Photoblog.pl

Załóż konto

 

2019/04/23   

 

« następne   poprzednie »

(ciąg dalszy notki poprzedniej)

 

Rano zrobiłam zakupy w Żabce. No i poczułam znowu jedno z najbardziej ekscytujących uczuć na świecie <3 Nie kończyć, tylko ruszać dalej. Tak.

No to ruszyłam. Pozamarzałam, aż założyłam rękawiczki. Zrobiłam obczajkę na następny dzień. Dotarłam. Pani, ja sobie posłuchałem, to piękne ballady są. Dziękuję, miłego dnia. Idę. Te około trzydzieści procent szans. Rozglądam się w poszukiwaniu tego jednego auta. Nie ma. Co oznacza, że szanse drastycznie spadają. Aczkolwiek nie do zera. Nadzieja umiera ostatnia. Ruszam, ogarniam formalności. Pierwsze co rzuca mi się w oczy, to oczywiście czarna kanapa i fotele haha. Wyobraźnia szaleje. Idę po schodach, mijam stół bilardowy i kieruję się na prawe skrzydło. Włączam tv, dociera do mnie, że z kasą jestem na styk. Wysypuję to co mam w portfelu i przeliczam każdą dziesięciogroszówkę na podłodze. Okazuje się, że mam tylko kilka groszy ponad to co potrzebne. Źle. Zjadam bułkę siedząc na łóżku, przeglądam internet, piję wodę, myję włosy. Nasłuchuję, tak na wszelki wypadek. Słyszę, jak ktoś śpiewa "sto lat", ale tłumaczę sobie, że to pewnie wynik uroczystości z dołu. Czas mija, ja przygotowuję się do wyjścia, słuchając mojej tradycyjnej już playlisty. Śpiewam, pełna optymizmu. W międzyczasie wypijam piwo i dzwonię po taksówkę. I teraz uwaga. Oto ja, wyrobiona, ładnie ubrana, ładnie uczesana, wypachniona, uśmiechnięta, schodzę po schodach na dół. I kiedy zostaje mi kilka ostatnich stopni, widzę.. Ojaciępierdolęokurwajapierdolęjegomać. Nie wierzę. Powoli pokonuję ostatnie schody, robię kilka kroków. Zatrzymuję się i zginam się w pół. Odwraca się w moją stronę. Człowiek Herbata. Na skórzanym, czarnym fotelu. Plus ... obok fotela. Widok jak marzenie. NO NIE WIERZĘ. CZEŚĆ. Weź tą rękę. Przytulas. Właśnie idę.. MOŻESZ JECHAĆ Z NAMI. Prawie mdleję, ale udaje mi się powstrzymać od histerycznego kwiku i odpowiadam, że już czeka na mnie taksówka. TO CO, DO ZOBACZENIA. W drzwiach mijam jeszcze jedną osobę, jakby było mało. DZIEŃ DOBRY. Wsiadam do taksówki, jedziemy pod bankomat i na miejsce. Taksówkarz mnie zagaduje, a ja odpowiadam zdawkowo i napieprzam wiadomościami do N. i Pani B. Nie wierzę w to, co się dzieje. Docieram na miejsce. Witam się z A. Mam niecałą godzinę i siadam z Tyskim w ręce. Jakiś Pan wita się ze mną, po czym orientuję się, że to on kilka dni wcześniej udzielał mi informacji na priv. WCZEŚNIEJ NIE WIEDZIAŁEM, ŻE PANI JEST TAKA ŁADNA. Kończę piwko pokwikując sobie pod nosem, piję wodę i rozmawiam z przemiłą Panią. Sama nawet proponuje mi, że może mnie później podwieźć. Dziękuję, a gdy na mnie już czas, ruszam i zajmuję miejsce na fotelu. Śmieję się sama do siebie. Jak to możliwe, że znowu.. Coś pięknego. Podchodzę bliżej. To jest życie. Pragnę zatrzymać czas. Osiągam kolejne orgazmy słuchowo-wzrokowe i w duchu dziękuję komuś, kto stworzył wkładki higieniczne. Jest pięknie. Robię zdjęcie miłej parze, rysuję pani na ręce to o co mnie poprosiła. Czas leci nieubłaganie. Patrzę w tę piękną, demoniczną twarz i aż żałuję czasu na mruganie. Rozpływam się.

