Photoblog.pl

Załóż konto

Wpis majkaczyta

Cześć kochani !

 

na czas bliżej nieokreślony opuszczam tego bloga - niestety - nie mam zbyt wiele czasu na pisanie recenzji. Dziś jednak założyłam nowego photobloga, to mój prywatny, będę w nim opisywać różne sytuacje z mojego życia i.. o książkach też będę pisać, także zapraszam! Czekam na Was ! :*

 

http://www.photoblog.pl/bajabongoczikita/174447251/1-nowy-poczatek.html

Wpis majkaczyta

Cześć kochani ! :*

 

Co tak słabo z Waszą aktywnością ostatnio? ;c jak już tu jesteście, to dajcie o sobie jakikolwiek znak, będzie mi naprawdę bardzo miło!

 

Dziś podsumowanie miesiąca, postanowiłam, że będą się one ograniczać tylko do przeczytanych książek, bez rozliczania napisanych wpisów.

 

 

A więc, w tym miesiącu przeczytałam:

 

 

1. Victoria Scott - 'Ogień i woda' (10/10)

 

2. Rick Yancey - 'Piąta fala' (7/10)

 

3. Rachel van Dyken - 'Wstyd' (6/10)

 

 

oraz jestem w połowie czwartej książki, a jest to "Gregor i niedokończona przepowiednia" Suzanne Collins, której recenzja pojawi się w kwietniu :)

 

 

Więc:

w marcu przeczytane 3 i pół książki

średnia ocena trzech pierwszych to 7,7

mogłoby być lepiej, ale nie jest też tak źle.

 

 

A na koniec małe ogłoszenie - jutro NIE pojawi się wpis z planami na kwiecień, ponieważ na ten miesiąc wyjątkowo nie mam nic zaplanowane. W poniedziałek jadę do biblioteki gdzie dostanę (mam nadzieję!) nowe, odłożone specjalnie dla mnie zdobycze, dodatkowo za 11 dni mam urodziny i wpadną co najmniej 3 książki, więc będę miała literacki misz-masz, o wszystkim będziecie dowiadywać się na bieżąco! :)

 

 

A na dzisiaj to tyle!

pochwalcie się w komentarzu swoimi czytelniczymi wynikami i planami na kwiecień! :)

zaczytanego dnia! ;*

 

 

p.s. Jak Wam się podoba nowy wygląd bloga? :)

 

52. Piąta fala

52. Piąta fala

Cześć kochani ! ;*

 

"Piąta fala" w moje ręce trafiła tak szybko, ponieważ na kwiecień spodziewana jest w Polsce premiera ekranizacji. Gdyby nie ona zapewne ta książka czekałaby dłużej w kolejce na swą kolej, ale na szczęście mam ją już za sobą. Co do filmu zaś - polscy dystrybutorzy przesadzili! Światowa premiera miała miejsce w styczniu, wystarczyła jedna osoba która znała język angielski i sporządziła napisy i już można oglądać film w internecie! (ja obejrzałam wczoraj) - a premiera w kinach - 15 kwietnia!

 

Co do samej książki...

 

Podczas czytania targało mną miliony sprzecznych uczuć. Początek był niesamowity! Strasznie klimatyczny, survivalowy, taki jak uwielbiam. Kojarzyło mi się z "The walking dead" tylko zamiast zombie mielismy tu kosmitów. Czytałam z zapartym tchem. Później pojawiło się zaś za dużo działań wojskowych... po co mi czytać na wojnie z kosmitami o treningach rekrutów? Oczywiście to było potrzebne, bo to ważna część książki ale w moim mniemaniu należałoby ją znacznie ukrócić. Co jeszcze? Gdy główna bohaterka zostaje zraniona trafia do domu swego wybawiciela (wybaczcie za drobny spojler!) i od tego momentu nie ma już krzty survivalu. Co prawda, akcja się toczyła, jednak nie do końca odpowiadał mi rozwój wypadków, styl narracji, fakt, że bardzo chciałam dowiedzieć się, co to teraz zdarzy się głównej bohaterce a zostaję przenoszona na inny wątek i niestety muszę przez zeń przebrnąć by ruszyć dalej ku temu, co naprawdę mnie interesuje.

 

Plusy:

- Klimat survivalu

- Krótkie rozdziały

- Czcionka ułatwiająca czytanie

- Przyjemna dla oka oprawa graficzna

- Stosunkowo (!) szybka akcja

- Postać małego Sama (którego wyjątkowość da się dostrzec tylko w książce)

 

Minusy:

- Klimat survivalu zakończony między 100 a 150 stroną

- Za dużo "wojskowości"

- Niezwykle nudne momenty

- Akcja podzielona na dwóch bohaterów (w tym wypadku to minus bo zainteresowana byłam wydarzeniami dotyczącymi tylko jednego bohatera)

- Niedopracowanie, które uratował film(!!!) Już tłumaczę: W powieści mamy dwójkę bohaterów w tym samym wieku. Bohater - nie wiem jak! - trafia do bazy wojskowej, bohaterka zaś nie, ponieważ biorą tam dzieci do 16 roku życia, a ona już ten wiek przekroczyła. Myślałam, że na końcu co nieco się wyjaśni, ale niestety, w filmie zaś, ten wątek został uratowany, przedstawiony logicznie i za to wielki plus dla ekranizacji!

 

Konkludując: Książka dobra, ale nie powalająca. W miarę czytania mój zapał zamiast rosnąć - malał. Mimo wszystko całość oceniam przyzwoicie, nie uważam, by czas spędzony z nią był straconym, jednak jeśli macie na oku jakąś inną ciekawszą książkę, to wybierzcie inną, a do tej wróćcie później :)

 

 

MOJA OCENA

7/10

 

 

A teraz kochani, chciałabym Wam złożyć najserdeczniejsze życzenia z okazji zbliżających się świąt Zmartwychwstania Pańskiego - cudownej i rodzinnej atmosfery. Świąt spędzonych w cieple i radości. Odegnajcie wszystkie smutki na bok. Pomyślcie o bliskich którzy nie mogą przy Was być, ale zróbcie to z miłością, nie bólem. Oni gdzieś tam są i o Was myślą. A poza tym najważniejszym życzeniem spędzenia świąt w cieple życzę Wam smacznego jajka i mokrego dyngusa, oby zając przyniósł Wam jakieś dobre łakocie i oby pogoda w ten świąteczny czas była taka - jaka chcecie. (ja tam marzę o zakwitnięciu jabłoni i wiśni - i może zdarzy się cud!)

 

 

Miłego dnia Wam życzę!

I zapraszam do zostawienia komentarza! :)

51. Ogień i woda - V.Scott

51. Ogień i woda - V.Scott

Cześć kochani ! ;*

 

Postanawiam wprowadzić jeszcze jedną zmianę na blogu. Zauważyłam, że moje wpisy są jakieś takie... długie. Denerwuje mnie to, bo jakoś nie potrafię ich ograniczyć, a wiem, że wielu z Was nie chce się dokładnie tego czytać. Już sama nazwa bloga mówi "mini-recenzje". Postanawiam więc spiąć się maksymalnie i stworzyć dla Was jakąś przyzwoitą krótką opinię. :) Na sam początek odpadnie opis książki. Jeśli chcielibyście się dowiedzieć o czym ona jest możecie zobaczyć na wielu portalach książkowych, m.in. na Lubimy Czytać. Moje wpisy od dziś zawierają moją opinię, plusy i minusy w książce, oraz co mi się podobało a co nie. Mam nadzieję, że wyjdzie, a teraz zapraszam Was niżej! :)

 

___________________________________________________________________________________________________________

 

RECENZJA "OGIEŃ I WODA"

 

Bardzo bałam się rozpocząć przygodę z tą książką. Z jednej strony z całego serca zachęcało mnie dość duże podobieństwo do "Igrzysk śmierci" z drugiej zaś wiele osób mówiło mi, że ta książka jest płytka. Robiłam więc sobie nadzieje jednocześnie bojąc się o zbyt wielkie rozczarowanie. Ale w końcu, nieuchronnie przyszedł czas, gdy wpadła w moje ręce i że nie było już odwrotu, zaczęłam czytać...

