Photoblog.pl

Załóż konto

Umrę tak, jak chcę. 

2019/05/12   

Pajęczość kobiety.

« następne   poprzednie »
Pajęczość kobiety.
Powiększenie
Kategoria:
Natura
Pajęczość kobiety. Tytuł wpisu nie jest przypadkowy. Nie wszystkim wiadomo, ale bardzo często miłość między pająkami kończy się śmiercią samca z rąk samicy. Tak ja się teraz czuję. Mam dziś dużo do napisania. I z racji emocji nie koniecznie będzie to pisanie chronologiczne. W piątek dowiedziałem się pewnej rzeczy. Zaważyło to na wszystkim, co do tej pory wiedziałem, myślałem, czułem. Chociaż nie, to co czuję pozostało bez zmian. Kiedy ją poznałem, pisałem już o tym, była zalęknioną i zaszczutą osobą. Wzrok wbity w podłogę, poczucie wartości zerowe. Wieczne poczucie winy i lęk przed ludźmi. Włożyłem dużo pracy i cierpliwości żeby stała się pełnowartościową kobietą. Dużo wyrzeczeń, samozaparcia i miłości. Miłości by znosić jej ciągłe ucieczki ode mnie ze strachu przed prawdziwym uczuciem. Różnie między nami bywało. Ale summa summarum zawsze byliśmy dla siebie. Bez względu na wszystko. Co by się nie działo, zawsze do siebie wracaliśmy. Pomagałem jej jak mogłem. Zawsze. Byłem dla niej nawet jak nie byliśmy razem. Choćby sytuacja, kiedy związała się z panem policjantem. Podporządkowałem jej swoje życie. Zrezygnowałem z wielu znajomości, głównie damskich żeby się nie denerwowała. Poświęciłem niemało. Także finansowo, ale to pomijam bo nie o finansach tu mowa a o uczuciach. Prawda, nie raz ją zraniłem, ale zawsze nieświadomie, nigdy specjalnie. Kiedy w grudniu po kolejnej dłuższej przerwie odezwała się do mnie, nota bene wiedziała że się z kimś spotykam, kiedy napasała, że chyba czas do siebie wrócić nie wahałem się ani sekundy. Zawróciłem ze złej drogi, zrobiłem zwrot o 180 stopni i wróciłem do niej. Bo tylko ją kochałem, bo tylko na niej mi zależało. Zawróciłem i pobiegłem w jej stronę. Szczęśliwy. Wręcz posrany ze szczęścia. Byłem gotów walczyć z całym światem, żeby być z nią. Tym bardziej zaskoczyło mnie, jak kilkanaście dni później zrobiła mi awanturę, z której wynikało jakobym wrócił do tej z którą się kilka razy spotkałem. Zerwała kontakt. Poblokowała wszystkie możliwości komunikacji. Nie wiedziałem co się dzieje, byłem zszokowany. Odpisałem jej, że przecież jestem z nią i to ją wybrałem, ale moja wiadomość już nie miała szans do niej dotrzeć. Mój błąd, że nie pojechałem do niej. Ale ja też byłem zły. Ciągłymi atakami o niewierność. Potem była operacja, dwa miesiące leżenia, powrót do pracy. Przedwczesny i ciężki zarazem. Tak, mój błąd. Kiedy dowiedziałem się, że kogoś ma, był to dla mnie cios. Potężny. Ale to nic w porównaniu z tym, czego dowiedziałem się zaraz potem. Wszystko wskazuje bowiem na to, że będąc ze mną była też z nim. Poznała go jak już znowu byliśmy razem. Ja rozumiem, że można się zakochać będąc z kimś. Rozumiem, że można do kogoś odejść. Ale dlaczego w taki sposób? Dlaczego nie powiedziała mi prosto w oko że kogoś poznała, że chce być z nim szczęśliwa bo ze mną już