardziej mnie utwierdziło, że chce walczyć ze swoimi trudnościami. Stawiać im czola. Zmierzyć się oko w oko. Nie chce drogi na skróty. Nie chce półśrodków. Lęki zeszły. Strach opadł. Czuje siłe. Nie czuje już strachu. Wiem, że trzyma mnie nadal adrenalina, ale to wszystko co się wydarzyło, te wszystkie słowa, rozmowy to jak... przeskoczenie strefy komfortu skale 1000 razy wyżej. Nie wiem. Niesamowite uczucie. Dzieje sie magia ku*wa mać ;-)! / W sobotę idę na domówke. Nie będę używkować mimo, że ludzie mają taki plan. Dzisiaj już część osób mnie zaczęła namawiać. Natomiast ni ciula, nie chce i koniec. W głowie już zamknęłam temat. Chce rozmawiać z ludźmi, grać w planszówki, śmiać się i taczyć na trzeźwo aj! W niedziele koncert, suuupcio. Dzisiaj mogę powiedzieć jedno, czuje stan szczęścia. I naprawdę żadna impreza, żadna sztucznie wywołana sytuacja nie dała mi takiego poczucia szczęścia jak po prostu konfrontacja z największymi lękami, przysięgam.

Z innych obserwacji? zauważylam, że rusza mnie jak osoby na których mi zależy się oddalają. I bynajmniej nie z powodu spiny czy czegoś. Po prostu. Na szczęscie po kilku dniach czy przetłumaczeniach sobie logiką, że ludzie mają urlopy, wyjazdy i swoje życie zaczynam myslec ze to jest ok. Sama czasem się odsuwam, bo potrzebuje czasu dla siebie. I wtedy myślę, że to w porządku. Natomiast pierwsze wrażenia są takie. Po prostu mało ludzi chce mieć ze sobą, a jak juz czuje oddalenie sie to jest mi przykro. Ostatnio miałam kilka takich sytuacji. Co okazalo się absurdalne, bo jedni mieli urlopy drudzy co innego. No, ale taka jestem emocjonalna, jak mi zależy to najchętniej chciałbym żeby wszystko było między mną a kimś wporzo. Czasem mam reakcje obroną (co tez wyszlo dzisiaj w rozmowie) że jak ktoś się odsuwa, robie to samo i nagle... nawartwia się, nawartwia i coś fajnego może zniknąć. A po co? trzeba rozmawiać i dbać.

Ostatnie info.

Odcięłam się od jednej osoby i widzę jej taką determinacje różnymi kanałami do zbliżenia się do mnie. No way! Widzę teraz, że ta osoba NIC nie wnosiła, dosłownie nic. Wręcz zabierała wszystko co najlepsze. No cóż, jak odcinasz toksycznych ludzi na zawsze to próbują wejść oknami. Przykro mi już nigdy w moim domu. 

Jest bosko, bosko, bosko. 

Zarejestruj się teraz, aby skomentować wpis użytkownika sentymentalnyintro.