Photoblog.pl

Załóż konto

Wpis powerlifter

Ostatnie dwa tygodnie było rollercasterem, ale... o kurczę... czy ja jestem szczęśliwsza?

 

 

Na terapii przy Mariuszu czuję się jak przy przyjacielu, na społeczności przy ludziach uzależnionych - jak w domu (dziwnie to brzmi, chodzi mi o to, że dobrze mi z nimi). Oni rozumieją, nie oceniają, chcą zatrzymać swoją chorobę, walczą o lepsze życie i wspierają w tym mnie.. W sobotę jadę na kajaki z ludźmi z ośrodka (ośrodek terapii uzależenień i współuzależnienia). Nie wstydzę się tego...

 

Od połowy miesiąca zapieprzam w pracy i przez to brak czasu i ochoty na jedzenie oraz treningi, ale obiecuję się ogarnąć.. Wiele się dzieje w moim życiu teraz... Terapie/społeczność/ogólnie ośrodek, przyjaciele oraz praca zabierają sporo czasu.

Ponadto poznałam kogoś... Ale o tym zaraz...

 

Zainstalowałam aplikacje Daylio i codziennie zapisuje krótkie notki na temat dnia oraz nastroje, dzięki temu mam większą kontrolę nad swoimi wahaniami nastroju i powodami tych wahań.. Mega pomocne..

 

 

Kiedy zaczynałam mój maraton pracy dwa tygodnie temu.. do pracy wpadli moi przyjaciele, siedzieliśmy, nudziliśmy się, więc zainstalowałam dla beki tindera. Dodałam foty, napisałam krótko i zwięźle o sobie, a potem obgdywaliśmy facetów. Przesuwałam w lewo, w lewo, w lewo, w lewo. Beka, beka, jakiś koleś z dzióbkiem, no masakra... I nagle.. W sumie ten spoko, dobra, dam mu w prawo. I paru tak jeszcze. I się zaczęli odzywac. I tak pisałam, pisałam, jeden dzień, dwa dni... Ten jeden taki sympatyczny...

 

Ale zanim przerzuciliśmy się na FB, powiedziałam mu o DDA. Powiedziałam z jakiej rodziny pochodzę, jakie mam problemy, powiedziałam o terapii i powiedziałam nawet o grupie uzależnień, że rok temu bylam na granicy uzależnienia, że leczę się z tego wszytkiego. Nagle okazalo się, że mimo młodego wieku (3lata mlodszy, czyli 21) bardzo dużo w życiu przeszedł. Dzień później wpadł do mnie do pracy poznać się. Dzień później znów wpadł.. Potem znów.. i znów.

Jest tak kochany, miły, cudowny... że włączał się mój mechanizm obronny (o którym mu powiedziałam, tzn. to, że lecę na toksycznych gości, a Ci którzy mnie chcą są dla mnie nudni i nie pociągający). Mówiłam mu o każdym momencie, w którym czułam się nieodpowiednio, nie na miejscu, dziwnie, nieznajomo, jakoś - jak nie ja... I walczymy z tym ciągle...

 

Ale to pierwszy, który nie uciekł. Pierwszy, który chce z tym walczyć... Akceptuje.. Stara się dla mnie... Jest tak słodki... tak mu zależy... że chce walczyć z tymi moimi chujowymi zachowaniami Dorosłego Dziecka Alkoholika.

Zaczyna mi na nim zależeć. Bardzo powoli, bardzo ostrożnie... czasem bardzo dziwnie, bo bywa, że go odtrącam, a potem znów przyciągam, ale on nie ma mi tego za złe. On rozumie, stara się rozumieć. Nie odchodzi, nie obraża się w kłótni, dyskutuje, trzyma za ręke i nie pozwala odejść póki nie wyjaśnimy.. Kanapa w pracy już wiele widziała, słyszała sporo naszego śmiechu i widziała nasze łzy, gdy się wzruszaliśmy rozmawiając o naszych chujowych rodzinach.

W sobotę poznał moich przyjaciół (Bobiego i Dudka), byliśmy nad wodą, tak cudownie się czułam widząc, że rozmawiają i dobrze się czują wszyscy w swoim towarzystwie (nawet Bobi - socjopata). A potem gdy poszliśmy do niego, do końca dnia leżeliśmy w łóżku i oglądaliśmy jego albumy ze zdjęciami. Płakaliśmy opowiadając sobie o swoich przeżyciach w domu. Nigdy z nikim nie przeżyłam czegoś takiego. Nikt nigdy tak się przede mną nie otworzył i ja nigdy tak się nie otworzyłam.

Jest cholernie inny, choć to tak śmiesznie brzmi...

Czy dane mi mieć w życiu trochę normalności?

 

 

Chce żebym poznała jutro jego przyjaciol. Przychodzą do mojej pracy, będziemy grać w pokera. On.. chce żebym poznała jego przyjaciół. Chce mnie w swoim świecie - to takie nowe...

Wpatruje się we mnie jak w obrazek, przy nim zapominam, że świat wokół istnieje...

 

Jem galaretkę i idę spać..