nie jest? I po jaką cholerę robiła mi nadzieje na szczęście? Historia zatoczyła duże koło. Zdradzała męża ze mną. Fakt, że ich związek był fikcją nie ma znaczenia. Miała męża a była ze mną. Teraz była ze mną a zdradzała mnie z innym. Powtórka z rozrywki. Tyle tylko, że tym razem to ja jestem rogaczem. Boli tym bardziej, że z mężem nie łączyło ją łóżko, wiem to, a ze mną i owszem. Mimo to była w tym czasie z innym facetem. Jak to nazwać? Rozchwianie emocjonalne? A może wyrachowanie? Może uczyniłem z niej kobietę zbyt pewną siebie? Na tyle pewną, że postanowiła bawić się manipulacją, uczuciami? Wybierać jednego z kilku naraz? A może to zwykłe kurewstwo? Mam do niej ogromny żal. Za tyle poświęcenia z mojej strony uważam, że zasługiwałem na prawdę. Tylko, albo aż tyle. Rozmowa ze mną jej nie ominie, ale chcę pogadać na spokojnie. Zwyczajnie zapytać dlaczego? Ostatni raz taka sytuacja mnie spotkała w 1996 roku. Wtedy dotarło do mnie, że dziewczyna z którą jestem traktuje mnie jak zabawkę. To przeze mnie zdradzała. Zniknąłem z jej życia jak tylko się dowiedziałem. Próbowała potem jeszcze nawiązać kontakt, ale nie dałem na to żadnej szansy. Do dziś. Czasem widujemy się w sklepie w którym sprzedaje. Dzień dobry, nic więcej. W niej też byłem mocno zakochany. To dawne czasy. Jedna z pierwszych miłości, zabrała z resztą moje dziewictwo ze sobą :D Moje zdjęcie profilowe na facebooku zmieniłem na anioła. Ale czarnego, mrocznego anioła śmierci. Już nie będę jej pomagał. Oddam też jej przylepkę na lodówkę z napisem "Dobrzy Przyjaciele są jak Anioły - nie musisz ich widzieć, żeby wiedzieć, że są tuż obok." Tak było do tej pory. Byłem. Ale anioły nie opiekują się ludźmi fałszywymi i zakłamanymi. Tacy ludzie sami sobie dobrze radzą posługując się fałszem, kłamstwem i wyrachowaniem. Moje uczucia do niej mimo wszystko się nie zmieniły. Nadal kocham ją ponad życie. Nadal tęsknię. Ale sam sobie napluję w twarz, jeżeli kiedykolwiek jeszcze dam jej szansę gdy los skrzyżuje nasze drogi. Stałem na rozdrożu, czekając na jej zew. Nie doczekałem się, więc zrobiłem krok wprzód. Zapatrzony w tył na wspomnienie Eweliny, nie zauważyłem przepaści przede mną. Waham się nad wyjazdem z kraju na stałe bez powrotu a zwykłą śmiercią. Tak. Mam ogromną ochotę odejść z tego świata. Zapomnieć o nim, o wszystkim co dotyczy żywych. Zanim jednak podejmę decyzję co dalej, pojadę na grób jej ojca. Zapalę znicz i podziękuję mu za to, że miał tak wspaniałą córkę i że ja miałem zaszczyt ją spotkać na swojej drodze. Podziękuję za wszystko co dobre od niej mnie spotkało. Za to, że była. Że mogłem ją kochać. I że ona, mam nadzieję kochała mnie. A potem mogę umierać bez żalu.

https://www.facebook.com/Roberto-Verde-1494283517567513/

Brak komentarzy
Info

Użytkownik poetastro
wyłączył komentowanie na swoim fotoblogu.

Najnowsze wpisy

Drzewo.

 

Droga się pogorszyła...

 

Znowu na zakręcie...

 

Pajęczość kobiety.

 

Deszczowa noc.

 

Wspomnienie lata...

 

Alpy

 

Toruń

 

Wszystkie wpisy