Photoblog.pl

Załóż konto

Kal Ho Naa Ho 

2020/08/09   

Ucieczka

« następne   poprzednie »
Ucieczka

Może nie jestem w najlepszej kondycji, aby to pisać, no ale mam dwie opcje: albo nie pisać, albo pisać w takim nastroju... Jako że już doskonale wiem, że w życiu preferuję pokonywanie trudności, niż uciekanie od nich, no to spróbuję to napisać teraz... Uciekanie od rzeczywistości jest przyczyną wielu problemów i bierze się z tego, że lubimy iść na łatwiznę, jesteśmy leniwi. Mamy w życiu taką piękną zdolność, jaką jest korzystanie z wyobraźni jak   coś nam nie pasuje w "rzeczywistości ziemskiej", złożonej z tego wszystkiego co możemy dotknąć, no to możemy "uciec do głowy". W tej głowie możemy produkować różne scenariusze, jakie nam odpowiadają to jest ta łatwa, leniwa wersja. Można się w tej fikcyjnej rzeczywistości tak "zakopać", że pomyśli się, że jest prawdziwa tylko, że nie jest, mimo że taka się wydaje. Trzeba zatem wrócić z powrotem "na ziemię". Problem jednak tkwi w tym, że jak już się "okopiemy w tej kołderce wyobraźni", to powrót do rzeczywistości może być trudny, bo tutaj czekają wszystkie te problemy do rozwiązania, które zostawiliśmy w pogoni za ułudnym szczęściem. No ale to nie znaczy, że nie warto tego robić bardzo warto! Może być też tak, że przychodzimy na ten świat, patrzymy boom, nie jesteśmy na nim akceptowani, coś tutaj nie gra& Hallo, hallo miało być tak pięknie, a nie jest& Ktoś nas nie lubi, ktoś nas dręczy, ktoś nas nie kocha, ktoś nas odrzucił, ktoś nas skrzywdził, a my nic nie zrobiliśmy złego. No to boom! Uciekamy od rzeczywistości "w głowę" "okrywamy się kołderką", jest cieplutko, problemy nie istnieją... Tylko, że one cały czas istnieją, my doskonale o tym wiemy, ale uwielbiamy się okłamywać, uwielbiamy żyć w kłamstwie.

 

Tak więc wychodzi na to, że nasza wyobraźnia jest fantastycznym narzędziem, bo możemy sobie różne rzeczy tworzyć, wyobrażać. Możemy też wykreować zupełnie nową, alternatywną rzeczywistość, w której będziemy się poruszać, mimo że w tym samym czasie będziemy chodzić po prawdziwej ziemi, rozmawiać z autentycznymi ludźmi. Kiedy ktoś będzie chciał nas "wyrwać" z tej fikcyjnej rzeczywistości, to będziemy się starali taką osobę "pogryźć". Będziemy tak komfortowo się czuli w tej naszej "fortecy kłamstwa", że wyciągniętą, pomocną dłoń zinterpretujemy, jako podniesioną dłoń, która chce nas zranić, zabić, wyrwać z tej naszej "kołderki". To tak jakby ktoś był obudowany cegłami zbudował sobie okrąg z cegieł, walec, siedział w nim i miał wybitą jedną cegiełkę, żeby patrzeć na świat. Dostępu do takiej osoby nie ma, ale ona widzi otaczającą ją rzeczywistość, obserwuje ją, jednocześnie bojąc się kolejnego zranienia. Te cegły mają ją chronić i jak ktoś postara się na siłę je pozabierać, to taka schowana osoba w panice zaatakuje zacznie "strzelać z łuku" do człowieka, który burzy jej fortecę. W efekcie zbuduje jeszcze większy mur z  cegieł, bo zda sobie sprawę, że ten, który był nie wystarcza. Na to życie w kłamstwie, tj. życie w wyobrażeniu rzeczywistości, w azjatyckiej kulturze mówi się "maya", czyli ułuda, fikcja, kłamstwo.

 

Jest taka historyjka, w której jest uczeń i mistrz. Uczeń pyta mistrza, "mistrzu, słuchaj no, co to jest ta maya? Słyszałem, czytałem różne rzeczy&Powiedz mi mistrzu". Na to ten mówi, "no maya to jest taka rzecz, że żyjesz". W międzyczasie uczeń słuchał i zauważył piękną dziewczynę, patrzy na nią, podchodzi do niej, zagaduje do niej. Ona, "super fajny chłopak jesteś", więc idzie za nią, pobierają się, robią sobie dziecko i tak żyją długo i szczęśliwie, i nagle... Uczeń dostaje po mordzie od mistrza! Uczeń pyta, "za co to?!", a mistrz mówi, że to jest właśnie "maya", czyli nieskupianie się na tym co jest tu i teraz. Tak jak ja patrzę na laptop teraz i piszę, skupiam się na tym, że palę papierosa, czyli na życiu tu i teraz, a nie na potem, albo wcześniej& Przykład ktoś mnie skrzywdził i nie mogę mu wybaczyć. Następuje próba rekonstrukcji siebie z tych krzywd uznaję, że aby zrozumieć kim jestem muszę zrozumieć krzywdy, które zostały mi zadane. Póki nie zrozumiem kim tak naprawdę jestem, albo nie zaakceptuję kim jestem, jestem w stanie akceptować tylko przyszłą wersję siebie. W tym "rozjeździe" jest trudno żyć, choć można. Myślę, że sporo ludzi może mieć przed śmiercią, albo w tragicznych wydarzeniach swojego życia (czyli podczas jakiś wypadków, lub gdy otrą się o śmierć) taką refleksję, że rozumieją co robili źle. Wtedy mówią sobie, "ja pierdziele, ja nigdy nie żyłem rozmyślałem, szukałem siebie, takie tam...". To jest bardzo ciekawe, że można "żyć, a nie żyć", że można prowadzić życie, a myślami być zupełnie gdzieś indziej.

