>
Mgła z łaźni była tak gęsta, że prawie można ją było kroić nożem. Gorąco owijało ciała jak wilgotny jedwab. Astrid weszła bez słowa, ale powietrze natychmiast stało się cięższe, jakby sam Odyn wstrzymał oddech.
Zdjęła wilczą skórę powoli, jakby rozbierała się przed bogami. Każdy rzemień puszczał z cichym trzaskiem. Kaftan opadł, odsłaniając ramiona pokryte drobnymi bliznami, które w świetle ognia wyglądały jak srebrne nici na złocie. Lniana koszula przykleiła się do niej od deszczu i pary; pod spodem sutki stwardniały tak mocno, że prześwitywały przez materiał niczym dwa ciemne kamienie pod lodem.
Eirik siedział na dolnej ławie, nagi, z wodą spływającą po szerokich barkach. Nie ruszył się, tylko patrzył. Jego spojrzenie było tak namacalne, że Astrid poczuła je na skórze jak dotyk.
Podeszła bliżej. Zapach jej ciała, sól morska, dym, kobieta po bitwie i po deszczu, wdarł się do jego nozdrzy. Zatrzymała się tuż przed nim, tak blisko, że czuła ciepło bijące od jego ud.
Nie dotknęła go od razu.
Najpierw pozwoliła, by jej oddech musnął jego usta. Potem koniuszkami palców, bardzo powoli, przesunęła po jego policzku, po bliźnie, w dół szyi, na obojczyk. Paznokcie zostawiały ledwie widoczne czerwone linie, które natychmiast wypełniały się gorącem. Gdy dotarła do sutka, zatoczyła koło, potem delikatnie uszczypnęła. Eirik drgnął, ale nie wydał dźwięku.
Astrid uśmiechnęła się leniwie, jak kotka, która wie, że mysz już nie ucieknie.
Zdjęła koszulę jednym płynnym ruchem. Stała przed nim naga, w pełni światła ognia. Jej skóra lśniła od potu i pary. Piersi ciężkie, pełne, z ciemnoróżowymi sutkami sterczącymi dumnie. Brzuch drżał lekko z podniecenia, a między udami, w tym jasnym trójkącie, już błyszczała wilgoć.
Eirik uniósł dłoń, ale ona złapała go za nadgarstek i przycisnęła do ławy.
Jeszcze nie.
Pochyliła się i musnęła ustami jego ucho. Językiem prześledziła linię szczęki, potem zeszła niżej, na szyję, smakując słony pot i dym. Jej warkocz rozwiązał się sam; jasne włosy opadły na jego klatkę niczym ciepła fala. Gdy jej usta dotarły do sutka, wzięła go między zęby, delikatnie, potem mocniej. Eirik w końcu jęknął, nisko, głęboko.
Wtedy puściła jego rękę.
Dotknął jej natychmiast, jakby czekał całe życie. Dłonie duże, szorstkie od miecza i wioseł, objęły jej talię, przesunęły się w górę, pod piersi. Podniósł je lekko, jakby ważył, potem kciukami musnął sutki. Astrid westchnęła, odchylając głowę do tyłu. Jej włosy spływały po plecach niczym wodospad z miodu.
Usiadła mu na kolanach, nie biorąc go jeszcze w siebie. Tylko ocierała się powoli, mokra, gorąca, sunąc po całej jego długości. Raz za razem, czubek jego członka muskał jej wejście, ale nie wchodził. Eirik drżał pod nią, żyły na szyi nabrzmiały, ręce zaciskały się na jej biodrach tak mocno, że jutro będą siniaki w kształcie palców.
Astrid& wyszeptał ochryple.
Nie odpowiedziała słowami. Tylko uniosła się odrobinę i powoli, bardzo powoli, opadła na niego. Centymetr po centymetrze, czując jak rozciąga ją, jak wypełnia. Gdy wziął ją całą, oboje znieruchomieli na chwilę, oddychając tym samym gorącym powietrzem.
Potem zaczęła się poruszać.
Nie szybko. Nie gwałtownie. Jak fala, która podchodzi i cofa się, podchodzi i cofa się. Jej biodra zataczały powolne, głębokie koła. Przy każdym ruchu jej piersi ocierały się o jego tors, sutki twarde jak kamyki. Eirik pochylał się, brał jeden do ust, ssał mocno, gryzł delikatnie, aż Astrid jęknęła mu prosto do ucha.
Zapach ich podniecenia wypełnił łaźnię, gęsty, zwierzęcy, nie do zniesienia.
Przyspieszyła dopiero, gdy poczuła, że jest na krawędzi. Biodra zaczęła wbijać w niego mocno, rytmicznie, jakby wiosłowała podczas sztormu. Woda chlupotała wokół nich, para wirowała. Eirik chwycił ją za pośladki, rozchylił szerzej, wszedł jeszcze głębiej. Astrid krzyknęła cicho, gardłowo, gdy fala rozkoszy przetoczyła się przez nią całą, od czubka głowy po palce stóp. Zacisnęła się na nim tak mocno, że prawie go zatrzymała.
Nie pozwoliła mu dojść.
Wstała nagle, drżąca, z ustami otwartymi. Odwróciła się tyłem, oparła dłonie o górną ławę, wypięła się. Eirik wstał za nią natychmiast. Wszedł w nią jednym pchnięciem, mocno, do samego końca. Astrid wygięła się w łuk, włosy przykleiły się jej do pleców od potu.
Poruszał się w niej długo, głęboko, jakby chciał ją naznaczyć na zawsze. Jedna jego ręka powędrowała między jej uda, znalazła nabrzmiałą łechtaczkę, zatoczyła koło, potem drugie. Astrid jęknęła głośno, prawie płakała z rozkoszy.
Gdy doszła po raz drugi, jej całe ciało zadrżało, nogi ugięły się. Eirik przytrzymał ją mocno, wciąż w niej, i dopiero wtedy pozwolił sobie. Wypełnił ją gorącymi, długimi strumieniami, warcząc jej imię jak modlitwę.
Stali tak długo, złączeni, dysząc w parę.
Potem Astrid odwróciła się powoli, objęła go za szyję i pocałowała, tym razem miękko, leniwie, smakując siebie na jego ustach.
Zostaniesz przy mnie powiedziała cicho, nie pytając.
Eirik przytulił czoło do jej czoła.
Już jestem.
Za ścianą deszcz wciąż bębnił, ale w łaźni było tylko ciepło ich ciał, zapach seksu i miodu, i bicie dwóch serc, które właśnie zdecydowały, że będą bić razem, dopóki morze albo topór ich nie rozdzieli.