 

 

I SIĘ ZAKOCHAŁAM! <3

 

 

Co takiego podobało mi się w książce?

- Przede wszystkim - pomysł. Idea bardzo niebezpiecznego i długiego (bo aż 3 miesiące!) wyścigu, w czterech ekosystemach, w którym nagrodą jest lek na każdą chorobę dla bliskiej osoby. Dzięki temu już od samego początku odnosiłam wrażenie, że uczestnicy są bardzo zdeterminowani by wygrać i to nie jest zwykła zabawka w berka, ale walka o życie.

- Dużo złego słyszałam o głównej bohaterce - najczęstsza była opinia iż jest płytka. Mimo, że ja tego wrażenia nie odniosłam, rozumiem dlaczego niektórzy czytelnicy tak sądzą. Już tłumaczę Wam dlaczego mogli pomyśleć i dlaczego ja tak nie uważam: Tella pakując plecak na wyprawe zabiera ze sobą lakier do paznokci. Inni zapewne pomyśleli: staje do walki na śmierć i życie i bierze ze sobą lakier? Ja zaś pomyślałam: Jest młoda i wygląd ma dla niej znaczenie, jest zwyczajną nastolatką i nie wie czego się spodziewać. Kolejna sytuacja: na starcie wyścigu na pustyni dostała plecak w którym były potrzebne jej do przeżycia rzeczy a w jej głowie zrodziła się myśl, że szkoda iż nie ma tam grzebienia i lusterka, bo w pobliżu znalazł sie chłopak, który wpadł jej w oko. Rozumiem, to naprawdę mogło zabrzmieć płytko, ale!, która z nas, w stresujacej sytuacji, zwłaszcza, gdy blisko był ktoś interesujący nie pomyśleliśmy o czymś równie głupim? Weźmy pod uwagę, że dziewczyna jest młodziutka, wcześniej żyła jak normalna nastolatka, ma kochających rodziców, fajnego ale wkurzającego brata, paczkę przyjaciółek, nic nie brakuje jej do szczęścia, aż tu nagle zostaje wyrwana ze swojego świata i staje w takim miejscu. Przecież to normalne, że nie zmieni swojego myślenia na tryb "tylko, żeby przeżyć" i pojawią się jakieś 'absurdalne', dziewczęce wtrącenia.

- Pandory! Och, jak ja pokochałam te stworzonka! Na początku wyścigu każdy z uczestników wybiera sobie jajko, z którego wykluje się jakieś stworzonko. Jaja są różnej wielkości, a stworzonko które się z nich wykluje miało być wiernym towarzyszem osoby, do której należało jajo. Co do nich - nasunęło mi się bardzo wyraźnie skojarzenie do Pokemonów. A zwierząto głównej bohaterki - czarny i słodki lisek o ponadprzeciętnych zdolnościach - któremu Tella dała imię Madox - to moja ulubiona postać i wiele bym oddała, by takiego Madoxa mieć w domu :)

 

 

A teraz może pomówmy o minusach:

- Autorka nie ma daru do dobierania fajnych imion! Madox - czy Wam też kojarzy się z piosenkarzem przypominającym kobietę, który wystąpił kiedyś w "Mam Talent"? Przez połowę książki strasznie mi to przeszkadzało, ale później się już przyzwyczaiłam :)

- Płytka (dla niektórych!) bohaterka. Jak już wspomniałam wyżej - niektórym może nie podobać się jej sposób myślenia, jednak ja ją jak najbardziej rozumiem :)

 

 

No cóż i to chyba tyle jeśli chodzi o minusy!

 

 

Podsumowując:

- Wartka akcja, świetnie przemyślana i stworzona fabuła!

- Fajni, oryginalni (zdecydowanie!) bohaterowie

- Piękna oprawa graficzna, krótkie rozdziały, czcionka ułatwiająca czytanie oraz estetyczne dodatki takie jak kartka "ombre" na pierwszej stronie każdego rozdziału

 

 

Przyjemna dla oka, już podczas pierwszego spotkania, a i wnętrzem do siebie przekonuje. Wciąga, zaskakuje i pozostawia niedosyt! Mnie zachwyciła! I jeszcze na koniec - tak, możecie doszukać się podobieństw do "Igrzysk Śmierci" a już na pewno bardzo bardzo zbliżonego do siebie klimatu!

 

 

 

MOJA OCENA

10/10

 

 

 

A teraz nie pozostaje mi nic innego jak tylko się z Wami pożegnać, życzyć Wam miłego weekendu, oraz przypomnieć że wszelkie opinie dot. książki jak i mojej recenzji możecie kierować poniżej w komentarzach! :)

(i tak, wiem, miało być krótko, no cóż, znów nie wyszło! :P)

 

 

Buziaki!;*

 

 

50. Dotyk Julii

Cześć kochani!

 

Wiecie co dziś za dzień? Dokładnie pół roku od kiedy z Wami jestem, tutaj, na tym blogu! <3 Niezmiernie się cieszę, dodatkowo moją radość potęguje fakt, że jeszcze żadnego bloga nie utrzymałam tyle czasu!

 

Z tej okazji przygotowałam dla Was niespodziankę, a jest to wpis dotyczący serii "Dotyk Julii". Zapraszam Was niżej! :)

 

________________________________________________________________

 

Pierwotnie w planach było opisanie każdej części w osobnym wpisie, ale czytałam ją zbyt dawno, by pamiętać co działo się w poszczególnym tomie. Dlaczego więc zdecydowałam się na zrecenzowanie tej serii? Bo warta jest uwagi! :)

 

Julia zabija dotykiem. Żyje w zamknięciu prawie od roku. Nie widzi innych ludzi, a jej jedynymi przyjaciółmi są niewielki notatnik i uszkodzone pióro. Zapisuje swoje myśli, uczucia, spostrzeżenia. Nie wie dlaczego jej dotyk jest tak szkodliwy. Nie wie, jak zmienić swoje przekleństwo w dar. Jednak pragnie jednego - chce walczyć o miłość.

 

"Dotyk Julii" a także jej kontynuacje "Sekret Julii" i "Dar Julii" to jedna z najoryginalniejszych serii, jaką kiedykolwiek czytałam! Jej wyjątkowość możemy dostrzec już na pierwszej kartce - w sposobie, w jaki jest napisana.

 

 

FRAGMENT:

"Spędziłam w zamknięciu już 264 dni.

Towarzystwa dotrzymują mi tylko niewielki notatnik, uszkodzone pióro i liczby w mojej głowie. 1 okno. 4 ściany. 1,5 metra kwadratowego powierzchni. 26 liter alfabetu w języku, którym nie mówiłam przez 264 dni odosobnienia.

