Photoblog.pl

Załóż konto

Szpetni Dwudziestoletni. 

2016/11/04   

 

« następne   poprzednie »

Jest we mnie dużo goryczy. Za dużo. Chyba nienajlepiej radzę sobie z nowym, po-studenckim etapem życia. Tęsknię za uczelnią i dyscypliną intelektualną, o którą ciężko po ośmiu godzinach pracy... A równocześnie zaczynam dostrzegać luki i braki w swoim wykształceniu, podważać to, co wkładano nam do głów i sposób, w jaki to robiono. Ale nad wszystkim przeważa tęsknota. I to rozgoryczenie. Boję się zależności myślenia, boję się, że jeśli wrócę na uczelnię znowu przyjmę bezkrytycznie perspektywę innych (tych "mądrzejszych", "lepszych" ode mnie). Patrzę na swoje życie i nie mogę przestać zadawać pytania: "czy to już wszystko? czy tak już będzie?". Wmawiam sobie, że moja praca to tylko zabawa, co pomaga mi zdystansować się i cieszyć awansem (zamiast stresować się nowymi obowiązkami, odpowiedzialnością i tym, jak sobie z nimi radzę). Trochę się jeszcze miotam. Miewam koszmary. Sypiam raczej źle, piję za dużo kawy. Szukam plusów, choćby tych małych. Staram cieszyć się drobiazgami - porannymi lekturami, miłymi mailami, smakiem kawy, godzinami wykradzionymi znajomym z życia, uprzejmościami ze strony klientów. Ale nie potrafię (chwilowo?) nadać temu wszystkiemu sensu. A przecież mam "pracę z misją", która ma większe, cenniejsze znaczenie niż umysłowa gimnastyka w murach uczelni. Polecam i sprzedaję ludziom naprawdę dobre, wartościowe książki. To miłe uczucie, szczególnie kiedy dobiera się lektury maluchom dbając o ich rozwój umysłowy i kształtując ich przyszłe estetyczne preferencje. Lubię czuć odpowiedzialność za rzeczy, które sprzedajemy i które mamy w ofercie. Ale równocześnie jest we mnie ten strach i niepewność, że to nie jest moje miejsce... Że wolałabym zarabiać na siebie intelektem raczej niż dźwiganiem pudeł (nawet z tak pięknymi książkami). Wciąż analizuję w głowie i ważę w sobie te wszystkie pytania o pisanie, o naukę, o publikacje. Mój artykuł ukaże się dopiero za jakieś pół roku. Co wydaje mi się śmieszne, trochę niedorzeczne i zniechęcające. Ale nic nie poradzę - czasopisma naukowe rządzą się swoimi prawami. Jednak jest mi w jakiś sposób przykro. Pół roku to mnóstwo czasu, zdążę zapomnieć o tym wszystkim, to wszystko przestanie być dla mnie ważne. I dla innych pewnie też. Opisze to ktoś inny, lepiej i sprawniej ode mnie - albo po prostu ktoś z wyrobionym już nazwiskiem. Sprawa się rozwieje, moje rozpoznania zastąpią inne, zupełnie odmienne. Co za niewygoda umysłowa!

 

To zabawne uczucie: jednocześnie jest mi źle, ale i jednak trochę dobrze mi z tym wszystkm. Z oswajaniem się w nowej roli, z łapaniem dystansu, z poszukiwaniami na własną ręke tego, co interesujące, co wymaga poznania i przemyślenia. Trafia mnie szlag, że nawet jeśli mam coś do powiedzenia to nikt nie chce tego słuchać, ale przynajmniej mam o czym rozmyślać i nad czym deliberować. Znowu jestem w okresie przejściowym, transferze między dorosłością a odpowiedzialnością. Nie żeby teraz miało nadejść jakieś "prawdziwsze" życie, bardziej ważne, czy mniej przyziemne... Ale jest inaczej, zdecydowanie inaczej. A ja wciąż się uczę brać odpowiedzialność za siebie i swoje myśli. Uczę się cieszyć tą kolejną cząstką niezależności jaką mnie obarczono.  

Brak komentarzy

Najnowsze wpisy

Wpis matrioszka

29/12/2016 16:28:41

Wpis matrioszka

19/11/2016 15:15:31

Wpis matrioszka

04/11/2016 22:41:12

Wpis matrioszka

15/10/2016 23:13:18

Wpis matrioszka

03/09/2016 20:16:27

Wpis matrioszka

25/08/2016 17:39:21

Wpis matrioszka

15/08/2016 15:42:44

Wpis matrioszka

27/07/2016 22:43:04

Wszystkie wpisy