P.S. Praca jest ciężka, ale kocham ją jak żadną inną. Nigdy jeszcze moja praca nie była moim hobby, a teraz jest <3

 

P.S.2. Tak, mam kontakt z Witkiem. Przyjaźnimy się. Ej, serio, serio... Nie sądziłam, że to możliwe... Ale... zaczynam tesknotować (zamierzone) za Patrykiem, a o Witku myśle jak o przyjacielu.

 

Wpis powerlifter

Wreszcie jestem modna i nie musiałam płacić kupy kasy za podarte spodnie, bo same mi sie podarły xD Masa wchodzi! <3

 

Zmiana planu treningowego wychodzi na plus. W tym tygodniu treningi były mocno ograniczone czasowo, więc nie mogłam skatować tyłka tak jak chciałam, ale dzisiaj po pracy o 21 lecę jeszcze na trening i mam zamiar wykonać go nie na 100% a na 150 :D

Bo oprócz podstawowego treningu dołożę odpowiednie ćwiczenia na tyłek :D

Jest progres na ławie, z czego najbardziej się cieszę, bo robie w seriach 40kg (a na zawodach rok temu, 32,5kg nie byłam w stanie zrobić na raz xD). Siady też mnie cieszą, bo obniżenie sztangi do low bara zmieniło środek ciężkości, odciąża mi plecy i o wiele lepiej wstaje, nie mówiąc o zadowalajacych ciężarach (70kg w seriach, a 2-2,5mies temu było na raz). Teraz zajmujemy się dokladnym nagrywaniem każdej serii, by pokazać nowemu trenerowi :D

 

Masa idzie coraz lepiej, pilnuje 2100-2300 kcal i jest git. Byle do grudnia xD

 

Prywatnie?

Wiecie na czym polega głód narkotykowy/alkoholowy/hazardowy? 

Sporo się o nim uczę ostatnio, ale bardziej odczuwam go w stosunku do W. 

Spotkałam go ostatnio parę razy i od tygodnia codziennie mi sie śni. Wciąż o nim myślę, tęsknie.. a rozmowy w autobusie to przyjemność i katorga jednocześnie.

Robię wszystko, by nie poddać się temu, bo czymże jest jedna dawka narkotyku w stosunku do paru dni kaca i nawrotu nałogu?

 

Z P. kłótnie ustały, jak tylko mnie opierdolił na środku siłowni. Miał racje. Odwalało mi ostatnie dni, a jego opierdole są zawsze jak kubeł zimnej wody. I znów jestem po dobrej stronie mocy. Za to go cenię. Troche takie TOUGH LOVE. Nieraz mnie opieprzy, nieraz powie wiele szczerych i bolesnych słów, których nikt inny by nie powiedział. Bywa bucem. Ale na koniec i tak mnie przytuli i wszystko wraca do normy.

 

Zaliczenie jutro na które jeszcze nic nie umiem przeraża xD

A ja w pracy, ale zrobie co mam zrobić i zaczynam się uczyć, a po pracy na siłownie ;o <3

 

Miłej niedzieli <3

 

Cześć! Stęsknione?

Jak widać - więcej udzielam się na insta, ale jakoś tak wpadłam napisać co u mnie.

Jak widać na zdjęciach sama skóra i kości i ciało 8latka. XDDD Tak sobie śmieszkuje, prawda [email protected][piesandaluzyjski]$~?

 

Sporo się dzieje.

 

Praca? Jestem zadowolona. Bywają dni, kiedy mam zapieprz taki, że nie wiem jak się doczołgam do komunikacji miejskiej. Tak właśnie było od czwartku do niedzieli. A bywają dni jak przedwczoraj - kiedy siedzę cały dzień i siedem godzin oglądam "Przyjaciół" <3 Jutro nareszcie wolne, przyda mi się troche odpoczynku.

 

Jutro natomiast czeka mnie terapia rano. A popołudniu wyczekiwany trening <3

 

Treningi? Cudownie! Pablo rozpisał mi nowy plan i jestem z niego mega zadowolona, widzę spore poprawy w bojach, np. to co niedawno robiłam na raz - 70kg w przysiadzie - wczoraj poszło w 4 seriach po 3, więc mega <3 Powoli do przodu. :) Dodatkowo jestem już na masie jakiś czas. Mam 150g białka, 200g węgli i 70g tłuszczu, oczywiście często wpada więcej. Kiedyś miałam problem pochłonąć 1800 kcal, a teraz tak mi się rozkręcił metabolizm, że bez problemu zjadam 2300 i o dziwo brzuch mi się nie zalewa. Także zapieprzam, żeby zbudować te poślady! <3

 

Terapia? Już cztery sesje za mną, czuje sie lepiej mogąc wygadać się Mariuszowi. Pierwszy raz nie czuje sie oceniana i gardzona (jak kiedyś przy paniach psycholożkach). Nie wiem czy to kwestia płci, ale możliwe, bo zawsze przy mężczyznach czułam się lepiej niż przy kobietach. Z powodu moich byłych problemów z narkotykami (no tak, trzeba to powiedzieć na głos) zostałam wysłana na grupę "0" uzależnień, taką edukacyjną. Ponieważ nie mam juz problemu, ale jednak skłonność do kompulsywnych zachowań (przedawkowywanie leków w kryzysach, mefedron rok temu, związki i kiedyś jedzenie) to Mariusz wolałby, żebym pochodziła na grupę edukacyjną na wszelki wypadek. Nadal oczywiście zostaje terapia personalna i za pare tygodni dojdzie grupa DDA (Dorosłych Dzieci Alkoholików).