Minęło 6336 godzin, odkąd dotykałam innej ludzkiej istoty.

- Przydzielamy Ci współwięźnia współlokatora - powiedzieli.

- Mamy nadzieję, że tutaj zgnijesz Za dobre sprawowanie - powiedzieli

- Psychol, jak ty Koniec odosobnienia - powiedzieli."

 

 

Także sami widzicie. Głębokie refleksje, wciągająco napisane. Mnóstwo zabiegów stylistycznych, wykreślenia, podkreślenia i wyliczenia.

 

"Dotyk Julii" to historia zmysłowa, namiętna, pełna napięcia. Doznacie dzięki niej palpitacji serca i nie będziecie mogli się oderwać. W tej serii piękne jesto to, że białe nie zawsze jest białe, a czarne czarne. Czasami dobro zamienia się w zło i na odwrót. Dodatkowo autorka ma niesamowity dar, że czujemy do bohaterów dokładnie to, co autorka chce, żebyśmy czuli. I nagle w trzeciej części zaczynamy kibicować komuś, kogo w pierwszej części nienawidziliśmy z całego serca, a na kogoś, kogo kochaliśmy w pierwszej, patrzymy z niechęcią.

 

Seria ta napisana jest jednym z najpiękniejszych języków, z jakim kiedykolwiek miałam doczynienia. Tahereh Mafi ma przecudowny talent i dar, bo jak już zaczniecie czytać, to naprawdę ciężko się oderwać. Pochłaniacie każde słowo, bo jest ono piękne, skonstruowane w niesamowity i fascynujący sposób. Ja właśnie tak czytałam tą serię. Delektowałam się każdym słowem. Obracałam litery na języku, smakowałam je. Czytałam ukochane fragmenty, linijki, po kilkanaście razy, zanim zaczęłam czytać dalej. I starałam się (bez powodzenia) czytać jak najwolniej by ciszyć się nią jak najdłużej, a później przerażona patrzyłam, że to już koniec. :(

 

Konkludując: Polecam Wam całą serię "Dotyk Julii" bo książek takich jak ona jest naprawdę niewiele. Niezła gratka dla każdego książkoholika i każdego, kto lubi piękne słowa, dobrze ubrane słowa i delektowanie się językiem. Ta pozycja przyprawi Was o literacji orgazm! Polecam!

 

 

OCENA SERII:

10/10

 

 

Dzisiaj to na tyle!

Dziękuję, że jesteście ze mną już pół roku! ;*

Miłego dnia! :) 

49. Drugie spojrzenie

49. Drugie spojrzenie

Cześć robaczki! ;*

 

 

A oto pierwsza recenzja w marcu, bez zbędnych wstępów zapraszam Was niżej :)

 

Z Jodi Picoult znam się nie od dzisiaj :) Jej książki towarzyszą mi już co najmniej pięciu lat. Pokochałam ją dzięki powieści "Bez mojej zgody", która ukradła mi serce! Od tamtej pory czytuję jej książki raz częściej, raz rzadziej, ale konsekwentnie dążę do tego, by przeczytać jej wszystkie książki (a przynajmniej te, które ukażą się na rynku polskim :))

 

Dzisiaj przyszła pora bym zrecenzowałam dla Was książkę, którą już od bardzo bardzo dawna chciałam przeczytać. "Drugie spojrzenie" było moim absolutnym 'must have' jeżeli chodzi o powieści, z którymi chcę się zapoznać :) i w kńcu przyszedł ten dzień, gdy mogłam ją przeczytać :)

 

Co zapewne Was zadziwi biorąc pod uwagę powyższy fakt, że kocham twórczość tej autorki, przez pierwsze 150 stron tej powieści miałam ochotę... odłożyć ją na bok! Jodi słynie z tego, że bardzo długo buduje napięcie, tylko czasem wychodzi jej to znakomicie a innym razem nie. Poznawałam pokolei wszystkich bohaterów (a trochę ich było) i przez owe pierwsze 150 stron nie wiedziałam kto jest kim, kto jest z kim, kto do kogo, co i gdzie. Myliły mi się imiona, zawody i czytałam z przekonaniem, że wiem o którą postać chodzi po czym nagle okazywało się, że chodzi o inną. Tak było do mniej więcej 70 strony. Później powoli zaczynałam wszystko sobie układać, ale nie zmieniało to faktu, że książka mnie po prostu nudziła!

 

No ale dobra, minęłam sobie stronę 150 i co? Nagle wielkie BUM?! Nie... nie było tak kolorowo. Po 150 stronie akcja powoli zaczęła nabierać tempa. Znałam już postaci, wiedziałam kto jest kim i kim się kto zajmuje i to sprawiło, że czytanie szło mi o wiele szybciej, bo nie musiałam się cofać, myśleć kto to jest i tak dalej, i tak dalej... Jedyne co towarzyszyło mi już od pierwszej chwili to klimat! Niepowtarzalny klimat grozy, tajemnicy, z motywami nadprzyrodzonymi i indianami w tle. I to bardzo mi pomogło.

 

Ale w końcu okazało się, o co naprawdę w książce chodzi, o co będzie opierać się fabuła, czego dotyczy akcja, no, o czym tak naprawdę czytamy. I jak już doszłam do tego momentu, książka zmieniła się o 180 stopni i od tamtej pory zaczęło się robić przyjemnie. :)

 

Druga połowa książki to było cały czas gonienie kartki za kartką, by przeczytać jak najwięcej, wątki się przeplatały a informacja goniła informację, przez co ciągle coś się działo. Poza tym Picoult po raz kolejny ujawniła swój wielki talent do łączenia wszystkich osób w odpowiedni sposób oraz do zakańczania wszystkich wątków tak, by nie pozostawało niejasności. Czytając tę książkę po raz nie wiem który zastanawiałam się jaki teń świat jest mały i jak niewiele wystarczy, by spotkać nieznanego nam dotąd przodka, lub by dowiedzieć się, że człowiek którego znamy całe życie jest naszym dziadkiem, czy też zaczęliśmy się spotykać z człowiekiem ,którego ojciec kiedyś spotykał się z moją matką - przy czym zostaje niebanalna i naprawdę ciężko się domyślić co autorka przygotuje nam tym razem. :)

 

Podsumowując: Nie jest to najlepsza książka Picoult, ale po przebrnięciu przez tą nudną część okazuje się niezwykle wartościowa, wciągająca i skłaniająca do refleksji. Dodatkowym plusem jest umiejętność prowadzenia wielu wątków. Tą książkę spokojnie możnaby podzielić na 3 osobny powieści. No i końcówka taka jak lubię - wszystko zostało dopięte na ostatni guzik i zamiast niedosytu dostałam niezłego książkowego kaca. :) Polecam!

 

 

MOJA OCENA

8/10

 

 

Cóż, to by było dzisiaj na tylę, zapraszam do zostawienia komentarza i życzę Wam cudownej niedzieli! ;* :)

 

48. Plany na marzec

48. Plany na marzec

Cześć kochani!

