photoblog.pl
Załóż konto

Tak. To zdjęcie pstryknęłam cyfrówką (nie istniały wtedy jeszcze smartfony) podczas samotnej przechadzki chodnikiem wzdłuż Jeziora Długiego. Kadr powstał blisko czternaście lat temu, czyli bardzo, bardzo dawno. Szczerze? Nigdy nie zapomnę tych czasów. Nie, nie dlatego, że były takie wspaniałe i nieodżałowane. Nie! Kiedy miałam dwadzieścia lat, mój żywot był bezsensowną gehenną. Samotną wędrówką, która wiodła mnie bez monotonne, takie same, jednostajne dni. A właściwie to nie dni, tylko zawzięte noce. Noce pozbawione najdrobniejszej gwiazdy... Mrok tak przejmujący, że wlewał się do serca, uniemożliwiając szczęśliwe życie... Cierpiałam paskudnie, pozbawiona resztek nadziei. Nie sądziłam, że mój los kiedyś się odmieni. Nie ufałam Bogu...

 

Tak, zmierzałam przed siebie, brnęłam naprzód, ale na kolanach. Nie miałam sił, aby się podźwignąć i spojrzeć odważnie w oczy nieba. Nie byłam w stanie postawić kolejnego, pewnego kroku. Chwiałam się, nie mając sił, aby utrzymać równowagę. Płakałam, okrutnie płakałam, ale łzy nie chciały wyschnąć, nie chciały zamienić się w uśmiech. Moje myśli były czarne, najczarniejsze... Izolowałam się od świata. Byłam przekonana, że już nigdy nie spotka mnie nic dobrego. Spodziewałam się, że przez całą przyszłość będę czołgała się, próbując wymacać skrawek światła. Niestety, moje oczy stopniowo przyzwyczajały się do okropnych ciemności. Byłam pewna, że ciemności przede mną nigdy się nie rozstąpią...

 

Tak, było ciemno. Ciemno i niezwykle zimno. Moim osamotnionym ciałem wstrząsał lodowaty dreszcz. Tak bardzo potrzebowałam czyjegoś ciepła, jednego łagodnego słowa... Łzy przymarzały mi do policzków. Lęk pozbawiał oddechu, mroźne powietrze wypełniało zbolałe płuca. Rozpościerałam ramiona, na całą szerokość, ale nie było nikogo, kto mógłby się w nich zanurzyć. Otwierałam na oścież serce, ale jego mroku nie burzył słoneczny promień. Aż do dwudziestego roku życia nie było mi dane poznać prawdziwej, szczęśliwej miłości. Dlatego tak trudno było mi zrozumieć, że jednak jest ktoś, kto chce mnie pokochać. Moje oczekiwanie na uczucie zostało w pełni zaspokojone. 

 

W mojej codzienności zjawił się Radek. Wyważył drzwi, nie pukając ani nie dzwoniąc. Tak, kompletnie zrewolucjonizował moje życie. Ba! Przewrócił je do góry nogami! Oczywiście, mając przy tym jak najlepsze intencje. Radek wprowadził do moich cieni odblask nadziei. W jego oczach dostrzegłam ratunek i ciąg dalszy tej historii. Jego ramiona sięgnęły po moje serce i czule je pochwyciły. Zrozumiałam wreszcie, że świat jest jednak piękny, jeśli człowiek kocha i jest kochany. Długo, przez wiele lat nie mogłam uwierzyć, że życie nareszcie się do mnie uśmiechnęło. Cienie pierzchły, nie oglądając się za siebie. Na odległym horyzoncie zajaśniała delikatna poświata, która wniosła radość w mojego ducha. 

 

Radek pomógł mi się podnieść. Nauczył mnie, że wszystko, co do tej pory chciałam, było zwykłą iluzją, przywidzeniem, które mnie omamiło. To, co uważałam za szczęście, zaczęło przypominać skrzywdzone urojenie. Prawdziwej radości posmakowałam dopiero dzięki Radkowi. A miało to miejsce trzynastego października w dwa tysiące dziesiątym, w dniu, kiedy się spotkaliśmy po raz pierwszy. Mój przyszły Mąż okazał się być aniołem w ludzkiej skórze. Nie przesadzam! Dzięki niemu otarłam paskudne łzy i nauczyłam się uśmiechu. Zaczęłam spoglądać na świat optymistycznej. Zachciało mi się nareszcie żyć! Bowiem miałam dla kogo istnieć. Zanim poznałam Radka, moja codzienność stanowiła prawdziwą udrękę. Być może dlatego nie chciałam wtedy żyć... 

 

Idziemy razem już od blisko czternastu lat. I nie wydaje mi się, żeby nasze uczucie miało się zakończyć. Jestem przekonana, że za nasze szczęśliwe relacje odpowiada fakt, że jesteśmy dla siebie również najlepszymi przyjaciółmi. Tak, wielokrotnie się okazuje, że przyjaźń jest podstawą silnego, trwałego związku. Dlatego też nie potrzebuję przyjaciół, bowiem moim najlepszym kompanem jest mój Mąż. Tak, Radek jest również moją bratnią duszą. Rozumiemy się idealnie bez słów. Nadajemy na tych samych falach, jak to się mówi. Oboje jesteśmy solidnie zaangażowani w nasz związek i dbamy o niego.

 

Z pewnością będzie nam dane dożyć późniejszej starości. Tak, jestem przekonana, że chcę spędzić resztę żywota u boku Radka. Na pewno nic nam w tym nie przeszkodzi. Ten Internet jednak na coś się przydaje; gdyby nie Sieć, prawdopodobnie nigdy byśmy się nie spotkali. Mówi się, że na portalach randkowych panuje samo zło i zbezczeszczenie. Nieprawda! Radek i ja jesteśmy idealnym przykładem, że tak nie jest. Okej, większość użytkowników do niczego się nie nadaje, ale Radek okazał się być wyjątkiem od reguły. Pamiętam, że skusiło mnie zdjęcie Męża i jego enigmatyczny opis. Byłam przekonana, że Radek nie zareaguje na moją wiadomość, ale stało się zupełnie inaczej.

 

Jestem niebotycznie wdzięczna Mężowi, że jest. Tak po prostu. Dzień, w którym się urodził, jest najpiękniejszym dniem mojego życia; tak, to ja wymyśliłam do zdanie. Wierzę, że w tym życiu Radek pozostanie do końca. Mam pewność, że będzie nam dane wspólnie doczekać zmierzchu... Nie może być inaczej, bowiem Radek pomaga mi iść przez to pogmatwane, niekiedy okrutnie trudne życie. Bez niego nie dałabym sobie rady. Jestem zupełnie uzależniona od naszej miłości. Ta miłość jest dla mnie największym skarbem. Wierzę, że już zawsze będziemy porozumiewać się bez słów. Pójdziemy dalej, trzymając się za serca. A przed nami będzie jaśniał horyzont, który nie stanowi żadnej granicy. Tak, niebo należy tylko do nas...

Dodane 17 KWIETNIA 2024
60
Zarejestruj się teraz, aby skomentować wpis użytkownika plastikowegwiazdy.

Informacje o plastikowegwiazdy


Inni zdjęcia: O Kubusiu .. zakochanadamaBył sobie maj.. zakochanadama50siatka,milowy las. seignejSour Cherry deadweatherJa :* pati1991gdPrzystan :) pati1991gdW Oborach pati1991gdSynuś natalka89rokJa :* pati1991gdMonaco ksiadzsdz