 

Życie osobiste?

Cóż stałam się suką. Pamiętacie Pablo? Jeden z moich najlepszych przyjaciół (niewiele ich mam), trenujemy razem. I nigdy żadne z nas nie myślało o sobie w sposób fizyczny. Ja miałam Witka, on narzeczoną. Cóż.. on narzeczoną ma nadal. A ze mną ma romans.

Nigdy nie sądziłam, że będe po TEJ stronie barykady. Moje skłonności kompulsywne udowadniają mi tylko, że to całkowicie normalne dla mojej patologii, ale jednak teraz jest pewna różnica. Teraz wielu rzeczy jestem bardziej świadoma - tyle dobrze.

Jak to się stalo? Cóż.. czysty przypadek. Wracaliśmy busem z W. A ja miałam tak parszywy dzień, że ujrzenie go było przelaniem czary goryczy. Pabl postanowił udawać, że jesteśmy razem, żeby dopierdolić Witkowi. Cóż udało się. Obejmował mnie całą drogę, zartowaliśmy, gadaliśmy i wyglądaliśmy na zakochanych. Trzeba było to jakoś przypieczętować. Miało być jednorazowo. Pocałował mnie.Ale jaki to był pocałunek..... Tak naturalny i oszałamiający... Nigdy bym się tego nie spodziewała. On też nie. I wszystko wróciłoby do normy, gdybyśmy nie zaczęli potem o tym rozmawiać. Najpierw żartować, potem bardziej poważnie.. Nagle okazało się, że oboje chcemy to powtórzyć. Tydzień później wylądowaliśmy w łóżku. Żałujemy? Nie...  Z nikim nie było mi tak dobrze, bo jakby nie było to mój najlepszy przyjaciel... Czułam się swobodnie, naturalnie, pewnie... Staramy się, by to nie zniszczyło naszej przyjaźni, ale jak nam się to uda - nie wiem.

Jednego jestem pewnqa na dzień dzisiejszy - o co wszyscy panikują - nie zakocham się w Nim. Po spotkaniu Witka w busie pare razy w ciągu trzech dni - czuje, że nadal go kocham.. Tęsknie... Poza tym Pablo i ja będziemy - mam nadzieje - zawsze przyjaciółmi i niech tak zostanie. Tylko oby romans tego nie zniszczył.

 

 

Mam nadzieje, że mnie nie znienawidzicie za moje wyznanie.

 

Wystarczającą karą za moje grzechy są moje wahania nastrojów. Walczę ze sobą, by w kryzysach nie brać ketonalu. By całą energię wkładać w trening i pracę. By skupiać się na sobie i nie wpadać w depresje z powodu tęsknoty za W i jakichś durnych kłótni z Pablo. Zbyt wiele w moim życiu jest zależne od innych. Muszę to zmienić. Mam nadzieje, że terapia sprawi, że będe wreszcie normalna.

 

 

Trzymajcie za mnie kciuki :)

Wpis powerlifter

Nauka LOW BARa idzie jako tako. Jest o tyle lepiej, że dzięki obniżeniu sztangi na plecach, zmienił się nieco środek ciężkości, dźwignia się skróciła i dzięki temu niweluje wszelkie bóle pleców.

 

Wreszcie okres przyszedł i zaraz czuję napływ siły. Ketonal w ruch - więc brzuch nie bolał i miałam mega energię na treningu, tak się spociłam, że jak Pablo mnie przytulił to narzekał jaka jestem mokra xD Estrogen wzratsa, progesteron zaczyna się normować, więc nadszedł czas, by do owulacji ZAPIERDALAĆ :D w tej fazie, do owulacji, czyli do 14 dnia cyklu (przy 28dniowym) można naprawdę dać sobie wycisk! Siła i moc na treningu są na wysokim poziomie, a wrażliwość insulinowa wzrasta więc można sobie pozwolić na więcej węgli :)

 

Ja jutro zaczynam ogarniać michę do masy

Dotychczas jadłam: 134g białka, 167g węgli i 67g tłuszczu

Teraz przymierzam się do: 150g białka, 150g węgli i 100g tłuszczu - jakieś 2100 kcal

Od biedy zawsze mogę przerwać, spróbujemy zobaczymy :)

 

 

Jutro kolejny trening, kocham to <3

Dzisiaj aż byłam zaskoczona jak bardzo to kocham. Pablo nie mógł przyjść, Ola i Martyna też.. i nagle okazało się, że miałam iść sama.. i co? i poszłam bez chwili zastanowienia, cudownie się skatowałam <3

 

 