Lecę na szybkie piwo, ale końcówkę i tak oddaję jakiemuś Panu na zewnątrz. Napis; tym razem Do more of what you love. Idę po kurtkę, żeby czasem niczego nie przegapić. Wszystko ładnie pięknie. Gadam z kolejną osobą. Petycja. Oj, bo mi tak zależy na.. TO CHODŹ. I jeszcze zostaję przeproszona za to, że muszę tam zostać xD Najpiękniejsza sytuacja ever xD I praktycznie dejavu z poprzedniego dnia. Tak sobie stoję i tak sobie nie wierzę. I ponownie zajmuję najbardziej odpowiednie miejsce. Próbuję sobie przypomnieć te wszystkie teksty, które zapisywałam jako idealne tematy. Ale nic nie przechodzi mi przez gardło. Cieszę się jak pojeb*na. I nagle w przypływie odwagi i jednocześnie strachu, że nie wykorzystam jakieś szansy, zadaję pewne pytanie. Aż zaskakuję tym samą siebie. I co słyszę w odpowiedzi ? TAK. Ojaciępierdolętrzymajciemnie. Gdy Herbata wychodzi, śmieszkuję z łącznikiem, PRZECIEŻ WCZORAJ MNIE UCZYŁAŚ, no to jestem z Ciebie dumna, A CZEMU CHCESZ.., bo kolekcjonuję. Zaproszenie na żurek. Obfotografowanie wszystkiego dookoła <3 Ta rozjeb*na kurtka, no prawie jak moja xD Zbieram rzeczy Herbaty. Tę kurtkę, bluzę, plecak. Trzymam to wszystko w rękach, gdy właśnie wraca. Przekazuję mu, on dziękuje. Kierujemy się do wyjścia. A ... nie bierzesz ? Haha. A RACJA xD Szwędanie się i nie spuszczanie z oczu. NASZA KRAINA. JEDYNE CZEGO TERAZ POTRZEBUJĘ, TO CIEPEŁKO POD KOŁDRĄ. TA DZIOŁSZKA POJEDZIE Z NAMI. Wewnętrzny kwik. Ale na pewno ? Tutaj ? Na pewno ? Epickie rozsunięcie drzwi. Jak do bram jeba*ego snu <3 Siadam, po chwili ruszamy. Kur*a, co się właśnie dzieje. Próbuję zachowywać się normalnie, jakby nigdy nic. Ale bojąc się, że ledwo otworzę usta, wydobędzie się z nich kwik, jęk albo nie wiadomo co, wolę nie ryzykować i nie odzywam się wcale. Raz. Raz powiedziałam tylko "w lewo". Chociaż nie wiem, czy było ono słyszalne. I ten śmiech. Ten śmiech, który jest aktualnie jednym z moich ulubionych dźwięków. Boże. Ten dźwięk. Ten widok. Ja pier*olę. Chciałam po raz już kolejny zatrzymać czas. Droga minęła niestety drastycznie szybko. Wysiadamy. Herbata prosi A. o dychę. Po chwili stwierdza, że jednak dwie i mówi, że idzie po żelki. Ej.. ale ja chcę.. ! JUTRO.. . Paa ! No to mówię sobie taki ch*j, że jutro akurat trafimy o tej samej godzinie. Idę na górę. Zostawiam taktycznie otwarte drzwi. Podsłuchuję w ciemności. Po dziewiątej ?! Po dziewiątej już mnie tu nie będzie. Zamykam drzwi, siadam i próbuję nie kwiczeć zbyt głośno. Nasłuchuję. Ojapierdolękurwamać. Zakładam kurtkę i buty z powrotem i wychodzę na Orlen. Rozglądam się pełna emocji. Minuta drogi. Druga w nocy. Kupuję dwa piwa i wodę. Wracam. Słyszę, ewidentnie. Otwieram piwo, piszę z D., nagrywam dwa filmiki. Kim jesteś ? Jesteś zwycięzcą ! Włączone na full xD Zastanawianie się, czy mogę jeszcze coś zrobić w tej sytuacji. Iść już pod prysznic i szykować się do spania, czy nie ? Gdy zostają mi cztery godziny snu, kładę się i o dziwo zasypiam raz dwa. Sytuacja analogiczna do lipca.