 

Dzisiaj przed Wami mój TBR (ang. To be read) - czyli, co chcę przeczytać w Marcu :)

 

Trzeci miesiąc tego roku witam niestety ostrym zapaleniem gardła, ale przynajmniej już na starcie będę miała czas do nadrobienia książek - bo potem to może być z tym gorzej :D Za to mnie marzec przywitał białym puchem - gdy tylko wyjrzałam przez okno opanowała mnie wszechogarniająca biel :) Ja jestem jedną z tych osób, które nie narzekają na deszcz, śnieg i tym podobne, bo ja uwielbiam każdą pogodę. Cieszę się ze śniegu, bo pięknie zdobi mój krajobraz za oknem, a na słońce przyjdzie jeszcze czas. Deszcz też kocham, mogę wtedy zapalić ulubioną świeczkę, złapać ulubiony koc i kubek z parującą herbatą i zatopić się w powieść :)

 

Dobra! Dość już tych Majkowych refleksji, przejdźmy do rzeczy :D

 

 

Mój stosik na marzec wygląda następująco:

 

1. Victoria Scott - "Ogień i woda"

 

2. Rick Yancey - "Piąta fala"

 

3. Rick Yancey - "Piąta fala. Bezkresne morze"

 

4. Beth Revis - "Milion słońc"

 

 

W tym miesiącu postaram się zawzięcie pilnować pierwotnego planu, bo strasznie zależy mi na przeczytaniu każdej z tych książek - i to jak najszybciej :)

 

 

Na marzec przygotowałam Wam też kilka wpisów :)

 

1. Jodi Picoult - "Drugie spojrzenie" (RECENZJA)

 

2. Victoria Scott - "Ogień i woda" (RECENZJA)

 

3. Rick Yancey - "Piąta fala" (RECENZJA)

 

4. Rick Yancey - "Piąta fala. Bezkresne morze" (RECENZJA)

 

5. NIESPODZIANKA z okazji PÓŁ ROKU prowadzenia bloga (13.03)

 

6. Oraz - Podsumowanie Marca

 

 

Konkludując: W planach 4 książki i 6 wpisów, czy się uda? Mam WIELKĄ nadzieję, że tak, a Wy? Jakieś czytelnicze plany szykują się na ten miesiąc? Czy jednak wolicie spontanicznie dobierać lektury? :)

 

 

Zostawcie komentarz! :)

 

Miłego wieczoru!:*

47. Podsumowanie lutego

47. Podsumowanie lutego

Cześć kochani! :)

 

 

A dziś podsumowanie lutego! :)

Skromnie tak trochę w tym miesiącu było.. Przeczytałam w całości dwie z powyższych książek a trzecią czytam w tym momencie i jestem już w połowie. Co mam na swoją obronę? - Matura? Inne zajęcia? To chyba nieważne, prawda? Czyta się dla przyjemności, a nie na akord :) Ale żeby ten mój wynik dwóch i pół książek nie wyglądał tak nędznie to zaznaczę Wam, że książki te, to taki małe grubaski :)

 

Co do planów, jakie poczynałam na luty:

1. Cecelia Ahern - "Love Rosie" - przeczytana :)

2. Alexandra Potter - "Jesteś tym którego (nie) pragnę" - nawet jej nie zaczęłam, nie mogłam się do niej zmusić, więc odłożyłam ją i czeka na półce aż ją odniosę do biblioteki

3. Michelle Hodkin - "Mara Dyer. Przemiana" - nie zaczęłam, inne książki wepchały się na przód, zajmę się nią w przyszłości

4. Jodi Picoult - "Drugie spojrzenie" - W trakcie czytania.

 

Czyli plany wypadły trochę słabo...

 

 

A LUTY WYGLĄDAŁ TAK:

 

1. Cecelia Ahern - "Love Rosie" (6/10)

 

2. Gillian Flynn - "Zaginiona dziewczyna" (3/10)

 

3. Jodi Picoult - "Drugie spojrzenie" (-/10)

 

Powiem Wam, że ostatnimi czasy nie mogę znaleźć dobrej książki, która by mnie naprawdę porwała, wciągnęła, wstrząsnęła mną, żebym nie mogła przestać o niej myśleć. Mam jakiegoś pecha książkowego ostatnio, bo najlepsza książka była co najwyżej przeciętna. Mam nadzieję, że marzec to zmieni!

 

 

Za to jestem SZALENIE zadowolona z wpisów, ponieważ udało mi się zrealizować 100% moich planów! Pojawiły się wszystkie planowane recenzje i wszystkie w terminie! :) pojawiło się 6 recenzji, jeden post z cyklu "Majka Poleca" oraz podsumowanie lutego (czyli ten wpis) :)

 

**Małe sprostowanie - jak ktoś wejdzie w post w którym opisywałam plany na luty zobaczy tam, że miała być tam recenzja "Jesteś tym którego nie pragne" ale że tej książki nie ruszyłam, to zastąpiłam ją recenzją "Zaginionej dziewczyny", ale zmiany te wprowadziłam w swoim blogerskim notesie na początku lutego i już tego się trzymałam do końca - i się udało! :)

 

 

A teraz - szykujcie się na jutro! Pierwszego Marca pojawi się wpis z moimi czytelniczymi i blogerskimi planami na marzec, a myślę, że będzie to dość ciekawe! :)

 

 

No i nie pozostało mi nic innego, jak życzyć Wam miłego dnia!

Zapraszam Was do zostawienia komentarza! :)
Trzymajcie się cieplutko! ;*

46. Zaginiona dziewczyna

46. Zaginiona dziewczyna

Witajcie mordeczki! ;*

 

Ten rok nie jest dla mnie owocny pod względem czytania. Na 6 przeczytanych książek, podobały mi się tylko dwie. Reszta tych książek to same "pomyłki"... Taj było również w wypadku "Zaginionej Dziewczyny".

 

Długo zastanawiałam się czy mam pisać dla Was recenzję tej książki, do teraz telepie mną jak o niej pomyślę. Uznałam jednak, że muszę Wam o niej opowiedzieć i koniecznie przed nią przestrzec!

 

Żona Nicka - piękna i utalentowana - Niezwykła Amy - znika. Dość szybko głównym podejrzanym zostaje Nick. Dziwnym zbiegiem okoliczności wszystkie dowody zdają się przemawiać przeciwko niemu. Nick za wszelką cenę stara się dowieść, że jest niewinny, zastanawiając się przy tym, co tak naprawdę stało się z Amy i kto nienawidzi go aż tak mocno, by chcieć go wrobić.

 

 

UWAGA! PONIŻEJ POJAWIĄ SIĘ SPOJLERY!

CZYTACIE NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ!

 

 

Wiecie z czym kojarzy mi się ThrillerKryminał? Z wartką akcją, z wątkiem tak wciągającym, że nie będę mogła się oderwać. Z wyścigami z czasem i z dynamiką, pościgami, strzelaninami, z tajemnicą, z konfrontacją...

 

 

Nie dostałam nic.

 

 

Czasem myślę, że powinnam stworzyć tutaj nową kategorię - "książki, które możnaby okroić co najmniej o połowę". "Zaginiona dziewczyna" to kolejna książka, która do tego typu należy. 

 

Poniżej podam (tylko) 3 przykłady, dlaczego ta książka jest przeze mnie znienawidzona:

 

1. Wystarczy przefarbować i przyciąć włosy, opalić się i przytyć 5 kilogramów, by nikt Cię nie rozpoznał, mimo, że wyświetlają Twoje zdjęcie 3 razy dziennie w telewizji.