Wpis powerlifter

Podjęłam decyzje o wejściu na masę :D

Na Sopot się nie dotnę, więc robię tyłek :D

 

W przyszłym tygodniu będziemy z Pablo obmyślać plan. Spytałam też trenera o pomoc, zobaczymy czy się pokwapi xd Strasznie boje się masy, bo już ważę 67 kg, potem będe musiała docinać - strach sie bać, ale raz sie żyje :D

 

Niech okres przyjdzie, bo wahania nastrojów mnie wykończą :(

 


Malina insta

Wpis powerlifter

Pozostałości po chorobie, lekki deficyt kaloryczny oraz faza poowulacyjna to istne combo dla spadku siły, więc treningi na max % jaki jestem w stanie z siebie dać i nie przejmuję się brakiem progresu. Na progres przyjdzie czas :)

 

Kto jest jeszcze przed okresem?

Małe wskazówki?

Estrogen spada po owulacji, za to progesteron wzrasta. Na pewno widzicie, że treningi stają się katorgą, zdajecie się nie mieć na nic siły, stajecie się leniwe, PMS welcome.

W tej fazie ciało używa więcej tłuszczu jako paliwa.

Poza tym strasznie ciągnie Was do węglowodanów, ale uważajcie na to! Wrażliwość na insulinę jest niższa, więc warto poszukać innych sposobów na podniesienie hormonu szczęścia - proteiny, spacery, joga. Niskie węgle i lekko niższa kaloryka mogą Wam pomóc w spalaniu tkanki tłuszczowej w tej fazie :)

 

Z niecierpliwością czekam na przyszły tydzień.

W poniedziałek czeka mnie kolejna wizyta u terapeuty, mam mu sporo do opowiedzenia i pewnie okres jeszcze nie przyjdzie, więc będe płakać jak bóbr. Dodatkowo wreszcie idę do pracy, z czego się cieszę, bo mi jej brakuje - ostatnia zmiana była w zeszłą niedzielę :(

Za to we wtorek fryzjer! Już się nie umiem doczekać :)

 

Jeden egz za mną, jeszcze zostały dwa zaległe, bo byłam chora na zerówkach.

I mnóstwo zaliczeń, nie ogarnę tego xD

Poza tym może niedługo będe miała własne autko <3

Noc, późno, ale ja jeszcze troche poczytam :D

Dobranoc <3

 

Wpis powerlifter

Znalazłam mega przypałowe zdjęcie!

Same luknijcie:

 

Malina

 

Dodatkowo jestem z siebie dumna, bo kopnęłam Witka w dupę.

Napisałam, że ma nigdy więcej nie pisać, nie dzwonić i nie mieszać mi w głowie.

Ja?!
Byłam taka wściekła i poczułam się niesamowicie wolna...

Jestem wolna...

Wpis powerlifter

 

Taka sytuacja, że Malina założyła insta. Szok!

 

Powerpuff Lifter

 

 

i tak mało kto z Was sie fatyguje przeczytać i odnieść się do notki, więc chuj :)

see you there :D

ulaniec pozdrawia :D

dżem dobry!

kolejne progresy wpadają - 80 kg przysiad, ława też idzie do przodu, o i mam nowy trening od Seby, sporo nowych ciekawych ćwiczeń, więc zapowiada się fajne sześć tygodni :)

 

wystarczył dzień ze szparagami i już kilogram mniej na wadze xD 67 dzisiaj, dodatkowo mam lekki deficyt - 100kcal - chce zobaczyć jak na mnie podziała. Jeśli pojawi się spadek siły, od razu wrócę do normlnej kaloryki, ale póki co nie widze spadku, więc git!

 

Cóż się u mnie działo?

 

1. Byłam u terapeuty i po raz pierwszy w życiu nie chciałam stamtąd uciec. Nie wiem czy to kwestia tego, że pierwszy raz psychologiem był facet, a nie kobieta? Bardzo dobrze się przy nim czulam, nawet żartowałam przez łzy. Potwierdzone, że mam DDA. Dodatkowo kwestionariusze narkotykowe przez moje skłonności do nadużycia w krytycznych sytuacjach. Musiałam obiecać, że nie będe nadużywać ketonalu. I nie będe probowała zrobić sobie krzywdy znowu... 6ego czerwca spotkanie z psychiatrą - formalność.. A 12ego znowu spotkanie z tym terapeutą. Mam dobre przeczucia.

 

2. Spotkałam się z W. Seksu nie żałuję, było warto. I dotarło do mnie, że tylko o to mu chodzi, prosiłam go by powiedział to na głos i powiedział. To pozwoliło mi nabrać dystansu. Odchorowywalam tylko jeden dzień, więc jest spory progres.

