Dzisiejszy poranek zaczął się bardzo spokojnie. Jest godzina dziewiąta dwanaście, a Radek wciąż zawzięcie śpi. Chyba naprawdę potrzebował tego snu. Podejrzewam, że długo nie mógł zasnąć, bo zazwyczaj o tej porze już dawno jest na nogach, nawet jeśli ma urlop. Patrzę na zamknięte drzwi do sypialni i uśmiecham się pod nosem. Niech śpi. Wakacje od codziennych obowiązków też są przecież po to, żeby organizm mógł odpocząć.
W nocy wydarzyła się zabawna sytuacja. Radek obudził mnie tylko po to, żeby powiedzieć, że chrapię. Muszę przyznać, że nie było to dla mnie wielkim zaskoczeniem. Doskonale wiem o tej swojej przypadłości. Nie jest to coś, z czego jestem dumna, ale też niewiele mogę na to poradzić. Przecież człowiek nie kontroluje tego, co robi podczas snu. Gdybym mogła po prostu wyłączyć chrapanie jednym przyciskiem, zrobiłabym to bez chwili zastanowienia. Niestety, rzeczywistość nie jest aż tak prosta.
Zaśmiałam się z tej nocnej pobudki dopiero rano. W środku nocy człowiek raczej marzy tylko o tym, żeby jak najszybciej z powrotem zasnąć. Dzisiaj jednak wspominam tę sytuację z sympatią. Takie drobiazgi też tworzą wspólną codzienność. Nie zawsze są romantyczne, czasami bywają wręcz komiczne, ale właśnie dzięki nim życie we dwoje jest prawdziwe.
Dziś jest już czwartek. Kolejne dni urlopu Radka mijają w zastraszającym tempie. Jeszcze niedawno cieszyłam się, że przed nami całe dwa tygodnie wspólnego odpoczynku, a teraz coraz częściej łapię się na tym, że odliczam, ile tych dni jeszcze zostało. Czas jest naprawdę dziwny. Kiedy na coś czekamy, wydaje się niemal zatrzymywać. Kiedy natomiast przeżywamy coś przyjemnego, nagle zaczyna pędzić tak szybko, że trudno za nim nadążyć.
Ostatnio często myślę o przemijaniu. Nie chodzi nawet o wielkie życiowe zmiany. Bardziej o te małe, codzienne chwile, które niepostrzeżenie zamieniają się we wspomnienia. Jeszcze przed chwilą był początek lata, a teraz coraz częściej wyobrażam sobie jesienne poranki, chłodniejsze powietrze i pierwsze kolorowe liście spadające z drzew. Mam wrażenie, że lato nawet się nie obejrzy, a już będzie należało do przeszłości.
Do moich urodzin został jeszcze ponad miesiąc. W teorii to całkiem dużo czasu. W praktyce wiem, że minie błyskawicznie. Dopiero co skończył się lipiec, a już mamy sierpień. Zaraz pojawi się wrzesień, potem nadejdzie dzień, którego wcale nie wyczekuję.
Nie mam ochoty świętować swoich trzydziestych szóstych urodzin. Nie czuję z tego powodu żadnej radości. Dla wielu osób urodziny są okazją do hucznego świętowania, spotkań z rodziną i przyjaciółmi, tortu oraz prezentów. Ja od dawna patrzę na ten dzień zupełnie inaczej. Jest dla mnie raczej przypomnieniem o tym, jak szybko biegnie czas.
Może brzmię zbyt melancholijnie, ale właśnie takie myśli towarzyszą mi od kilku tygodni. Każdy kolejny rok wydaje się krótszy od poprzedniego. Dopiero człowiek zdmuchnie świeczki na torcie, a już zbliżają się następne urodziny. Coraz trudniej uwierzyć, że jeszcze niedawno miałam dwadzieścia kilka lat i wydawało mi się, że wszystko dopiero przede mną.
Na szczęście wrzesień przyniesie też znacznie przyjemniejszą datę. Dwudziestego szóstego września będziemy z Radkiem obchodzić jedenastą rocznicę ślubu. Na tę chwilę czekam zdecydowanie bardziej niż na własne urodziny. To jest dzień, który naprawdę chcę świętować.
Lubię wracać myślami do dnia naszego ślubu. Minęło już tyle lat, a jednak wiele wspomnień pozostaje niezwykle wyraźnych. Życie oczywiście nie było przez ten czas idealne. Mieliśmy lepsze i gorsze momenty, zdrowotne problemy, troski, zmartwienia i zwykłą codzienność. Mimo wszystko nadal jesteśmy razem i to jest dla mnie najważniejsze.
Ostatnie tygodnie nie należały do najłatwiejszych. Porażenie nerwu twarzowego wciąż przypomina mi o sobie. Staram się jednak nie pozwolić, aby całkowicie zdominowało moje myśli. Wierzę, że organizm potrzebuje czasu. Nie wiem, ile go jeszcze będzie potrzebował, ale staram się zachować cierpliwość. Każdy dzień jest kolejnym krokiem, nawet jeśli nie zawsze dostrzegam wyraźne zmiany.
Dzisiaj nie planuję niczego szczególnego. Chcę po prostu spokojnie wypić poranną kawę, poczekać, aż Radek się wyśpi, i cieszyć się kolejnym dniem jego urlopu. Czasem właśnie takie zwyczajne chwile okazują się najcenniejsze. Bez pośpiechu, bez wielkich planów, bez presji.
Może za kilka miesięcy będę czytała ten wpis z uśmiechem i pomyślę, że niepotrzebnie martwiłam się upływem czasu. A może nadal będę miała podobne przemyślenia. Tego nie wiem. Wiem natomiast jedno: chcę zatrzymywać w pamięci takie poranki jak ten. Nawet jeśli zaczynają się od nocnej uwagi o moim chrapaniu i od widoku śpiącego Radka. To właśnie z takich drobnych, zwyczajnych chwil składa się nasze wspólne życie. I chyba warto je zapisywać, zanim również staną się tylko wspomnieniem.
Tylko obserwowani przez użytkownika mrocznymesjasz
mogą komentować na tym fotoblogu.
10 godz. temu
11 godz. temu
12 godz. temu
12 godz. temu
23 godz. temu
23 godz. temu
23 godz. temu
1 dzień temu
Wszystkie wpisy