Photoblog.pl

Załóż konto

Umrę tak, jak chcę. 

2019/07/08   

Samotność i marzenia.

« następne   poprzednie »
Samotność i marzenia.
Powiększenie
Kategoria:
Natura

                                      Samotność. Małe, niepozorne zwierzę, którego nikt nie chce, a z którym trzeba się oswajać. Zwierzę, które przyszło do mnie pod koniec grudnia, tuż przed świętami. Więc święta na smutno. Samotnie, choć w gronie rodziny. Potem operacja. Połowa stycznia. Powiedziałem, że nie ma sensu mnie odwiedzać, bo to daleko i po co... Przed rozstaniem ten ktoś najważniejszy gotów był siedzieć przy mnie w szpitalu cały czas. I ja, stary głupiec do samego końca wierzyłem, miałem nadzieję, że przyjdzie. Kiedy po operacji próbowałem wstawać, chodzić, kiedy każdy krok był walką z bólem brakowało mi tego kogoś. Wsparcia tej jednej jedynej osoby zabrakło. Potem już tylko rehabilitacja i o miesiąc przyspieszony powrót do pracy. Bez pełnej sprawności. Ucieczka do samotności. Tak, od grudnia samotność na dobre rozgościła się u mnie. Tak, mogłem to zmienić. Ale nie potrafiłem. Dopóki w głowie mam bałagan, dopóki jest tam ciągle jest ten ktoś, nic innego się nie uda. Próbowałem, ale nie dam rady bo czuję się jakbym zdradzał. I kogoś, i siebie. Swoje marzenia, ideały, zasady. Głupie, wiem. Powinienem odżyć i cieszyć się życiem. Używać życia i się bawić. A ja po prostu nie potrafię. Czuję się tak bardzo niepotrzebny... I jestem niepotrzebny. Nikomu. Wyrzucony na margines życia myślę co by było gdyby dziś umarł? Ktoś by zapłakał?

                                  Starałem się nie okazywać uczuć. Wiem, błąd. Ale to była nauka z poprzednich związków. Im bardziej okazywałem, że mi zależy, tym bardziej potem było to wykorzystywane. I ból po rozstaniu większy. A prawie zawsze kończyło się tak samo. Więc stwierdziłem, że jeśli teraz będę mniej okazywał uczucia, będę bardziej powściągliwy to będzie inaczej. Że kobieta nie będzie miała nade mną tej przewagi, że ona też będzie się starać. Na początku tak było. Potem wszystko yebło jak zawsze, kiedy zacząłem pokazywać, że mi zależy. "Nie ufaj za bardzo, nie kochaj za bardzo, nie angażuj za bardzo, bo kiedyś to ..za bardzo.. może cię zranić za bardzo". Prawda. Mimo iż nie okazywałem uczuć, to jednak zaangażowałem się całym sobą jak nigdy dotąd. Dlatego teraz jest tak ciężko. Jak nigdy wcześniej... Co bym nie zrobił, zawsze źle.

                              W ostatniej rozmowie padło pytanie: dlaczego mnie chcesz, przecież ja mam dzieci. Dziwne pytanie, tym bardziej, że mogę je odwrócić. Dlaczego z kimś jesteś? Przecież masz dzieci? Pomijam fakt, że z dzieciakami miałem dobry kontakt i super relacje. Szkoda.

                               A teraz trochę o marzeniach. Oczywiście, że tych nierealnych, bo jakie zazwyczaj są marzenia? Nierealne. O rzeczy realne się walczy, o nierealnych można tylko pomarzyć. Co mi się marzy? Znak. Choćby najmniejszy, ale wyraźny znak. Od tej jednej jedynej najważniejszej osoby. Że moglibyśmy usiąść i porozmawiać. O tym co było, o tym co może być i o tym co trzeba by zmienić, żeby było dobrze. Marzy mi się taka rozmowa. A potem to już bajkowo, żyli razem długo i szczęśliwie. No, ale jak to z marzeniami bywa, spełniają się niezwykle rzadko. A w bajki i dobre zakończenie to już w ogóle nikt nie wierzy... Mimo to marzę sobie... Co mi pozostało? Marzenia i samotność...

I tęsknota... Ona też zagościła na dobre.

https://www.facebook.com/Roberto-Verde-1494283517567513/?eid=ARBZX7Zy7pJzWQoOT8EITXdYzHx2J4xaR0uvF3jVQm_qMVIJEwlMqKqXTIOPvETW3fj5BzJg9a6cvMMq

Brak komentarzy

Najnowsze wpisy

Ostatnie słowo o...

 

Jej cynizm.

 

Samotność i marzenia.

 

Co dalej?

 

Czas jak rzeka...

 

Koniec.

 

Drzewo.

 

Droga się pogorszyła...

 

Wszystkie wpisy