 

3. Sporo czasu spędziłam ostatnio z ludźmi z pracy. Planszówki na mojej zmianie i koncert juwenaliowy - cudownie się bawiłam. Pogo najlepsze! Luxtorpeda znów mnie w sobie rozkochała <3 a wokalista mnie przytulił :D

 

Koncert był przydatny również z tego względu, że po pogo zobaczyłam ile mam siniaków z samego zapierania się nogą o barierkę.. Anemia bardzo się zaostrzyła. Podkrążone oczy, ciągłe zmęczenia, spanie w ciągu dnia i mdlenie na treningach. Biore się za siebie! Mam specjalną apkę w tel przypominającą o braniu tabletek, w tym żelaza :)

 

 

Ciekawe że zawsze jak kobieta CHCE być SAMA to nagle kręci się wokół mnóstwo facetów... Ale wszystkich traktuje jak kumpli/przyjaciół i dobrze mi z tym <3

 

i poza panicznym strachem przed uczelnią/sesją itp, powoli zaczynam być szczęśliwa :)

Wpis powerlifter

Udko musialam napiąć <3

 

Wczoraj jeden z gorszych dni w moim życiu. Uslyszałam tak wiele złego o sobie od swojego ojczyma, że połknęłam na raz 5 ketonali z ciekawości czy bardzo mnie pokiereszują. W tym czasie dowiedział się o tym Bartek i pierwzy raz w życiu ktoś poświęcił się dla mnie tak jak on... Przyjechał o północy mimo, że mu zabraniałam, zabrał mnie z domu, pojechaliśmy w moją ulubioną miejscówę. Przepłakałam przy nim godzinę i prześmialam dwie kolejne. Obejmował mnie, bo nie wiedzieć czy drżałam z zimna (wybiegłam z domu w samej piżamie) czy stresu... Ale najpiękniejsze było to, że czułam się przy nim jak z przyjacielem,  nie próbuje mnie poderwać.

Wróciłam do domu po trzeciej, zasnęłam koło czwartej i tak spałam cztery godziny, a potem szłam do pracy na 12... Byłam w tak złym stanie, że gdyby B. nie przyszedł mi pomóc, to zawaliłabym wszystko, bo kompletnie nie kontaktowałam, myślałam trzt razy dłużej nad wszystkim i nie docierało do mnie za pierwszym razem, gdy ktoś do mnie coś mówił... Jakoś przetrwałam, lęcę spać i jutro znów na rano do pracy, ale tylko na pare h...

 

Co dziwniejsze?

W tym samym momencie nagle odezwał się Witek.  -_- 

Opisał mi swój erotyczny sen z moim udziałem i pisze w taki sposób jakby chciał udowodnić, że jasne, chodzi mu o seks, ale sam nie jest pewien czy nie chodzi o coś więcej.

Nie będę Wam opowiadać szczegółów, bo to moja prywatna i świadoma głupota. Kto wie co się wydarzy na dniach? Ale same wiecie, że kręci mnie adrenalina. Wiem, że to może być głupi błąd, ale ciągnie mnie, żeby się przekonać. Faktem jest, że nie czuje na razie nic specjalnego,  bo nie chce z nikim teraz być. Ale wiecie jak mi na jego punkcie zawsze odwalało?

 

Najnowszy news?

Szukam mieszkania...

W zasadzie pokoju/stancji. Bardzo poważnie. Do końca października będe już mieszkać sama lub z kimś znajomym. Walczę z myślami czy wyprowadzić się jeszcze w czerwcu/lipcu do znajomego, ale wtedy nie będe w stanie tyle zaoszczędzić, bo jednak juz będe żyła na własny rachunek.. Czy poczekać do października w atmosferze ogólnej nienawiści do mnie, ale zaoszczędzić z jakieś 5tys. i mieć łatwiejszy start wprowadzając się z koleżanką z pracy i jej dziewczyną... Co myślicie?

 

 

Bez wsparcia najstarszego brata chyba bym umarła... Jest niesamowity, mega mi doradza i wspiera w takich momentach, jestem ciekawa która opcja jemu bardziej przypasuje, jego rady zawsze brałam do serca :)

 

 

Lecę spać, bo jutro kolejny ciężki dzień. Dobranoc <3

 

 

 

Wpis powerlifter

Nowy rekord - 110 kg

Progres 7,5kg w ciągu miesiąca, czyli mój kolejny cel zaraz po ostatniej setce - 120 kg - powinnam zrobić w lipcu <3 ale nie zapeszam!

 

Jestem strasznie dumna z tych 110 kg, cieszyłam się dzisiaj jak dziecko po zrobieniu tego <3

 

Jutro w pracy zapieprz, w niedziele pewnie podobnie, ale to dobra odskocznia od treningów. W poniedziałek czeka mnie fizjo, chociaż zastanawiam się czy mi się opłaca na razie jechać, czy tego nie przełożyć... W czwartek terapia ;o a w pt spa z mamą <3

Intensywny tydzień, pod względem nauki tak samo bo trzeba zacząć ogarniać projekty na uczelnie i prace inżynierską. I ciągle kombinuje nad tymi tatuażami, troche zamysł mi się zmienia i nie wiem jak to ogarnąć xD

 

Muszę nad dietą popracować xD chociaż dzisiaj szłam na siłkę w krótkiej bluzce i spodenkach, uwagę przyciągalam, mam nadzieje, że pozytywnie xD ulaniec ze mnie, ale nie wyglądam tragicznie, szczególnie, że mięsień siedzi pod tłuszczykiem  :D 

 

 

Wpis powerlifter

Powiem Wam, że coraz łatwiej przychodzi mi bycie zadowoloną na co dzień.

