>
W ciemnym lesie, gdzie księżyc rzucał srebrne smugi na wilgotną ziemię, błąkał się młody wędrowiec o imieniu Kael. Miał dwadzieścia kilka lat, czarne włosy opadające na czoło i ciało hartowane latami samotnych wędrówek. Szukał zaginionego artefaktu, ale naprawdę uciekał przed pustką własnego życia.
Noc była gorąca, powietrze gęste od zapachu żywicy i czegoś jeszcze słodkiego, zakazanego. Gdy doszedł do polany otoczonej starymi dębami, zatrzymał się. Na środku, na płaskim kamieniu, siedziała ona.
Kobieta Demon.
Jej skóra lśniła głęboką czerwienią, jakby wypolerowana rubinem. Długie, czarne rogi zakrzywiały się elegancko znad skroni, a ogon cienki, zakończony ostrym szpiczastym sercem leniwie owijał się wokół jej wokół kostki. Oczy miała złote, pionowe źrenice jak u kota. Usta pełne, wilgotne, uśmiechała się tak, że Kaela przeszedł dreszcz nie ze strachu, lecz z pragnienia.
Zgubiłeś się, śmiertelniku? Jej głos był niski, aksamitny, jakby ktoś przeciągał jedwab po nagiej skórze.
Kael chciał odpowiedzieć, ale słowa uwięzły mu w gardle. Stała powoli, odsłaniając ciało, które nie powinno istnieć idealne krągłości, wąska talia, biodra stworzone do tego, by je chwytać. Na piersiach miała tylko cienką, czarną tkaninę, która ledwo zakrywała sutki. Gdy się poruszyła, materiał zsunął się niżej.
Nie boję się demonów wykrztusił wreszcie.
Roześmiała się cicho. Ogon musnął jego łydkę, zostawiając gorący ślad.
Nie powinnaś się bać. Powinieneś błagać.
W jednej chwili znalazła się przy nim nie zauważył nawet ruchu. Jej pazury, długie i czarne, przejechały po jego koszuli, rozcinając materiał jak papier. Zimne powietrze dotknęło nagiej klatki piersiowej, ale zaraz potem Jej dłonie gorące, miękkie przywarły do jego skóry.
Jak masz na imię, demonico? wyszeptał, choć już drżał.
Lilareth. Ale będziesz wołał mnie inaczej.
Pchnęła go na ziemię. Mech był miękki, wilgotny. Upadł na plecy, a ona usiadła na nim okrakiem. Jej uda były mocne, gorące. Poczuł, jak jej ciepło przenika przez spodnie, prosto na jego już twardniejącą męskość.
Lilareth pochyliła się, długie czarne włosy opadły na jego twarz. Jej usta znalazły jego szyję najpierw delikatny pocałunek, potem ostre zęby. Nie przebiła skóry, tylko drażniła. Kael jęknął.
Proszę... wyszeptał.
O co prosisz, śmiertelniku?
Jej ogon owinął się wokół jego nadgarstków, przyciągając ręce nad głowę. Była silniejsza, niż wyglądała. Pazurami rozdarła resztę jego ubrań szybko, bez ceregieli. Leżał przed nią nagi, bezbronny, a ona patrzyła na niego z drapieżnym uśmiechem.
Jesteś piękny mruknęła, przesuwając dłonią po jego torsie, brzuchu, niżej. Gdy dotknęła go tam, gdzie najbardziej chciał, Kael wygiął się w łuk.
Lilareth...
Jej imię wyrwało mu się z gardła, gdy wzięła go w dłoń powoli, okrężnymi ruchami. Była jednocześnie delikatna i władcza. Patrzyła mu w oczy, jakby chciała wypić każdą jego reakcję.
Potem zsunęła się niżej. Jej język dłuższy niż ludzki, rozwidlony na końcu musnął czubek jego członka. Kael krzyknął. Smakowała go powoli, okrążając, ssąc, drażniąc. Gdy wziął go całego do ust, gorąco i mokro, niemal doszedł od razu.
Jeszcze nie wysyczała, odrywając się. Najpierw ja.
Wstała, zrzucając resztki swojej szaty. Stała nad nim naga piersi pełne, sutki ciemne i twarde, między udami gładka, lśniąca wilgocią. Usiadła mu na twarzy, nie pytając o zgodę.
Kael nie potrzebował zachęty. Językiem wszedł w nią głęboko, smakując słodycz i coś ostrzejszego, jakby pieprz i miód jednocześnie. Lilareth jęknęła, chwytając się jego włosów. Poruszała biodrami, używając jego ust tak, jak chciała mocno, bezwstydnie.
Gdy doszła, jej ciało zadrżało, ogon zacisnął się boleśnie na jego nadgarstkach, a z gardła wydobył się niski, zwierzęcy ryk.
Potem zsunęła się niżej. Bez ostrzeżenia, jednym ruchem, wzięła go całego w siebie.
Była ciasna, gorąca, mokra. Zacisnęła się wokół niego jak imadło z aksamitu. Zaczęła poruszać powoli na początku, potem szybciej, coraz mocniej. Jej pazury wbijały się w jego ramiona, zostawiając czerwone ślady. Ogon owinął się wokół jego bioder, pomagając jej w ruchach.
Patrz na mnie rozkazała.
Otworzył oczy. Jej złote źrenice płonęły. Usta miała rozchylone, z kłów kapała ślina. Wyglądała jak bogini zniszczenia i rozkoszy jednocześnie.
Gdy doszedł, krzyczał jej imię. Wypełnił ją całą, a ona wciąż poruszała się, wyciskając z niego każdą kroplę, aż sam ból zmieszał się z rozkoszą.
Gdy skończyli, leżała na nim, dysząc. Ogon leniwie muskał jego udo.
Zostaniesz ze mną na zawsze wyszeptała mu do ucha.
Kael uśmiechnął się słabo.
Już jestem twój.
W lesie zapadła cisza. Tylko księżyc patrzył, jak demonica całuje swojego nowego niewolnika długo, głęboko, z obietnicą kolejnych nocy pełnych ognia i bólu, który smakuje jak najsłodsza rozkosz.
Inni zdjęcia: 23.1.26 rena1ch4nDr pleasuremanos_042 adzzzWyśmierzyce - Białobrzegi bluebird11263-OSIELEC, pow. suski, woj. ma manekin1:O milionvoicesinmysoul262-TOPORZYSKO, pow.suski, woj. manekin1258-ZAWOJA, pow. suski, woj. mał manekin1256-KAMIENICA, pow. nyski, woj. manekin1254-SANTORINI manekin1