Photoblog.pl

Załóż konto

zmiany, zmiany, zmiany... 

2019/09/20   

wywiad na weszło cz.I

« następne   poprzednie »
wywiad na weszło cz.I
Kategoria:
others

Ile znaczy talent, skoro Jakub Łabojko nie był nawet najlepszy w swoim bloku, a doszedł do PKO Bank Polski Ekstraklasy? Niewiele. Droga ta nie była usłana różami. Wiodła przez Piast, który nie dał pomocnikowi żadnej szansy, codzienne dodatkowe treningi o 6 rano, półtoraroczną kontuzję w pierwszej klasie liceum, rehabilitację trwającą osiem godzin dziennie i kubły wody wylewane na głowę przez Marka Papszuna. 

Dlaczego lepiej tonować nastroje wokół Śląska? Jak spamiętać 140 stałych fragmentów? Czemu na treningi Rakowa najlepiej przychodzić z zeszytem? Czy rocznik 1997 cierpi na przepisie o młodzieżowcu? Po co ligowy piłkarz jeździ na warsztaty skautingowe? Jak Patryk Dziczek zapewnił sobie wyjazd do Włoch? Dlaczego warto wstawać codziennie o 4:20, nawet jeśli przez Weszło jest się nazwanym członkiem składu węgla i papy? Zapraszamy na wywiad z Jakubem Łabojko ze Śląska Wrocław.

 

Pierwsze boisko znajdowało się przed blokiem. Dwa kamienie, dwa plecaki, ja jako młody na bramce. Jak podrosłem, zaczęli mnie puszczać w pole. Klasyka. Gdy miałem siedem lat, chłopaki zapisali się do dzielnicowego klubu ŁTS Łabędy, więc poszedłem za nimi. Pierwszy trening: 1 września 2004. Pamiętam doskonale. Z dwoma kolegami z Łabęd trafiliśmy później do Piasta, spędziliśmy razem szkołę podstawową, gimnazjum i liceum.

Kibicowaliście za dzieciaka Piastowi czy Górnikowi?

Piastowi. Miałem problemy, bo Łabędy były związane z Górnikiem. Zdarzało się, że trzeba było uciekać. Gdy wracało się z meczu, chowało się koszulki albo zakładało kurtkę.

Bywało, że dogonili?

Nie, ale miałem dwie takie kryzysowe sytuacje. Raz kibice Górnika rozpoznali nas kąpielisku. Uciekaliśmy na boso przez las. Na boso, bo poszliśmy tam w samych klapkach. Powbijały się w stopy kamienie, jeżyny, jakieś kolce. Nie było nam do śmiechu, ale z perspektywy czasu miło to wspomnieć.

Pojawiałeś się na trybunach?

Zdarzało się. Pierwszy mecz to Puchar Ekstraklasy w 2008 roku. Pamiętam, że bramkę strzelił Piotr Prędota. Podawałem też piłki. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że podawałem je swoim kolegom, jak na przykład Marcinowi Robakowi. 

Czujesz się wyrzutem sumienia Piasta? Patrząc na to, gdzie jesteś teraz i ile szans dostałeś w Piaście czytaj: zero można uznać, że się na tobie nie poznali.

Nie, nie mam żadnego żalu. Taka miała być moja droga, widocznie miałem posmakować tego, że nie dostałem szansy i mam powalczyć o nią gdzieś indziej. W Gliwicach jest ciężko wychowankom. Teraz przez przepis o młodzieżowcu będzie może łatwiej, ale wystarczy spojrzeć, ilu piłkarzy się przebija. Radek Murawski rocznik 1994. Patryk Dziczek 1998. Wcześniej jeszcze tylko Tomek Podgórski. Rozbieżności rocznikowe są duże. Jeden wychowanek na kilka lat to maksimum.

Po wieku juniora dostałem propozycję zostania w rezerwach, ale wolałem iść do czwartej ligi do Ruchu Radzionków. W rezerwach dalej trenujesz z chłopakami, z którymi trenowałeś w juniorach, z piłką seniorską stykasz się raz w tygodniu, na meczu. Trenując z rówieśnikami nie czujesz różnicy. W szatni seniorskiej poczułem klimat. Był Piotrek Rocki, Marcin Dziewulski, Marcin Trzcionka, którzy mieli już obycie w pierwszej lidze i Ekstraklasie. Ale do Piasta nie mam żalu. Nie stawiano na wychowanków i trzeba było się z tym pogodzić.

C.D.N. 

Brak komentarzy

Najnowsze wpisy

z mamą

08/10/2019 9:26:54

X19+

06/10/2019 16:30:44

solenizańci

05/10/2019 15:54:43

to było wczoraj

04/10/2019 18:00:54

byliśmy lepsi

29/09/2019 12:05:26

rusza 8 kolejka IV ligi

28/09/2019 9:46:44

nieodpuszczamy

27/09/2019 2:59:16

...i po pucharach

26/09/2019 13:00:13

Wszystkie wpisy