Im dłużej czytam książkę, tym bardziej wierzę, że będe kiedyś zdrowa. Teraz natomiast jestem coraz bardziej pewna, że nie chce być w najbliższym czasie z nikim w związku, ani nawet nie chce się z nikim spotykać. Chce być dla siebie. Uczyć się być dla siebie, kochać siebie, zapełniać sobie czas nowymi pasjami, ludźmi, a nie uzależnieniem od drugiego człowieka. Powiedzialam Witkowi o DDA, chwile o tym rozmawialiśmy, cięzko było mi przyznać, że czerpałam satysfakcje z jego słabości, że tylko wtedy byłam szczęśliwa kiedy mogłam się o niego troszczyć. Ale cieszy się, że idę do przodu.

Paru facetów jest w moim kręgu ostatnio, ale nie daje im żadnych znaków, chce by to byli tylko kumple, szczególnie, że na moją patologię to oni mnie wcale nie pociągają, BO są zbyt normalni, sympatyczni i bezproblemowi. Daje mi to do myślenia. Najpierw ja i moje wyzdrowienie, potem drugi człowiek. Więc żadnych randek przez najbliższe pare miesięcy, potem się zobaczy.

 

Doznałam kolejnego natchnienie w sprawie tatuażu, a to uczucie ostatnio miałam gdy robiłam poprzedni. Więc wreszcie mam jasną wizję tego, co mi się znów marzy. Jutro jadę wybadać drugie studio, bo to dzisiejsze jakoś na 100% mnie nie przekonało.

 

Poza tym kupiłam mojej mamie na dzień matki DAY SPA dla mnie i dla niej. Taka niespodzianka, bo nasza kłótnia rozbiła sie również o to, że nie rozmawiamy i nie spędzamy razem czasu, wiec warto byłoby zrobić jakiś krok w stronę zmiany tego.

 

Treningi idą dobrze. W zeszły piątek przesadziłam z martwym ciągiem, ale cały weekend i wczorajszy dzień rollowałam, rozciągałam i żyję. Zaczynam się uczyć z automatu robić pewne rzeczy, nie panikować gdy znów plecy bolą, po prostu już wiem co muszę wtedy zrobić.

 

Dodatkowo mam podopieczną! :D Bardzo na luzie, bezpłatnie, ona potrzebuje pomocy, ja się na niej w pewien sposób uczę, cały czas szukam info jak pomóc w jej problemach z mobilnością itp, a za tydzień zabieram ja do mojego trenera i chciałabym, żeby mi powiedział czy dobrze póki co ja prowadziłam, żebym mogła po prostu się uczyć na jej przypadku, bo jest to bardzo ciężki przypadek. Zawsze u Seby byłam skupiona tylko na swoim treningu, a teraz bede mogła go obserwować przy pracy z Martyną i się uczyć. Mam nadzieje, że mnie podszkoli.

 

 A w czw za tydzień spotkanie z terapeutą, nie umiem sie doczekać rozpoczęcia nowego etapu swojego życia...

Wpis powerlifter

Syndrom dorosłego dziecka alkoholika - w skrócie DDA

Jestem zapisana na wizytę wstępną z terapeutą - 25ego maja, po tej wizycie przydzieli mnie do odpowiedniej grupy. Cieszę się, że wreszcie poukładam swoje życie, naprawię to, co zniszczył we mnie mój ojciec, przestanę powielać schematu z dzieciństwa..

Czytając książkę "Kobiety, które kochają za bardzo" zaczynam wiele rozumieć i dostrzegać..

Kiedy byłam zbyt długo szczęśliwa, czułam, że coś jest nie tak. Nie byłam przyzwyczajona do czegoś takiego i bardzo szybko nieświadomie znajdywałam powód, by wszcząć kłótnię. Robiłam wszystko. by Witek czy którykolwiek facet mnie pokochał, starałam się, zabiegałam, stawałam na głowie, żeby wreszcie wygrać tą batalię, której nie wygrałam z ojcem. Powielałam schemat cierpień z dzieciśtwa, podświadomie wybierałam mężczyzn z problemami, słabych, których mogłam ratować, bo nie byłam w stanie uratować mojego ojca. I gdzieś w środku chciałam, by wreszcie mi się udało.

Seks był dla mnie często bronią. Bo gdy W. dał się skusić mimo iż miał mnie trzymać na dystans, czułam, że wygrałam, że coś osiągnęłam. Moje cierpienie było dla mnie czymś normalnym, jedynym, co znałam i co rozumialam. Wiele razy marzyłam w głowie o normalnym zdrowym związku, a nie zdawałam sobie sprawy, że nie byłabym w stanie go znieść. Każdego sympatycznego chłopaka spławiałam, bo gdy bardzo się starał, dla mnie było to nienaturalne i czulam się przytłoczona. Nie tego byłam nauczona.

