Photoblog.pl

Załóż konto

 

2006/07/19   

Wielki pożar 1850 - c.d.

« następne   poprzednie »
Wielki pożar 1850 - c.d.
Powiększenie
Collegium Maius było uratowane, ale w ulicach Gołębiej i Wiślnej pożar szerzył się z niesłychaną szybkością. [i]W pół godziny później ujrzeliśmy płomień na dachu [b]biskupiego pałacu[/b], a jednocześnie prawie na przeciwległej stronie ulicy Grodzkiej[/i] - pisała po latach Helena Modrzejewska, wówczas kilkuletnie dziecko - [i]Zdawało się, jakby całe miasto w kilku rogach naraz było podpalone. Popłoch był niesłychany.[/i] Istotnie, zwłaszcza gdy z Wiślnej pożar przerzucił się na [b]Rynek, Bracką i Franciszkańską[/b]. [i]Ten dzień 18 lipca[/i] - pisał Ambroży Grabowski - [i]był prawie dniem sądu Bożego. Dym i płomienie osiadły nad całym miastem i zasłoniły przed wzrokiem całe niebo... Wicher szalał, niosąc palące się głownie, gonty, iskry i zasypując nimi dachy domów... i rozrzucając to zarzewie aż na pola od miasta odległe... płacz, krzyk, lament ludzi unoszących w popłochu co kto mógł z rzeczy swych pochwycić... wołanie ludzi ratujących: wody! wody![/i] Pożar szalał, obejmując coraz to nowe gmachy. Od pałacu biskupiego zajął się [b]kościół Franciszkanów[/b] i spłonął w kilkanaście minut. Stąd ogień przeszedł na klasztor i [b]pałac Wielopolskich[/b]. Kościoły może by ocalały, jako kryte dachówką, ale żar od palącej się wokół masy domostw był tak wielki, że szyby w oknach pękały od gorąca i wówczas płomienie bez szkody wnikały do wnętrza, ogarniając suche drzewo ołtarzy i stall. W płomieniach stanęły [b]ulice Bracka, Grodzka i południowa część Rynku[/b]. O powstrzymaniu ognia nie mogło być mowy. Ratowano tylko życie, z mienia zaś dokumenty, pieniądze, kosztowności i, ile sił starczyło, ubrania i ważniejsze sprzęty czy towary ze sklepów i składów. [i]Na Rynku od Baranów aż do ulicy Grodzkiej - kanapy, krzesła, obrazy i inne ruchomości, pozwalane razem[/i] - pisał naoczny sprawozdawca [i]Czasu[/i]. Modrzejewska wspominała: [i]Mnóstwo ludzi wyległo na łąkę św. Sebastiana, ratując co kto mógł. Naraz ujrzeliśmy naszą biedną ciotkę, zziajaną, przelękłą. Jedną ręką wlokła za sobą pierzynę, a drugą przyciągała do piersi czule moją dużą lalkę. To wszystko, co w pomieszaniu ocaliła z pożaru.[/i] A CO WY BYŚCIE RATOWALI Z POŻARU? Porzucone domy, mieszkania, warsztaty, sklepy, pracownie płonęły jak jeden ogromny stos. Z Grodzkiej z domu na dom ogień przeszedł na [b]Szeroką (dziś plac Dominikański) i Stolarską - aż po Mały Rynek, przeskoczył na drugą stronę, na gmachy dominikańskie, na klasztor, kościół i wieżę kościelną; wdarł się w Poselską, dotarł do klasztoru i kościoła św. Józefa[/b]. Wciąż niesłabnący wiatr rzucił masę płonącego zarzewia przez Planty na drewniane domki za Nową Bramą przy ul. Polnej, zamieszkałe w większości przez rzeźników. Pochłonął je jak poprzednie i oparł się aż niemal u Starej Wisły. Ten sam wiatr niósł całe chmary płonących papierów, szmat i odłamków. Ogromny słup rozgrzanego powietrza wzbijał te strzępy na olbrzymią wysokość. Później przetlałe karty, przeważnie z biblioteki dominikańskiej, z dobrze czytelnym tekstem, rozsypujące sie jednak w proch za dotknięciem, znajdowano w Wieliczce, a nawet znacznie dalej! Z dachów i rynien padały ciężkie, wrzące [b]krople roztopionego metalu[/b]. Topiły się dzwony kościelne. Nowe pożary wybuchały znagła, niespodziewanie. Najgorsze podejrzenia wkradały się w serca ludzi mimo woli. Po mieście poszły najstraszniejsze pogłoski. Rozpalona wyobraźnia widziała już [b]zbrodniarzy, podkładajacych ogień[/b] na strychach i w sieniach domów. Domagano się sądów doraźnych i rozstrzeliwania podpalaczy na miejscu. Zatrzymano 35 podejrzanych osób. Faktem jest, że klęska wyzwoliła zarówno najlepsze jak i najgorsze instynkty. Gdy jedni z poświęceniem, narażając życie, nieśli pomoc ratując miasto i obce nieraz mienie, inni korzystali z zamętu. Zaczęły się [b]kradzieże, a nawet napady i rabunki[/b]. Modrzejewska wspomina: [i] Matka moja przyszła na drugi dzień rano, zmęczona, ze śladami łez na twarzy. Jedyną rzeczą, jaką wyniosła z pożaru, była szkatułka, w której zamykała swe stare koronki, biżuterię i pieniądze. Gdy wyszła z nią na ulicę, jakiś człowiek potrącił ją tak gwałtownie, że upadła na bruk, on zaś wyrwawszy jej z rąk szkatułkę, uciekł. Wołania jej na nic się nie przydały, bo każdy był sobą zajęty.[/i] Władze wojskowe na żądanie wielu mieszkańców wysłały na ulice silne patrole żołnierzy. Z kościoła Mariackiego dal uspokojenia powszechnego wzburzenia wyszła procesja, śpiewając [i]Pod Twoją Obronę[/i]. Pod wieczór siła ognia i wiatru złagodniała. Ciąg dalszy jutro, a dziś zagadka związana ze zdjęciem, które przedstawia Pałac Biskupi. [b]CO SPŁONĘŁO W PAŁACU BISKUPIM BEZPOWROTNIE?[/b] Niedowjarek wczoraj chodził wokół tablicy pamiątkowej, aż wychodził :) Znajduje się ona na Kamienicy Hetmańskiej, w Rynku.
60 komentarzy
xatron  - 20/07/2006 5:06:36
z tego mozna film katastroficzny nakrecic.
agadir  - 19/07/2006 22:40:47
... no wiesz Ty co :P ...ale przed Tobą pewnie jeszcze sporo wolnego :)))