 

2. Żona próbuje upozorować swoje zabójstwo i wrobić w nie męża. A robi to tylko dlatego, że ją zdradził. Rzekomo jest bardzo konsekwentna w tym co robi, zbrodnię planowała niemal na rok przed jej urzeczywistnieniem, a wystarczyło kilka wywiadów Nicka w telewizji, w których zapewniał że ją kocha i że pragnie by wróciła do domu, a Amy już pakuje manatki i do niego leci. Wariatka.

 

3. Amy wraca zabijajac przy tym niewinnego człowieka, pozorując obronę konieczną i obarcza nieboszczyka winą, za jej zaginięcie. Mimo, że jej zeznania "nie trzymają się kupy" policja nic z tym nie robi, ponieważ wcześniej "spartaczyli sprawę" podejrzewając Nicka (na co jego żona na początku liczyła). Tym samym żonka wraca do domu, a gdy Nick próbuje przekonać ją do rozwodu, ta odmawia i oznajmia, że jak będzie próbował odejść to go zniszczy, bo już o mały włos tego nie zrobiła. Nick miesiącami więc próbuje znaleźć na nią jakieś dowody, by móc wpakować ją do więzienia, aż nagle Amy zachodzi w ciażę (Nick z nią nie spał, ale wcześniej starali się o dziecko i musiał oddać próbki swojej spermy z lecznicy, gdzie Amy się później udała, zwinęła je i sama się zapłodniła). No, ale gdy Nick dowiaduje się, że będzie miał dziecko porzuca plan o znalezieniu na żonę dowodów, staje się kochającym małżonkiem, przynosi jej kiszone ogórki i masuje jej stópki, mimo iż wcześniej pragnął jej śmierci, nienawidził jej z całego serca i twierdził, że jest psychopatką i morderczynią (co jest prawdą).

 

(BONUS - bo muszę o tym wspomnieć - Amy, żeby wrobić Nicka stworzyła dziennik, który napisała na przełomie roku, ale który rzekomo zawierał 7 lat z jej życia, w którym pisze jak to on ją bije, poniża, krzyczy, popycha, ale, powiedzcie mi moi drodzy - czy nie prościej byłoby pobrać próbkę tuszu i sprawdzić, kiedy mniej więcej został napisany tekst? Dlaczego nikt przez całą książkę na to nie wpadł?!?!)

 

 

Konkludując: "Zaginiona dziewczyna" mnie:

- wynudziła

- zirytowała

- zszarpała nerwy

- wywołała uczucie niesmaku

- i obrzydzenia

- i nienawiści

- wyprowadziła z równowagi

- oburzyła

- rozczarowała 

- oraz pozostawiła po sobie chęć jak najszybszego zapomnienia o niej

 

 

MOJA OCENA

3/10

 

 

Na dzisiaj to tyle! :)

Zapraszam do zostawienia komentarza!

Miłego dnia! ;*

45. Mara Dyer. Tajemnica

45. Mara Dyer. Tajemnica

Cześć kochani!

 

 

Jestem bardzo zadowolona, bo pisanie recenzji przebiega ZGODNIE Z PLANEM! Całkowicie inaczej ma się czytanie w tym miesiącu, ale o tym wspomnę przy podsumowaniu lutego. Wiem, że w styczniu wspominałam, że recenzja Mary Dyer pojawi się dość szybko, a tu okazuje się, że dopiero teraz, ale priorytetami były dla mnie inne książki i tworząc grafik recenzji Marę umieściłam przy końcu - no i wyrobiłam się w terminie ! :)

 

"Tajemnica" jest połączeniem fantastyki i młodzieżowego horroru. Nigdy dotąd nie spotkałam się z takim gatunkiem i nie ukrywam, że jeszcze przed przeczytaniem wiązałam z nią wielkie nadzieje. Czy książka spełniła moje oczekiwania? O tym przekonacie się za chwilkę! :)

 

Mara uchodzi z życiem z wypadku, w którym zginęli wszyscy najbliżsi jej przyjaciele. Dziewczyna nie może poradzić sobie z traumą w efekcie czego rodzina podejmuje decyzję o przeprowadzce. Gdy nastolatka zamieszkuje w nowym miejscu zaczynają dziać się z nią naprawdę dziwne rzeczy...

 

Nie będę Was trzymać w niepewności - kocham tę książkę! Już od pierwszych stron owiana była tajemnicą i mocnym klimatem. Wciągnęła mnie od samego początku, pochłaniałam ją, tak jak żadnej książki dotąd w tym roku, czytałam ją po nocach, chciałam wciąż więcej i więcej, mówiłam sobie, że "tylko jeszcze jeden rozdział" w efekcie czego czytałam po pięć, zarywałam noce, a momentami czułam autentyczne ciarki na ciele przez co nocna wyprawa do toalety zamieniała się w koszmar! :D

 

Uwielbiam horrory - ale w tym gatunku niepodważalnie królują filmy. Nie było jeszcze takiej książki, która potrafiłaby mnie wystraszyć (chociaż nie! To nie do końca prawda! W wieku 12 lat czytałam "Gęsią skórkę" i autentycznie się jej bałam!:D). Mimo, że Mara Dyer do typowego horroru nie należy, to w kilku momentach potrafiła mnie naprawdę pożądnie wystraszyć, co od czasów pamiętnej "Gęsiej skórki" jeszcze mi się nie zdarzyło. :)

 

 

Do największych plusów książki należą:

- niepowtarzalny klimat

- tajemniczość

- niebanalnie wykreowana główna bohaterka

- pełnokrwiste postaci

- czcionka, która niesamowicie ułatwia czytanie

- TA OKŁADKA! <3

- groza! Ta książka naprawdę mnie wystraszyła 

- niebanalna fabuła

- szybko rozwijająca się akcja

- i to, że nie pozwoliła mi się od siebie oderwać!

 

 

PODSUMOWUJĄC: Już dawno nie czytałam tak dobrej książki! I - już dawno nie czytałam tak oryginalnej książki, Michelle Hodkin wykonała naprawdę kawał dobrej roboty i nie mogę się doczekać, aż zabiorę się za następne części!

 

 

MOJA OCENA

10/10

 

 

Ktoś z Was czytał tę książkę, bądź serię? Co możecie mi o niej powiedzieć? :) Podobała Wam się, czy jednak Wasza opinia jest odmienna od mojej? :) A i jak podobała Wam się recenzja? :)

Życzę Wam miłej niedzieli kochani! ;*

44. Cecelia Ahern - Love Rosie

44. Cecelia Ahern - Love Rosie

Cześć robaczki! ;*

 

 

Co powiecie na recenzję? ;)

 

 

WE WPISIE POJAWIĄ SIĘ SPOJLERY!
CZYTACIE NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ! :)

 

 

Zacznę od tego, że "Love Rosie" jest powieścią epistolarną - czyli składa się w całości z listów, maili, liścików i smsów. Fakt ten - bynajmniej mnie - irytował. Przeszkadzało mi to, że o wszystkich wydarzeniach dowiadywałam się po tym, jak one się już odbyły i nie mogłam bezpośrednio w nich 'uczestniczyć', dodatkowo, książka tak skonstruowana przeszkadzała mi w dokładniejszym poznaniu bohaterów.