Byłam nauczona, że ojciec nie mowił, że mnie kocha, nie okazywał uczuć, dbał o mnie w sposób materialny i dlatego należał mu się szacunek - tak wiecznie słyszałam. Nie można było nazwać go alkoholikiem, bo przecież nlależy mu się szacunek. A pil codziennie, chlał na umór, robił awantury i nigdy nie wiedzialam, co się wydarzy. Nigdy nie byłam w stanie się do niego zbliżyć, bo się go bałam. Całymi dniami znikałam z domu, by być daleko od niego. Im byłam starsza, tym częściej musiałam zostawać w domu, bo najstarszy brat wyjechał do Irlandii, średni zaczął się buntować i znikać na całe dnie i to ja musialam pilnować, by ojciec nie zrobił matce krzywdy. Zawsze się o nią bałam. Nie wiem czy kiedykolwiek ją uderzył, zawsze twierdziła, że by mu się nie dała, ale jednej sytuacji nie jestem pewna.

I tak oto codziennie analizuje sytuacje ze "związku" z Witkiem i dostrzegam, że to nie mogło wypalić. Zbyt dobrze do siebie pasowaliśmy, kiedy jestem chora. Szukałam kogoś, kogo mogłabyhm ratować i znalazlam. Powoli zaczynałam kontrolować i wpadać w obsesje, zawsze gdy wychodził na prostą i przestawał mnie potrzebować. Musiałam czuć się potrzebna, wtedy nawet będąc nieszczęśliwa, byłam szczęśliwa. Było to dla mnie normalne.

 

Wiedząc to wszystko mogę rozpocząć terapię.

Takie rzeczy gnębią wiele kobiet. Wiele kobiet kocha za bardzo. Kobiet nie tylko z rodzin alkoholików czy narkomanów, również z rodzin, gdzie są inne dysfunkcje: nie docenianie, nie dostrzeganie dziecka, kłótnie. Kiedy dziecko musi dorosnąć szybciej niż powinno i bawić się w rolę dorosłego, przenosi swoje problemy w życie dorosłe. Jest to mechanizm całkowicie normalny, gdyż wtedy jako dojrzały człowiek próbuje wreszcie wygrać z sytuacjami, które przytrafiły się w dzieciństwie. Zasłużyć na miłość, być dość dobrym na pochwałę, być potrzebnym itp...

 

 

Ale wiele mnie ostatnio przytłoczyło. Cały dzień wczoraj przepłakałam z powodu jednej głupiej kłótni z jakimś durnym trenerem na fb. :Poczułam się jak śmieć.

Połknęłam cztery ketonale, obudziłam się cała obrzęknięta, z plamami krwi na poduszce, z zakrwawionym nosem. Potem pokłóciłam się z Pawłem przez to i omal nie poszłam na trening tak bardzo bałam się jak wszyscy muszą mieć niskie zdanie na mój temat po tamtej dyskusji na fb. Przy Pawle i Oli poczułam się pewniej, chwytając sztangę zapomniałam o wszystkim, chodziłam z podniesioną glową, bo nie miałam powodu się wstydzić. Uważają mnie za arogancką? Trudno, ich zdanie nie ma znaczenia. Nie mogę się przejmować zdaniem faceta, który zamiast zacząć dyskusje posłał kpiącego mema jak dzieciak z gimnazjum..

 

Poza tym pokłóciłam się z mamą i poszło wiele niezbyt miłych słów.

Nie uważam, żeby była złą matką, ale właśnie to zasugerowałam. Nigdy nie rozmawiała z nami o uczuciach, nie pozwalała powiedzieć o tacie złego słowa, bo przecież na nas ciężko harowal.. i nigdy od niego nie odeszła. Mówi, że w ogóle z nimi nie rozmawiam.. Ale jak mam czuć się bezpiecznie i rozmawiać, skoro kiedy pare lat temu nakryła mnie pociętą, powiedziała z obrzydzeniem, że powinni mnie zamknąć w psychiatryku... Nie wiem czy jej kiedyś zaufam, by chociażby powiedzieć o terapii DDA.. Pewnie by mnie wykpiła jak kiedyś, gdy chodziłam do psychologa i mówiła "zajęłabyś się czymś pożytecznym to nie musiałabyś chodzić do psychologa, to nie depresja tylko lenistwo" mimo że psycholog stwierdził u mnie wstęp do depresji...

 

Wybaczcie... Sporo się w mojej głowie nagromadziło...

Ale praca mnie cieszy. Pare dni temu do pracy wpadł Bartek, który się u nas szkoli, wpadł na końcówkę zmiany a potem poszliśmy połazić, dotarliśmy do wieży spadochronowej w Katowicach i bardzo spontanicznie zaczęliśmy się wspinać, potem szybki bieg po schodach, by nikt nas nie dostrzegł - udka piekły, 35m w górę, zadyszka, mroczki przed oczami i piękny widok nocnego miasta. Na koniec potargane spodnie w krokuxD Ale nie żałuję, potrzebowałam takiej adrenaliny.

