Photoblog.pl

Załóż konto
Dodane 14 MAJA 2018
Wyświetleń: 289

 

To jest bardzo ciekawa rzecz. Przeglądałam na facebooku, tak z głupia frant, starych znajomych. Ludzi, wokół których kręciła się kiedyś moja egzystencja. Ludzi, bez których nie wyobrażałam sobie rzeczywistości, ludzi, którymi chciałam być, ludzi, których wykorzystywałam, aby poczuć się lepiej z samą sobą. I nie czułam nic. Zupełnie. Te dziecinne relacje rozpadły się, zniknęły, nie przetrwały ani próby czasu, ani próby odległości, ani właściwie żadnej próby. W międzyczasie zmieniłam się, w moim życiu działy się nieopisane rzeczy, przeszłam przez góry i doliny. Koniec końców nauczyłam się trzymać sztamę z sobą samą. I osiągnęłam pewne wewnętrzne zen. Gdyby ktoś mi powiedział 10 lat temu, że będę patrzeć na twarze osób, które uważałam za przyjaciół i nie poczuję nic, ani smutku, ani radości, ani nostalgii, gdyby ktoś rzekł - oni znikną kiedyś, ale świat się nie skończy, będziesz żyć dalej i to szczęśliwie, na twojej drodze będą pojawiać się raz po raz nowe miejsca i ludzie - powiedziałabym, że bzdura. A jednak. Przeglądam i przeglądam, pojawia się jedna twarz, która niesie ze sobą ładunek emocjonalny. Jedna, jedyna osoba z mojej przeszłości, spośród tylu różnych. Patrzę na to zdjęcie i momentalnie czuję słońce na skórze, delikatny wiatr, dźwięk przejeżdżających po moście pociągów. Nikt więcej. Raptem jedna osoba, która zdołała pozostawić po sobie coś. Ciekawa rzecz.

 

 

https://www.youtube.com/watch?v=0IdSKGRah0Y&list=RDGMEMQ1dJ7wXfLlqCjwV0xfSNbAVM0IdSKGRah0Y&index=0