Photoblog.pl

Załóż konto
Dodane 26 MARCA 2020 ze strony mobilnej
Wyświetleń: 84

Lubię to zdjęcie, uważam że ma klimat. Nie pamiętam czy zrobiłam je telefonem czy aparatem, w każdym razie, było lato i padało.

To był mój widok z okna balkonowego z miejsca, które kiedyś było nazywane moim domem.

Uwielbiałam patrzeć na to pole, na drzewa w oddali, o każdej porze dnia i nocy. To właśnie na tym niebie sfotografowałam księżyc poraz pierwszy.

Już dawno temu pisałam, że jestem sentymentalna. Nie wstydzę się tego, nie uważam tego za coś złego. Wielu ludzi takich jest, nie ma się czego wstydzić. Mam wiele wspomnień. To część mnie. Czasem po prostu się roztkliwiam i lubię do nich wracać, zawsze to robiłam. Czasem uronię łzę, czasem tylko się uśmiechnę.

Tak, to boli. Boli że to co było już nigdy nie wróci. Boli to, że wiele rzeczy zostało mi brutalnie odebrane. Boli zachowanie ludzi którzy bez słowa, jak tchórze, odchodzą z mojego życia i pozostawiają mnie w poczuciu winy i żalu z pytaniem cisnącym się na usta, czym sobie na to zasłużyłam. Za każdym razem muszę dać sobie czas, żeby zrozumieć, że to nie ja zawiniłam, to nie ja nie mam odwagi stawić czoła problemom tylko oni. Czasem potrzebuję kilku tygodni, czasem miesięcy. Im więcej bólu zaznaję, tym silniejsza się staję. Co prawda, jest skutek uboczny - brak zaufania i zamknięcie się w sobie ale nie chcę odbierać sobie radości z życia przez ludzi, którzy nie potrafili mnie docenić. Wiem, że nie mam łatwego charakteru, wiem, że to określenie jest takie banalne, każdy tak o sobie mówi. Ale to prawda. Urodziłam się z podwójnym znakiem, moje imię nawet oznacza dwoistość natury, jestem skazana na taki a nie inny los (choć to naiwne myśleć, że 12 znaków zodiaku określa każdego z nas w określony sposób zapominając przy tym o wychowaniu, np ale mniejsza, wiecie o co mi chodzi) . Na większe i mniejsze porażki towarzyskie. Mimo to, zawsze mam wokół siebie ludzi.

Każdy ma słabsze dni, słabsze tygodnie a nawet miesiące. Przecież jest tyle problemów w ludzkim życiu, różnej maści, ja też je mam. Typowo przyziemne - finansowe, zdrowotne, zawodowe, nie tylko uczuciowe. Uważam jednak, że zawsze mogło być gorzej. Może za większość rzeczy jakie mnie spotkały odpowiadam ja sama, cóż, zbyt wiele czasu straciłam na zamartwianie się zamiast pozytywnie patrzeć w przyszłość. Jak to mówią, Polak mądry po szkodzie.

 

Zmiany zawsze są ciężkie i trudne. Walka o to żeby odmienić swój los nigdy nie należy do łatwych i przyjemnych. Ale postanowiłam, uparłam się że będę myśleć pozytywnie, o sobie i o swoich możliwościach. Niczego mi nie brak, nie jestem słabeuszem. Czasem muszę spojrzeć w lustro, strzelić się w policzek i powiedzieć sobie 'PRZESTAŃ. JESTEŚ W PORZĄDKU, MASZ CZYSTE SUMIENIE. JESZCZE CZEKA CIĘ DUŻO SZCZEŚCIA' i wziąć kilka głębokich wdechów. Leci drugi tydzień kwarantanny, takich rozmów do samej siebie miałam już kilka ale przynajmniej walczę z negatywnymi myślami. Nie mogę się poddać. Nie mogę uwierzyć tym wrednym podszeptom w głowie, że nie dam rady czegoś osiągnąć, że jestem nie wystarczająca, za głupia, za brzydka.

Dam radę, sama.

 

 

Wiecie, co mnie utwierdza w przekonaniu, że jestem dobrym człowiekiem i mam czyste sumienie? Potrafię ludzi motywować, potrafię ludzi podnieść z dołka, sprawić, że wierzą w siebie i stają się lepsi, potrafię dobrze doradzić, pomóc, okazać wsparcie. Potrafię współodczuwać czyjś ból, nie muszę pytać, ja czuję, każdą komórką swojego ciała czyjś nastrój. Możecie kpić i drwić, że sobie wmawiam ale nie macie pojęcia jak wiele razy po prostu miałam rację. Powiecie, to niemożliwe żebyś potrafiła kogoś prześwietlić i wiedzieć z kim masz do czynienia. Cóż, dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego pod tym względem jestem pewna siebie. Nie można mnie oszukać.

Walczę o ludzi bo...chcę, żeby ktoś kiedyś tak walczył o mnie. Całą swoją mocą pragnął żebym była szczęśliwa. Wierzę, że jeśli ja wysyłam to w świat to kiedy mi się to zwróci.

Ja mam jedynie problem ze sferą uczuciową. Nie potrafię nazywać uczuć, które goszczą mi w sercu. Nie wiem, co to miłość, romantyczna, taka do grobowej deski. Ja znam jedynie uczucie przywiązania, odrzucenia i pożądania. Czasami...boję się, że nie umiem kochać, nie umiem się zakochać. Na zabój. Moje wszystkie miłostki to były efekty zauroczenia, silnego bo silnego ale mijającego. Czy jestem wybredna, niezdecydowana? Nieświadomie poszukuje Idyllicznego obrazka związku rodem z romansideł?

Może i jestem wybredna...ale chcę kogoś kto mnie uzupełni, nie dopełni. Ja już jestem całością. 

Zarejestruj się teraz, aby skomentować wpis użytkownika marudnik.