photoblog.pl
Załóż konto
Dodane 11 CZERWCA 2024
69
Dodano: 11 CZERWCA 2024

rzeczywistość i marzenia

 

 

Tej- co się dzisiaj dotknąć strun ośmiela 

nie powiem: przestań, jako niegdyś owi

Odpychający od stóp Zbawiciela 

Dzieciątka bardzo przyjemne Mistrzowi-

Ale jej powiem: "W trzeźwej trwaj mierności

I chroń się od Mistrzów-wielkich, co dziś nucą,

Bo oni klątwe swej wybujałości 

Na twoje młode ramiona zarzucą 

I, zamiast tobie dać błogosławieństwo,

Przytulić słowem i ogrzać wyznaniem,

Oni ci laurów swych dadzą przekleństwo 

Strzeż się ich-ciesz się lepiej urąganiem

I módl się za szkielety ogromne,

Białej jak papier-jak próchniałość

skromne!

 

Ja może umrę tu-od was daleko 

(a ludzie ciało sprzedadzą praktyczni

na eksperyment, wiadomości mleko),

Przeto, co mówię, nie mówię jak liczni..

Lecz może mówię już jak dzisiaj rzadki

Ptak, i sprzedany, i wsadzon do klatki,

I z wykłutymi dlatego oczyma,

By śpiewał wiosnę, gdy dokoła zima!

 

O!...strzeż się przeto Mistrzów tego wieku,

Bo pacholęta bose sto-tysięcy

Raz więcej niż oni wiedzą o człowieku,

I milszy Bogu ich błąd niemowlęcy...

I bogdaj wejrzał na to sprawiedliwy

On, krzyżowany wciąż-On, w Górze, Żywy...

I bogdaj wejrzał, niż na wszystko świeże

I czyste-wszystko, co zna jeszcze "wierzę",

Pandory nocna się rozleje czara,

By na pięć minut zawył smok..."Gdzie wiara?!"

 

Ale ci powiem zawczasu to słowo

(które nie czytaj jak zagadkę rymową),

Które pamiętaj na dni one ciemne,

Bolesne-dobrze zapamiętaj sobie-

To słowo z wielu przyjemnych przyjemne,

Że skoro wróci On o swojej dobie,

Nie da jeść sługom wpierw, aż obiad sprawią,

A potem misy i oni postawią...

 

Więc-choćby takie się podniosły męty,

Co na szczyt masztów miecą ślinę burzy

I szerokimi miotają okręty,

Jak wiotkim listkiem szamoce wiatr duży-

Ty-zasłoń oczy na rozpaczne głębie,

I ciągle sercem w chmury patrz gołębie,

I ciągle śpiewaj: "Pokój Boskiej głowie,

Co tam z rybackich sieci ma wezgłowie,

I ot na morskiej zasnęła przestrzeni-

Bo lis ma jamę pod każdym z kamieni,

Bo wąż ma piersi, co go grzeją skrycie,

Bo każde inne ma przytułek-życie!

 

Więc choćby gromy ci spaliły włosy,

A piana w ustach miotała bluźnierstwo,

Ty pozwól spocząć Bogu, jak niebiosy,

Co swoje przy Nim spełniają żołnierstwo,

A On ocuci się, i choćby z ciebie

Została resztka jak owcy zjedzonej-

On weźmie nową ciała garstkę w niebie 

I odetworzy cię, lirę i strony,

I serce-wszystko na nowo ocali

I burzom zstąpić każe na dno fali.

 

A ja tu umrę może jeszcze pierwej

(Bom ja bezstronnie służył i za wielu,

Więc mi nie wolno już rzec: "Przyjacielu".

-Zresztą, kto ciało ma-ciałem, kto nerwy-

Nerwami, myśl kto ma, to myśli kwotą

Musi opłacić czynsz, lub kopać złoto...

-Bodajby duszy w końcu nie żądano...

Przeto dla nowej śpiewaczki to czynię,

Czego mnie pierwej na drogę nie dano,

Mnie, stu laurowych ojców mdłej dziecinie...

Zarejestruj się teraz, aby skomentować wpis użytkownika locomotiv.