 

Teraz może trochę o fabule - poznajemy dwójkę najlepszych przyjaciół - Rosie i Aleksa. Znamy ich od maleńkości i na tyle, na ile pozwalają nam listy - śledzimy ich życie. Już od początku nam się wydaje, że Rosie kocha Aleksa, a ten czuje coś do niej, wydaje mi się, że to nie spojler, bo w książkach tego typu jest to oczywiste - ale! - książka ma ponad 500 stron, znajduje się w niej 50 lat życia bohaterów, kochają się całe życie, ale boją się wzajemnie o tym powiedzieć, w konsekwencji Rosie ma nieślubne dziecko, małżeństwo i rozwód a Aleks dwa małżeństwa, dwa rozwody i dwójkę dzieci a w końcu dociera do nich, że może warto zaryzykować gdy są już staruszkami i większość ich życia po prostu już... minęła!

 

 

Wybaczcie, ale to nie dla mnie.

 

 

"Love Rosie" jest jedną z tych książek, którą z pięciuset stron bez problemu możnaby okroić do dwustu i spokojnie znalazłyby się w niej wszystkie najważniejsze informacje. Dodatkowo - czy nie był by dla Was irytujący fakt, że już prawie, prawie wydało się, że jedno kocha drugie, po czym w ostatnim momencie w końcu do tego nie dochodzi i ta dwójka znów męczy się w związkach bez miłości, pragnąc czego innego - i tak po dziesięć razy przez całą powieść. Bo jak i Rosie tak i Aleks boją się zniszczyć swoją "najlepszą przyjaźń"

 

 

Ale czy można mówić o kimś, że jest moim najlepszym przyjacielem, gdy nie mówi mu się tak ważnej rzeczy?

 

Jak dla mnie nie...

 

 

Na dodatek, gdy już wreszcie autorka łaskawie zaszczyciła nas przewidywanym rozwiązeniem, to raz - zbiegiem okoliczności córka Rosie też ma najlepszego przyjaciela, nie widziała się z nim kilka lat po zakończeniu szkoły i widząc się z nim znów poczuła coś do niego i to na chwilę przed tym nim Aleks i Rosie się zeszli, a dwa, gdy już dochodzi do związku głównych bohaterów to mógłby się tam znaleźć epilog ze skrótem ich wspólnego życia, jakieś "i żyli długo i szczęśliwie" - skoro to i tak romans z krwi i kości, ale nie - autorka końcy książkę w momencie, gdy Aleks przyjeżdża do Rosie, przez nieuwagę się zderzają a potem patrzą sobie w oczy. Oficjalnie ogłaszam - gorszego momentu już Ahern wybrać nie mogła!

 

 

Zawiodłam się! Bardzo ale to bardzo się zawiodłam! Liczyłam za ciepłą, wzruszającą i pełną miłości powieść a dostałam płytką, infantylną, po prostu głupią historię - zejść się dopiero na starość, zwłaszcza, gdy oboje kochali się całe życie - to chyba nie dzieje się w prawdziwym życiu, prawda?

 

 

Przepraszam za spojlery i przepraszam Wszystkich fanów, za ostre słowa, jakimi potraktowałam tę powieść. Nie chcę pod żadnym pozorem Was urazić, ale mam prawo do własnego zdania i chcę wyrazić swoje obawy dla osób, które jej nie czytały i ewentualnie ich przestrzec.

 

 

MOJA OCENA

6/10

 

 

A teraz nie pozostaje mi nic innego, jak tylko życzyć Wam miłego dnia! ;)

Zapraszam do komentowania! :)

43. Z cyklu Majka Poleca

Cześć Robaczki! :)

 

 

Dzisiaj mija 5 miesiecy od kiedy z Wami jestem! Och, jak to szybko zleciało! Dziękuję, że jesteście tu ze mną, naprawdę wiele dla mnie znaczy, że czytacie moje wypociny! :)

 

Dziś niespodzianka! Z okazji 5ciu miesięcy i jutrzejszych walentynek przygotowałam dla Was pierwszy wpis z cyklu "Majka Poleca"! - i to podwójny, także cóż, zapraszam Was niżej - zaczynamy! :)

 

 

TOP 5 KSIĄŻEK MIŁOSNYCH (zdj. nr. 2)

 

- Na miejscu piątym uplasowała się książka Mathiasa Malzieu pt. "Mechanizm Serca". Jest to przepiękna i istnie bajkowa historia o chłopcu, który ma wszczepiony zegar zamiast serca. Oryginalna i klimatyczna, idealnie nadaje się na walentynkowy okres. :)

 

- Zaraz za podium uplasowała się "Obiecaj Mi" - Richarda Paula Evansa! Wszystkie jego powieście są, rzekłabym, 'słodkie', ale ta jedna ma dla mnie szczególne znaczenie. Pokazała mi, że dla miłości jesteśmy w stanie zrobić wszystko! Płakałam jak dziecko i na pewno jeszcze kiedyś do niej wrócę (polecam fanom autora Nicholasa Sparksa)! :)

 

- Brązowy medal dla Guillaume Musso i "Wrócę po Ciebie", pozycja dla osób, które prócz historii miłosnych lubią dreszczyk emocji. Jest to wybuchowa mieszanka romansu, obyczaju, thrillera i delikatnie zaakcentowanej fantastyki. Musso jest mistrzem "Przypadków i zbiegów okoliczności", zawsze wszystko zapina na ostatni guzik i pozostawia czytelnika z burzą uczuć!

 

- Miejsce numer 2 zajmuje król historii miłosnych, a mianowicie - Nicholas Sparks ze swoją powieścią "I wciaż ją kocham". Przepiękna, czysto miłosna historia dla dusz romantycznych, która doprowadza do łez. Idealna na walentynki.

 

- Złoto niepodważalnie wędruje do "Hopeless" Colleen Hoover!!! Mimo, iż książka dla młodzieży, należy do gatunku New Adult, nadaje się dla czytelnika w każdym wieku. Niebanalna, szczera, prawdziwa, mocna, szokująca... to tylko kilka przymiotników, które idealnie pasują do tej książki. Cóż - jest niesamowita, a jej pierwsze miejsce na mojej liście jest w pełni zasłużone! (zapraszam do zapoznania się z pełną recenzją tej książki - klik)

 

 

TOP 3 KSIĄŻKI EROTYCZNE (zdj. nr. 3)

 

- Brązowy medal dla "Dziewczyny, której jedno w głowie" Abby Lee. Zabawna, erotyczna, historia, z codziennego życia, pamiętnik napisany na podstawie autentycznych wydarzeń, prawdziwa opowieść autorki, uzależnionej od seksu. Szybko się czyta i nie pozostawia w czytelniku niesmaku, polecam! :)

 

- Gina L Maxwell i jej "Edukacja Kopciuszka" Zdobywają srebro! Lubicie seks w słodkim wydaniu? Żadnych perwersyjnych rzeczy, żadnych brutalów, scen, powiedziałabym wręcz, że żałosnych? Chcecie się zrelaksować bez myśli typu "Co Ty kretynko robisz? On Ci robi taką scenę przy ludziach a potem wystarczy, żeby Cię dotknął, a Ty mu wybaczasz wszystko, i od razu leziesz się z nim pieprzyć?" to ta książka jest dla Was! Nie drażni, a dostarcza delikatnego łaskotania w brzuchu, a w dodatku jest niezwykle klimatyczna - polecam! :)

 

- No i powieść, która bezapelacyjnie i niepodważalnie zajmuje miejsce pierwsze - "Trzy oblicza pożądania" Megan Hart! Nigdy nie czytałam książki, która podziałała na mnie w ten sposób co ona (mam na myśli oczywiście książki o podłożu erotycznym), ta powieść jest mocna, odważna, niezwykle namiętna, rozbudza wszystkie zmysły, przenosi w inny świat! Polecam wszystkim - tylko przygotujcie sie na roaller coaster uczuć! :)

 

 

WSZYSTKIE KSIĄŻKI, KTÓRE POJAWIŁY SIĘ W TYM CYKLU ZOSTAŁY PRZEZE MNIE PRZECZYTANE, NIE RECENZUJĘ KSIĄŻEK, Z KTÓRYMI SIĘ NIE ZAPOZNAŁAM!