Jutro wieczorem też jadę do pracy, wpadają inni pracownicy i w trakcie zmiany Bartka będziemy grać w gry i karty :)

 

W poniedziałek idę na masaż, kupiłam sobie grupon, taki cudowny relaksacyjny masaż. Godzina masowania. Zawsze musiałam się prosić W. o chociaż 10 minut, a tu godzina relaksu, należy mi się..

 

Dobranoc

koniec ery chudej dupy :D

koniec ery chudej dupy :D

chuda dupa xD

ta już-nie-chuda-dupa zrobiła dzisiaj kolejny rekord na przysiadzie, w ten sposób z 75kg na raz zrobiło się 77,5kg. Niby nic, ale jeśli taki progres się utrzyma może nawet w tym roku osiągnę 100kg! <3 Teraz ustabilizuję to 60kg w seriach, które dzisiaj weszło, wprowadzę 3sekundową fazę ekscentryczną i pauzę na dole. Tak ze dwa trzy tygodnie zanim dołożę ciężaru.

 

Ale powiem Wam, że jestem magnesem na wszystkie nieszczęścia.

Zrobiłam wczoraj cudną antystresową kąpiel w olejku borowinowym przy świecach, położyłam się spać padnięta przed 23... A obudziłam się z mnóstwem punktów spustowych na mięśniu czworobocznym. Punkty spustowe to nadwrażliwe włókna mięśniowe, które przybierają kształt guzków i często mogą promieniować na inne partie ciała. Nie umiałam ruszać karkiem przez pół dnia, rozpłakałam się nawet na myśl, że wszystko to przytrafia się mnie. Kontuzja pleców? Jasne, czemu nie! Kolejny bodziec bólowy na karku? Oczywiście. Wszystkie bóle świata łączcie się. O mały włos zrezygnowałam z treningu, ale Pablo troche mi to rozmasował przed, na treningu dałam radę, a potem siedziałam i do teraz siedzę rollując to na piłeczce.

 

Poza tym kupiłam ciekawę książkę pt. "Kobiety, które kochają za bardzo".

Czuję jakbym czytała o sobie. Dotyczy kobiet, najczęściej z dysfunkcyjnych rodzin, które nie są w stanie stworzyć zdrowych relacji z mężczyznami. Ojciec alkoholik niszczy mi życie po dzień dzisiejszy, mimo że nie żyje od 7 lat... Ale ten poradnik może mi pomóc poradzić sobie z takimi relacjami i może kiedyś stworzę normalny zdrowy związek, z kimś dostępnym emocjonalnie, o kogo miłość nie będe musiała wciąż zabiegać, ratować go z jego nieszczęścia życiowego i nałogów.

 

W pracy dobrze, ale okazuje się, że nie mogę mieć pieniędzy, bo non stop je na coś wydaję. Portfel musiałam kupić, ale nagle doszła książka i mydło borowinowe. A wczoraj kosmetyki za 70 zł łącznie.. Zakupoholik ;x

 

Zapisałam się znów do fizjo za dwa tygodnie, a za miesiąc do fryzjera - Maniewski <3

 

Studia mnie przerażają, jak pomyślę ile mam do zrobienia. Czas powoli zacząć coś ogarniać.

 

Postaram się nadrobić Wasze wpisy, obiecuje.

 

 

Wpis powerlifter

No i pękło 75kg w siadzie.

Wiem, że już to mówiłam, ale rok temu na zawodach 70 mnie przygniotło, więc cieszę się z tego niewielkiego nawet progresu.

 

Dodatkowo jeszcze dwa tyg temu 102,5kg w martwym ciągu mnie pokonało, a dzisiaj je zrobiłam :) Nawet poszłoby 105, gdybym nie byla już taka zmęczona, tak myślę...

 

Na W. ciągle wpadam, to męczące, bo mimo że za każdym razem próbuje zagadywać i rozmawiać normalnie, ja ciągle mu dogryzam, jestem obojętna i jakaś bez humoru. Chociaż nadal potrafi mnie rozbawić jak nikt inny, tylko go widzę i już mi się morda cieszy. Kiedy mi to minie? Kiedy przestanę go kochać?

 

Poświęcam się treningom, pracy, a teraz dojdą studia. W tym miesiącu mamy zacząć pisać pracę inżynierską...

Praca jest najlepszą w moim życiu. Pomyśleć, że to W. mi ją załatwił...

Po dzisiejszej wypłacie nakupowałam odżywek i innych ciulstw za prawie 200 zł xD

Ponadto zrobiłam wszystkie badania dzisiaj z krwi i większość w normie.

Obniżone bazofile i kortyzol w górnej granicy co oznacza przewlekły stres... To wydaje się logiczne patrząc na to, co przechodzę przez W.

 

 

Nie narzekam.

Pije 2-3l wody, trzymam michę, trenuje, pracuje i muszę się tylko skupić na studiach, a będzie dobrze.

Faceci mnie załamują, ale wolę o tym nie myśleć, bo panikuje na myśl, że nikt nie będzie w stanie mnie pokochać... jak dotychczas...

 

 

Gdyby nie Pablo - najlepszy możliwy przyjaciel - i treningi, chyba kompletnie bym się załamała...

Ale nie poddaje się