Kolejny 17sty, tym razem lipca - pech chce, że wypada akurat w pik tego ile jest pracy dookoła. Wszystko się zbiegło z ciężkim okresem (I tylko dzięki Tobie i Twojemu wsparciu dałem radę, K.aśku), w którym moja mama, moja przyjaciółka dostała zawału serca, a wszystko dzięki 'życzliwości' oraz donosom debilnym klientom. Byli zbyt prymitywni, żeby zrozumieć, że parzystokopytne bezpośrednio po porodzie mogą być lekko wychudzone - wierzę, że trafi do nich karma adekwatna do tego co zrobili. Pozgłaszali wszędzie, na policję, do weterynarii - przyjechały kontrole, i co? NIC, kurwa NIC oprócz faktu, że mogłem stracić mamę.
Co do samego zawału, było to dla mnie cholernie ciężkie i traumatyczne przeżycie, zostałem z tym sam, bo ojciec delikatnie mówiąc nie był wtedy dyspozycyjny. Jeździłem tak po nocy między SORem a domem, płacząc z bezsilności w międzyczasie i był to moment, w którym faktycznie, pierwszy raz w życiu potrzebowałem wsparcia, naprawdę byłem wtedy na dnie - i owe, zupełnie niespodziewane pojawiło się w nocy! : ) Do teraz mam łzy wzruszenia jak o tym myślę, dostałem wtedy sygnał od wszechświata (a raczej chyba od Ciebie K.aś!) że nie jestem sam - i sam fakt owej obecności, nawet jeszcze nie tej realnej i fizycznej dał mi niesamowitego kopa, a przede wszystkim był czymś sygnałem równie ważnym, wróć, wuchtę ważniejszy, aniżeli jak ten uchwycony przez Ellie w filmie 'kontakt'. A co do stanu mamy - jest w domu, dochodzi do siebie, dzięki szybkiej (2h od wystąpienia stresowej sytuacji) koronarografii mięsień sercowy nie dostał po dupie. Mamuśka, tak się przejęła, że rzuciła pierwszy raz w życiu palenie (a pali od 30 lat) i na razie dzielnie jej idzie - dumny z niej jestem! : )
A jak się czuję psychicznie? Spoko, na pewno pomaga mi fakt, że codziennie swoją dobrą energię, swoje endorfinki, swój wewnętrzny spokój przesyłam tej jednej, jedynej astralnej księżniczce, która mam nadzieję, że teraz to czyta i leciutko się uśmiecha pod nosem! :) I tak jak moje ADHD jest codziennie dla mnie utrapieniem, pewnym takim naznaczaniem, to w sytuacji kryzysowej gdy mój mózg dostaje wystrzału adrenalina i noradrenaliny i nie dość, że nagle cały chaos wokół mnie ginie, a ja jestem w stanie pracować na 300% z pełnym skupieniem - ciekawe (ale nigdy, przenigdy do powtórzenia!!!) przeżycie, medikinet się przy tym chowa!
Jeśli chodzi o sferę fizyczną, ze względu na stan zdrowia mamy musiałem odpuścić robienie kroków, po prostu najzwyczajniej w świecie nie mam na to czasu, a nawet zbytnio mocy. No, ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło - jest pik roboty, jest i pik przychodów, więc na pewno odłożę sobie parę, tudzież parędziesiąt groszy przez ten okres. A pieniążki się przydadzą, mam ciekawy pomysł na przyszłość, ale to wszystko poczeka na moment, by to wszystko przegadać siedząc nad brzegiem jeziorka, pijąc zimne piwko oraz wygłupiając się - a może konkretnie to ja się będę wygłupiał i sprawiał Tobie uśmiech? Toć jestem Twoim i tylko Twoim głupolem K.aśku!
Był to kolejny moment w moim życiu, który uświadomił mnie jak ważna jest miłość oraz jak wiele może dać w ciężkich chwilach obecność ukochanej, zaufanej osoby - nawet jeśli była to tylko mentalne wsparcie. Dla mnie to było AŻ mentalne wsparcie.
(teraz znowu jestem Twoim dłużnikiem, odwdzięcze się, z kosmiczną, wróć, wręcz astralną nawiązką! : ) )
Miłość powinna być ciepła niczym świeża bułeczka na śniadanie, tudzież cebularz od Jarząbka (obowiązkowo z jajeczniczką, tak by zrobić Ci miły początek dzionka. Bezpieczna, taka która chroni przed złymi emocjami równie skutecznie co klatka Faradaya chroni przed piorunami. Pełna radości i szczęścia - nie tylko Twojego wewnętrznego dziecka, jak i dorosłej K.aś! Powinna być również szczera, taka prawdziwa, płynąca z serduszka - i moja względem taka właśnie była, jest i zawsze będzie! A przede wszystkim winna być czuła - niczym letni zefir, subtelna, kojąca, przynosząca ulgę po cały dniu! I wiesz? Mam przecieki od tego u góry, że wszystko, w niedalekiej przyszłości to wszystko się wydarzy, a wakacje 2026 na zawsze zostaną tym wyjątkowymi, Twoimi, wymarzonymi wakacjami, zobaczysz, masz moje Pawłowe słowo! : )
Czuję w kościach, że przy takim chłodniejszym wieczorku, najlepiej przy pełni z bezchmurnym niebie zabrałbym Ciebie na spacer po lesie, taki romantyczny, taki czuły, taki ażeby szybciej zabiło Twoje najukochańsze serduszko! Tak imersja, ten zapach lasu, ta bliskość ukochanej osoby obok, te przebiegające zające pod nogami czy pięknie śpiewająca para żurawi z młodymi - cholerka, aż gęsią skórkę mam, spodoba Ci się ten spacer, zobaczysz! A nawet coś czuję, że to będzie ten spacer, który będziesz pamiętać przez całe życko, ten spacer, który będziemy RAZEM, WSPÓLNIE wspominać na starość, jak będziemy wtuleniu w siebie siedzieć przy kominku, opowiadając Naszym wnukom jak to dziadek walczył o serduszko, marzenia oraz szczęście babci - tej najukochańszej, jednej, jedynej babci we wszechświecie! I nawet czcigodna Waćpanno nie wiesz jak mocuchno tęsknie za Tobą, Twoim głosem, Twoim śmiechem (i uśmiechem również!), Twoją obecnością, Twoją kokietyrnością, a przede wszystkim, za Tymi naszymi rozmowami- To chyba ich brakuje mi najbardziej, ale czuję, że to wszystko jeszcze nadrobimy, zobaczysz astralna księżniczko! ( : Zimne piwko, jeziorko i My - to plan do zrealizowania w wakacje! - i może bliżej ich drugiej połowy niż pierwszej, ale za to jak sięto stanie, to z pompą, zobaczysz!
To be!- teraz bez znaku zapytania! : )
Ps. Kocham Ciebie, uśmiech się!
Jesteś jedna, jedyna wyjątkowa, pamiętaj o tym proszę I nikt, nigdy nie przeszkodzi Ci w drodze do szczęścia a wiem, że jesteś już na finiszu tej drogi, masz moje pełne wsparcie najdroższa, jestem z Tobą, DASZ RADĘ! A Później? Będzie Kaśkowo, będzie sielsko, będzie tak jak sobie wymarzysz! : ) : ) : )