 

 

To by było tyle na dziś, koniecznie napiszcie mi jak podoba wam się pierwszy wpis z tego cyklu i na jaki temat mogłabym jeszcze zrobić "Majka Poleca" :) - jakieś święto, gatunek, autor, motyw książkowy - z chęcią przeczytam Wasze propozycje :) 

A teraz miłego dnia i udanego jutrzejszego świeta Wam życzę! :)

43. Sara Grant - Neva

43. Sara Grant - Neva

Cześć wszystkim! :)

 

 

Co  tak słabo ostatnio z Waszą aktywnością? ;c Smutno mi przez Was! Nadrabiajcie to koniecznie! : )  Dzisiaj książka czytana przeze mnie na przełomie stycznia i lutego. Mówię tu o "Nevie" Sary Grant.

 

Powieść dystopiczna? Tak, to zdecydowanie moje klimaty. Antyutopia to mój ulubiony gatunek. A "Neva" właśnie do niego należy. Czy mimo wszystko książka mi się spodobała? : )  O tym przekonacie się już za chwilę! : )

 

Nie bedę roztkliwiać się nad fabułą, o niej możecie sobie przeczytać na portalach społecznościowych i blogach, poświęconych książkom. U mnie przebłyski fabuły wyjdą w trakcie, ale przede wszystkim chciałabym się zastanowić nad plusami i minusami powieści, oraz nad moimi uczuciami względem niej.

 

Na samym początku chciałambym Was przestrzec przez rażącymi błędami językowymi, stylistycznymi i ortograficznymi. "Zjadanie" liter, a czasami nawet całych słów zdecydowanie utrudniało czytanie. Oczywiście winę za ten fakt ponoszą redaktorzy i tłumacze i to właśnie im pani Grant powinna podziękować za odjęcie jednej gwiazdki przy ocenie.

 

 

Reszta to już niestety wina autorki...

(uwaga, mogą pojawić się spojlery!)

 

 

* Wyobraźcie sobie książkę, w której główna bohaterka żyje w kraju (o ile to w ogóle był kraj), który jest odcięty od świata wielką kopułą, która poraża prądem przy najmniejszej styczności. Cała historia obraca się wokół wyjścia z pod niej, jest myślenie, zastanawianie się, główkowanie, a potem - wyjście okazuje się banalnie proste i można było to zrobić o wiele wcześniej! - odejmuję za to drugą gwiazdkę!

 

* Ojciec Nevy jest w tej powieści kimś w rodzaju ministra historii. Rodzina Nevy wywodzi się bezpośrednio od założycieli kopuły, co zapewnia im wysoki status społeczny. Przez całą powieść ojciec jest zatwardziałym przeciwnikiem otwarcia bądź zlikwidowania kopuły. Karci Nevę, trzyma ją pod kloszem, by mieć na nią oko, ogranicza ją, po czym na końcu powieści pomaga jej uciec! - trzecia gwiazdka odjęta!

 

* Neva ma przyjaciółkę - Sannę. Sanna - chłopaka. Tyle że Neva i chłopak jej przyjaciółki są w sobie "Zakochani". przy czym ma miejsce taka sytuacja: Neva i chłopak całują się. Przyłapuje ich Sanna i ucieka. Neva biegnie za nią, a chłopak nie. Dogania ją i prosi, by dała swojemu chłopakowi drugą szansę, Sanna na to odpowiada, że oczywiście to zrobi, bo go kocha. Gdy Neva pyta czy i jej da drugą szansę, ta odpowiada, że nie, i nie chce jej już więcej widzieć! Zostawia Neve i idzie dalej. Do Nevy podjeżdża chłopak Sanny - motorem. Dziewczyna mówi mu, by pojechał walczyć o dziewczynę, co on bez mrugnięcia okiem oczynił. Gdy Neva się obraca widzi jak Sanna wsiada na motor, przytula chłopaka i odjeżdżają! (czy ktoś może mi powiedzieć gdzie tu jakakolwiek logika i kto podsunął autorce tak beznadziejną sytuację?!) - odejmuję czwartą gwiazdkę! (choć za tę scenę powinnam odjąć ze dwie!)

 

* To już ostatnia sytuacja, za którą odejmuję piątą gwiazdkę, a jest to brak pociągnięcia wszystkich możliwych wątków. Neva wychodzi z kopuły sama - bez przyjaciółki, chłopaka, rodziny, kończy się w chwili gdy wychodzi do tłumu znajdującego się po drugiej stronie. Nie ma żadnego rozwinięcia co stało się z jej rodzinom, przyjaciółką, chłopakiem swoim i Sanny, a nawet co się stało z nią samą! Dodatkowo historia urywa się w najmniej odpowiednim momencie, przydałby się jej co najmniej jeden dodatkowy rozdział. Po zakończeniu czułam niesamowite rozczarowanie. Miałam nadzieję, że chociaż końcówa nadrobi za marny początek i rozwinięcie - widocznie się myliłam. ;c

 

 

A teraz może tak dla odmiany plusy?

* Krótkie rozdziały

* Czcionka ułatwiająca czytanie

* Ładna oprawa graficzna

* Oryginalne imiona bohaterów

* Ciekawy POMYSŁ na powieść

(niestety nie zrealizowany)

 

 

PODSUMOWUJĄC: Grant pomysł miała, ale na tym się skończyło. Ta książka to jakieś nieporozumienie! Krew mnie zalewa na myśl, ile cudownych książek nie zostało wydanych na polskim rynku, a ktoś poblikuje te szmiry (bez urazy dla Wszystkich, którym ta powieść się podobała!). Autorce zabrakło wszystkiego, prócz ogólnego zarysu. Nie miała pomysłu na rozwinięcie fabuły i pociągnięcie akcji. Nawet na postaci nie miała pomysłu! Były one papierowe i bezbarwne. Główna bohaterka równie dobrze mogłaby dla mnie być Kucykiem Pony - to i tak nic by nie zmieniło. Pani Grant, niech pani już nie pisze, bo - przepraszam, ale - nie ma pani talentu. NIE POLECAM!!!

 

 

MOJA OCENA

5/10

 

 

Myślę, że to by było na tyle,

zapraszam do zostawienia komentarza! :)

Miłego dnia! ;*

42. After 2 - Anna Todd

Cześć robaczki! :)

 

Jak widzicie, dodaję recenzję jednej książki a zdjęcia do niej aż 3! Niestety tak to jest, jak się nie wie, które zdjęcie wybrać (zastanawiałam się między pierwszym i drugim, a trzecie dodaję, bo fotorelacja musi mieć minimum 3, żeby została utworzona :))

 

Pare miesięcy temu, robiłam dla Was recenzję pierwszej części z serii After - "Płomień pod moją skórą" (dla przypomnienia - recenzja - KLIK), a dziś mam zamiar napisać Wam, co sądzę o drugim tomie tej popularnej, mającej swoje początki w internecie, słodko-gorzkiej serii! :)

 

Nie będe przytaczać Wam opisu powieści, bo są to dalsze losy Hardina i Tessy, już po burzliwym wydarzeniu, które kończy pierwszą część. Jak się pewnie spodziewacie,bohaterowie koniec końców i tak do siebie wracają (bo gdyby zakończyli ten związek bezpowrotnie, nie byłoby dalszych części - więc to trochę taki spojler sam w sobie).

