>
Wracałam z imprezy kompletnie pijana. Świat wirował, nogi plątały mi się pod sobą, a parkowa ścieżka wydawała się dłuższa niż zwykle. Miałam na sobie tę krótką, czarną sukienkę, która ledwo trzymała się na ramiączkach. Pamiętam tylko, że nagle ktoś złapał mnie od tyłu mocno, zdecydowanie. Poczułam gorący oddech na karku i męski głos tuż przy uchu:
Cicho& tylko spokojnie.
Próbowałam się wyrwać.
Puść mnie! Przestań, proszę& wykrztusiłam, ale głos miałam słaby, rozmazany alkoholem.
Im bardziej się szarpałam, tym mocniej mnie trzymał. To go nakręcało, widziałam to w jego oczach, kiedy odwrócił mnie twarzą do siebie. Wciągnął mnie głębiej w krzaki, tak że gałęzie drapały mi ramiona. Znalazł jakiś pasek chyba od swojej kurtki i szybko związał mi ręce z przodu. Potem przycisnął dłoń do moich ust.
Bądź grzeczna wyszeptał ostro. I wszystko będzie dobrze.
Stałam tam, dysząc ciężko, z sercem walącym jak oszalałe. Byłam przerażona. Ale jednocześnie& tak pijana, że nie widziałam innego wyjścia. Skinęłam głową.
Dobrze& wychrypiałam spod jego dłoni.
Puścił usta, ale nie cofnął się ani o krok.
Na kolana powiedział spokojnie, jakby to była najnaturalniejsza rzecz na świecie.
Nie wiem, czemu posłuchałam. Może strach. Może alkohol. Może coś innego. Uklękłam powoli na wilgotnej trawie. Spojrzałam w górę miał ciemne oczy, twardą linię ust. Rozpięłam mu pasek drżącymi palcami, potem guzik, suwak& Wyciągnęłam go. Był już twardy. Duży. Gorący.
Zaczęłam powoli, niepewnie. Językiem, wargami. Smakował słono, męsko. Im dłużej to robiłam, tym mniej myślałam o tym, że powinnam się bać. Coś się we mnie przestawiało. Gdy raz po raz brał mnie za włosy i wciskał głębiej aż łzy spływały mi po policzkach, aż brakowało tchu czułam, jak między nogami robi mi się mokro. Przytrzymywał mnie tak czasem kilka sekund za długo, a ja& ja zaczynałam się w tym gubić. Podniecało mnie to. Cholera, podniecało.
Na czworaka rozkazał w końcu.
Posłusznie się obróciłam, opadłam na ręce. Sukienka podwinęła mi się do pasa, majtki miał już gdzieś zsunięte. Czekałam. I nagle poczułam coś zupełnie innego niż się spodziewałam. Nie tam. Tylko& z tyłu.
Nie! Czekaj, nie tam& pisnęłam, gdy zaczął napierać.
Cicho warknął i wszedł powoli, ale bez wahania.
Bolało. Strasznie. Próbowałam się wyrwać, błagałam:
Wyciągnij, proszę, boli, nie dam rady&
Nie słuchał. Nagle wepchnął całego jednym mocnym ruchem. Wyłam. Dosłownie wyłam, gryząc wargę do krwi. A on& zaczął się ruszać. Najpierw powoli, potem coraz szybciej, coraz mocniej. Czułam, jak rozciąga mnie do granic, jak wbija się głęboko, jak nie daje mi chwili na oddech.
Po jakimś czasie przestałam błagać, żeby przestał. Zaczęłam jęczeć z zupełnie innego powodu. Ból mieszał się z czymś innym. Coś pękało we mnie opór, wstyd, rozum. Tylko ciało zostało. I ono chciało więcej.
Trwało to długo. Bardzo długo. Aż w końcu powiedział ochrypłym głosem:
Na kolana. Szybko.
Podniosłam się na drżących nogach, znowu uklękłam. Chwycił mnie za włosy, wsunął głęboko do ust i doszedł. Gorące, gęste strumienie na język, na twarz, na szyję, na dekolt. Spływało mi po piersiach, po brodzie. Patrzył na mnie z góry, zadowolony, jakby właśnie skończył dzieło. Pogłaskał mnie po głowie prawie czule.
Dobra dziewczynka mruknął i odszedł. Tak po prostu.
Siedziałam jeszcze chwilę na ziemi, pokryta jego spermą, dysząc. Włosy przyklejone do twarzy, sukienka w nieładzie, ręce wciąż związane. I wtedy to do mnie dotarło nie wiedziałam dlaczego, ale& podobało mi się to. Wszystko. Ten strach, ta bezsilność, to, że nie miałam wyboru. I że w pewnym momencie przestało mi na tym wyborze zależeć.
Rozplątałam w końcu pasek, wytarłam się jakoś sukienką i chwiejnym krokiem wróciłam do domu. Wzięłam długi prysznic, stojąc pod gorącą wodą, aż skóra zrobiła się czerwona. Myślałam, że będę płakać. Albo że będę się wstydzić.
Nie płakałam. I nie wstydziłam się.
Tylko& uśmiechnęłam się pod nosem.