>
No i dałam upust swemu szaleństwu. Wreszcie. Siedziałam sobie przed komputerkiem jak zwykle, jak codziennie, jak, kurwa, każdego dnia mojej pieprzonej egzystencji. I zorientowałam się, że pada deszcz.
Tak więc zerwałam się, włożyłam spodnie i wybiegłam z domu nie zamykając za sobą drzwi. Pobiegłam sobie do parku i wylądowałam na błoniach, gdzie na telebimie leciało sobie coś tam z jakiegoś koncertu. Stanęłam sobie, deszczyk zajebiście przerodził się w ulewę, pomalowany wokalista śpiewał balladkę.
Urokliwe. Dawno się tak nie wzruszyłam.
Balladka się skończyła, a Ania wróciła mokra do domu, po drodze wyciskając wodę z włosów. Ania sobie włączyła W deszczu malutkich żółtych kwiatów by Myslo, przebrała się w starą koszulę po ciotce i zaczęła rozmyślać.
Niespotykane ostatnimi czasy.
Zajebiście mi, czas na refleksję teraz nastał.
...bo wiecie, to wszystko się teraz nie liczy. Już nie.
to wszystko czego chcę
to wszystko czego mi brak
to wszystko czego ja nigdy nie będę miał