uśmiechnij się i przestań dąsać :P
werax  - 19/07/2006 22:38:56
ale wysprzatali do zdjęcia:D
malinowe  - 19/07/2006 22:36:15
tak, tirem, przewodniczko!!! najpierw cysterną, co przewoziła kwasy siarkowe, potem tirem z meblami, taki miły pan był, hipopotama przypominał i wziął od nas numery, bo się chce na kawę kiedyś z nami umówić hiehie! a ja właśnie rejestruję się na studia w UJ... mam jeszcze 1,5 godziny....a!!
rapatapatoja  - 19/07/2006 22:30:10
Nie wiem czy ta puszka była umyta czy brudna o mój ojciec zajmował się oglądaniem moich wyników strzeleckich ;]
wasilka  - 19/07/2006 22:29:01
mnie poinstruowano kiedyś, że mam dokumenty z pożaru ratować;) pozdrawiam ( a siebie na końcu)
agadir  - 19/07/2006 22:13:25
Gosiu ... a co Ty taka smutna Jesteś ???
tomasz - 19/07/2006 22:07:16
ja to bym W POMIESZANIU uratował pieniądze, karty płatnicze.
o
takie rzeczy się ratuje! :D:D:D:D
gloria  - 19/07/2006 22:07:00
to nie mój dom :P
masterp  - 19/07/2006 21:28:15
nie ma co się sugerować tym tekstem :p
tullamoredew - 19/07/2006 20:53:36
jakbym tu juz keidyś była:P
sprawymiasta  - 19/07/2006 18:28:26
Z płonącego domu wynosiłbym ludzi i zwierzęta. Precjozów nie posiadam, a dokumenty nie są najważniejsze (trzy lata żyłem bez dowodu). Nie mam też zbyt wielu przedmiotów o znaczeniu sentymentalnym, bo większość wyrzuciła J. podczas swoich napadów szału.
Użytkownik usunięty - 19/07/2006 18:17:21
do starej wisły.. boże toż mi kamienice moja spaliło... (poprzednia jak sądze :P)
chaosfoto  - 19/07/2006 16:52:53
jestes swietna!!!
bartuss8 - 19/07/2006 16:04:43
... tak Gosiaczku ... wyjeżdżam ... pisałem Ci o tym ... bo wyrabiałem sobie nowy dowód ... chociaż paszport mam jeszcze ważny :)

... a na zdjęciu pięknie tam :)

Miłego popołudnia :)
oddechnadziei  - 19/07/2006 15:39:25
mi się sni czesto ze to ja plone ;]
niedowjarek - 19/07/2006 15:38:50
dziś dam szansę innym:)
romanho  - 19/07/2006 14:02:10
Urokliwa fotka Krakowa.

Publikuje ciekawą fotkę plakatu.
Zapraszam.
Moderator achtungbaby  - 19/07/2006 14:00:36
wracam do świata żywych;]
strasznie fajne miejsce.
peck  - 19/07/2006 14:00:33
Zupełnie jakby to była brama to rezydencji Boga ;D
Pozytywne.

Najnowsze wpisy

I tak od Świąt do Świąt :)

02/04/2018 11:25:37

I tak

24/12/2017 12:05:05

...

15/04/2017 18:11:53

Lepiej późno niż wcale...

28/03/2016 10:16:49

Wpis przewodnikpokrakowie

23/12/2015 18:51:44

Ustronna ulica Krakusowego grodu

26/11/2015 14:00:23

Cyrk i latawce

05/10/2015 11:40:24

Wielka Łąka

24/08/2015 13:58:25

Wszystkie wpisy