 

Ogólnie rzecz biorąc, bohaterowie to schodzą się, to rozchodzą, co momentami bywa nawet lekko irytujące, ale niech mnie diabli wezmą, jeśli ta książka nie wciaga bez reszty! Anna Todd ma albo duże doświadczenie, albo naprawdę wybujałą wyobraźnię, bo była w stanie stworzyć miliony scen, pretekstów i powodów, dla których ta dwójka mogłaby (i robi to!) się pokłócić! Mimo powtarzajacego się schematu kłótni i powrotów, na każdym kroku dostajemy coś nowego, a sprawia to, że powieść wciaga się jednym tchem.

 

Nie jest to powieść skomplikowana. Nie trzeba nad nią myśleć, nie zmusza ona do zbyt wielu refleksji, dzieki czemu przyjmuję się ją przyjemnie. Jest fajną odskocznią od ciężkich i skomplikowanych fabuł. Dodatkowo zbudowana była w sposób, który lubię najbardziej - a mianowicie! - ma bardzo krótkie rozdziały! W tej części znalazło się ich ponad 120! :) 

 

Dodatkowym elementem jaki wprowadziła Anna Todd do tej części jest opowieść z perspektywy dwóch postaci. O ile w pierwszej przemawiała sama Tessa, o tyle tutaj możemy poznać sposób myślenia Hardina.

 

Mimo, że fabuła to zagmatwane i poplątane życie dwójki zakochanych w sobie młodych ludzi to jednak widzimy przełomy, które każą nam odczuć, że historia zmierza dalej, a nie, że kręcimy się w kółko. Hardin się zmienia - jak na razie na lepsze i w końcu z Tessą doszli do wniosku, że nie warto się tak cały czas schodzić i rozchodzić i w końcu postanowili, że chcą być razem i już! (i oby to się utrzymało!)

 

Końcówka zaś jest wprowadzeniem co najmniej do dwóch nowych problemów, jakie Hardin i Tessa napotkają na swojej drodze w drugiej części (już się boję!).

 

Podsumowując: Działo się duuuuużo! Nie nudziłam się ani trochę. Schemat rozstań i powrotów w moim odczuciu nie był wcale taki znów irytujący. Najbardziej zaś drażnił mnie fakt, że Tessa wybaczała Hardinowi okropne rzeczy, robiąc mu awantury i fochy życia o prymitywy i głupoty. Ale cóż, nikt nie zrozumie kobiet - nawet one same! :) 

 

Krótkie rozdziały, ciekawa fabuła, postęp, lekkość i płynność czytania - to między innymi sprawiło, że drugą część After czytało mi się niezwykle przyjemnie! Podobało mi się wszystko a zakończenie pozostawiło niedosyt, który mam zamiar w najbliższym czasie uzupełnić. Zachęcam Was do jej przeczytania, bo mi ona naprawdę bardzo się podobała! :)

 

 

MOJA OCENA

10/10

 

 

To by było tyle na dzisiaj!

Piszcie w komentarzach jak podobała Wam się recenzja i co myślicie o książce (jeśli czytaliście) i czy macie ją w planach (jeśli nie czytaliście) możecie też zadawać mi pytania lub pozostawić własne refleksje! :)

Życzę miłego i zaczytanego dnia! ;*

41. Pods.stycz & plany.na.lu

Cześć kochani ! <3

 

Coś słabo z moimi wpisami ostatnio, prawda? Cóż, jednak klasa maturalna robi swoje. ;( Wiem, że to słaba wymówka, niestety, prawdziwa... ;c

 

Dziś łączę ze sobą dwa wpisy - podsumowanie stycznia, które miałam zrobić wczoraj i plany na luty, który planowany był na dziś. (wpis ten będzie widniał w kategorii "W planach")

 

Zaczynamy od podsumowania:

 

W styczniu przeczytałam wszystkie książki, jakie sobie zaplanowałam, a były to:

 

1. Carol Rifka Brunt - "Powiedz wilkom, że jestem w domu"

2. Anna Todd - "After. Już nie wiem kim bez ciebie jestem"

3. Michelle Hodkin - "Mara Dyer. Tajemnica"

 

Dodatkowo zaczęłam czwatą książkę, a jest to "Neva" Sary Grant (na zdjeciu nr. 3 przedstawiony jest jej środek, w miejscu w którym aktualnie jestem.) Ta książka, z racji tego, że czytana jest na przełomie stycznia i lutego, więc nie będzie należała ani do stycznia, ani do lutego :)

 

Jeżeli chodzi o wpisy, to było gorzej, bo zrealizowałam tylko 5 z planowanych ośmiu.

Nie pojawiły się:

- Recenzja "After" Anny Todd

- Recenzja "Mary Dyer" Michelle Hodkin

- Podsumowanie stycznia (osobny wpis)

 

Jednak obiecuję, że recenzje nadrobię w lutym! :)

 

A teraz plany na luty!

 

Książki które planuję przeczytać w lutym przedstawione są na drugiej fotografii i będę je czytać dokładnie w tej kolejności:

 

1. Cecelia Ahern - "Love, Rosie"

2. Alexandra Potter - "Jesteś tym, którego (nie) pragnę"

3. Jodi Picoult - "Drugie spojrzenie"

4. Michelle Hodkin - "Mara Dyer. Przemiana"

 

W lutym trochę tematycznie, ponieważ ten miesiąc słynie ze święta zakochanych, ja czytam: dwie książki o miłości, książkę ukochanego autora (Picoult) i tom ukochanej serii (Mara Dyer). :)

 

A jeżeli chodzi o wpisy to planuję:

 

1. Recenzja "After" Anny Todd z poprzedniego miesiąca

2. Recenzja 1 cz. "Mary Dyer" z poprzedniego miesiąca

3. Recenzja "Love Rosie" Cecelii Ahern

4. Recenzja "Jesteś tym, którego (nie) pragnę" Alexandry Potter

5. Recenzja "Neva" Sary Grant

6. Pierwszy wpis z cyklu "Majka Poleca" na kolejną miesięcznicę bloga (13.02) więcej informacji nie udzielę, żebyście mieli niespodziankę! :)

7. Podsumowanie lutego 

 

Mimo, że na luty zaplanowałam tylko cztery książki, to zrecenzować mam zamiar tylko dwie pierwsze, ponieważ: po 1) nie wiem, czy wyrobię się z przeczytaniem ich wszystkich, po 2) wolę Wam nie obiecać, a zrecenzować więcej niż jest w planach :)

 

A Wam jak poszedł styczeń? Jesteście zadowoleni ze swoich czytelniczych wyników? :) I jakie macie plany na luty? :) dzielcie się nimi ze mna w komentarzach! :)

 

 

Tymczasem, to by było na tyle, życzę Wam miłego dnia! ;*