>
Czasem czuję się dokładnie jak on na tym zdjęciu. Jakbym prowadziła cudze życie, które nikogo nie obchodzi. W milczeniu, z twarzą bez wyrazu, żeby nikt nie zobaczył, że zaraz się rozpadnę (a nawet jakby zobaczył to nikogo to nie obejdzie). Świat wokół niby normalny (ktoś dzwoni, ktoś się śmieje, ktoś biegnie po kawę) a ja siedzę w środku i jadę dalej, bo nie ma dokąd się zatrzymać. Mam wrażenie, że już nie mogę, e jestem na skraju, tuż, tuż, już-już... a potem się rozpadnę i nawet nie będzie już czego zbierać. Nie jestem w stanie już rozmawiać z ludźmi. Nie potrafię współczuć ich problemom, że och, ktoś wykupił ostatnią sztukę wyparzonych butów. Nie potrafię. Czasami myślę, że niektórzy robią to specjalnie, bo przecież wiedzą, przez co przechodzę, ale mają to gdzieś. Więc dlaczego mnie mają obchodzić te zasrane buty? Albo to, czy lepsza jest srebrna czy złota sukienka. Nie mam już w sobie przestrzeni na takie rozmowy. Nie mam siły udawać, że to normalny dzień.
Czasem myślę, że to właśnie tak wygląda dno. Nie krzyk, nie łzy, tylko cisza i obojętność. Taki moment, w którym nawet współczucie do innych się wypaliło, ale jadę dalej, bo chyba tak trzeba.
popierdoli mnie
destruoida
W pewnym momencie po prostu przestajesz udawać, że obchodzi cię cokolwiek, szczególnie te cudze bzdury. I myślę, że to wcale nie jest złe, tylko potrzebne.
beantisocial
Ja czasem się zastanawiam czy można jeszcze z tego wrócić, i znów rozmawiać o wyprzedażach i sukienkach.. chyba nie
idgaf94
Tak, mam się jak pączek w masełko tyle że w środku to masło już dawno się przypaliło. Inni zdjęcia: 5.12.25 rena1ch4n1676 akcentova... closedworld17... maxima24:) dorcia2700... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24