 

Pamiętam, jak przywoływali nas w szkole do klasy wiecie, siedzimy, nauczyciel coś gada, i nagle mówi "Klimczak, gdzie tak błądzisz myślami, bo ciałem jesteś, a duchem jesteś gdzieś indziej?". O to mi właśnie chodziło pisząc, że ciałem jesteś, a gdzieś jesteś zatopiony w tych myślach, że cię tam nie ma, gdzieś indziej jesteś. Jak człowiek sobie jest tam gdzieś indziej może być coś z tego dobrego, bo przyniesie jakąś historię ze swojej wyobraźni, coś "wyskrobie", jakąś sztukę namaluje z tych odmętów swojej głowy, duszy, czy wnętrza tego zamknięcia się w sobie. Tam się dzieje dużo ciekawych rzeczy, więc to nie jest tak, że tam jest totalne bagno. My tam uciekamy tak naprawdę nie dlatego, że tego nie lubimy, nie... my to lubimy. Lubimy uciekać do głowy, bo tam jesteśmy w stanie kontrolować wszystko. Tam rzeczywistość dzieje się według naszych zasad. To my jej nadajemy kształt, my ją tworzymy. Kiedy coś nam się dzieje przykrego, to możemy w naszej głowie to tak obrócić, że zdaje nam się, że to nie było nic przykrego, ba, to było dobre, to było fajne nawet& Więc tracimy tu kontakt z rzeczywistością i przez jakiś czas to działa, bo tak to jest, że działa to przez chwilę. Tylko potem pojawia się takie podskórne poczucie, że jednak coś tutaj nie gra, że niby prowadzę to życie, ale tak naprawdę coś tutaj nie gra. Żyjąc w tym kłamstwie możemy mieć pretensje do ludzi, że nie widzą autentycznej wersji nas. Paradoksalnie w obawie przed odrzuceniem "chowamy się do środka" i "chowamy tego prawdziwego siebie w środku", a na zewnątrz prezentujemy ludziom tę wersję, którą od nas chcą, której od nas oczekują, nie tą prawdziwą, którą "dusimy w sobie", tylko taką, którą zaakceptują. Na oko może to być taka dostosowawcza wersja. Właśnie w obawie przed odrzuceniem dajemy sztuczną wersję siebie taką, którą inni chcą widzieć. A kiedy nikt nie słyszy mówimy sobie, "okey, spoko wersja siebie, ale w środku czuję się jak mała dziewczynka, zamknięta w olbrzymim pokoju czyli samotnie". Możemy mieć nawet pretensje do ludzi, że nie widzą nas takimi, jakimi jesteśmy naprawdę. Czyli dajemy im wydumaną wersję siebie, a potem mamy do nich żal, że nie widzą nas prawdziwymi. Czasem próbujemy im pokazać autentycznych siebie, a oni to odrzucają, nie chcą tego. To co dla mnie było pomocne, to słowa od dziadka. Powiedział, że ja wcale nie muszę podobać się innym, bo to nie ludziom mam się podobać, tylko sobie, bo to ja znam siebie najlepiej i to ja wiem co dla mnie jest dobre, a nie ludzie co mają pokrętną wersję rzeczywistości i chcą na mnie ją wywrzeć. Tak sobie myślę, że my sobie za bardzo przeszkadzamy, jako ludzie, że za bardzo na siebie wpływamy, za bardzo wymagamy od siebie nawzajem bycia takimi jakimi chcielibyśmy kogoś zobaczyć, a nie takimi jak te osoby są, za bardzo zmieniamy siebie a nie akceptujemy tego, że ludzie są jacy są.

 

 

"Kto nie wie, dokąd zmierza, nigdy nigdzie nie dojdzie. ..."

Brak komentarzy

Najnowsze wpisy

Ucieczka

09/08/2020 21:07:29

Twój uśmiech jest moim ulubionym

14/04/2019 19:50:36

On

20/01/2019 12:05:45

PA

08/01/2019 20:51:57

Jest damą lecz silniejszą od asa

25/11/2018 13:25:12

Rumianek

21/07/2018 21:26:43

N

09/07/2018 21:22:39

C

06/07/2018 0:14:14

Wszystkie wpisy