Budzę się. Czy to był sen ? Ultraszybki ogar, bo niby większej nadziei nie miałam, aczkolwiek jakaś szansa była. A jeśli była, to mam jakąś godzinę. Niby bez większej nadziei, ale serce waliło jak poje*ane. Idę. Nikogo. Żywej duszy. Siadam w tej totalnej ciszy. Czarna kawa. Kanapka z szynką. Kanapka z pomidorkiem. Herbata. Czas spieprza. Strategicznie rozkładam książkę. Nie czytam, nie jestem w stanie utrzymać wzroku na tekście. Cisza. Walące serce. Ja debilka chodzę jak na szpilkach. Słyszę kroki. K. GDZIE JEST MAJONEZ ? TRUDNO, DZISIAJ BĘDZIE DIETETYCZNIE. Śmieszkuję. Mam może pół godziny. Pytać K. ? Czy poczekać ? Decyduję się poczekać. Mija chwila. Ojaciępierdolękurwamaćjotpegie. Mistrz zaskakiwania. OO CZEŚĆ. WYSPAŁAŚ SIĘ ? Nie. I tak bardzo chciałabym mieć odwagę powiedzieć dlaczego. Dlaczego słuchałam na full jesteś zwycięzcą, dlaczego o drugiej poszłam po piwo na Orlen. I dlaczego w ogóle to wszystko. Widok Człowieka Herbaty nalewającego sobie herbatę, polecam <3 Zapraszam. Siada. Na krześle zaraz obok mnie. Ten pomidor, ten galat. LUBIĘ PARÓWKI. Wykonuję telefony. Popilnujesz mi rzeczy ? Nadal dzwonię, bo muszę zdążyć. Nie mogę się spóźnić, a wszystko czego pragnę w tej chwili, to siedzieć tutaj i się stąd nie ruszać. NA JAKIE JESZCZE.. I weź tu człowieczyco wypowiadaj się elokwentnie w takiej sytuacji. Dolewam sobie herbatę. TRZEBA ZWRÓCIĆ UWAGĘ NA TEKSTY. Właśnie.  A JAKIE TY MASZ WYKSZTAŁCENIE ? TAK ? Rozmowa o mojej pracy. MASZ GŁOS JAKBYŚ.. Haha. CO CZYTASZ ? Ten człowiek mnie pyta co ja czytam. Nie odpowiem, nie ma bata. Tam robią złe rzeczy. JAKIE ZŁE RZECZY ? Trzymajciemniebokurwapłonędoszczętnie. Nie odpowiedziałam. Odniosłam się do początków pierwszego tomu. TO WIDZĘ, ŻE KRĘCISZ SIĘ W TYM ŚWIATKU. Przychodzi O. I zaczyna sadzić teksty. NO .. NIE ZNAŁEM CIĘ OD TEJ STRONY. .. SĄ PO TO, ŻEBY .. . BĘDZIE 7 ? Składam moją ostatnią prośbę. JASNE. NIŻEJ TĄ RĘKĘ. Próbuję nie zemdleć już któryś raz w ciągu tych dwóch dni. Przytulam i dziękuję za wczorajszą podwózkę. Macham wszystkim na pożegnanie i wychodzę, choć to ostatnia rzecz jakiej chcę. Ale muszę. Biegnę na górę. Taksówkarz dzwoni, że już jest i żebym szybko zeszła, bo mamy kilkanaście minut. Zabieram rzeczy, pędzę na dół, mijając ten boski czarny fotel. Taksówkarz wesół uśmiecha się, gdy oznajmiam mu, że było warto. Zdążam. Spada mi szalik; podnosi go jakiś chłopak i podaje mi go z uśmiechem. Jestem w stanie nie do opisania. Mam łzy w oczach ze szczęścia. Uśmiecham się do każdej napotkanej osoby. Ludzie odwzajemniają uśmiech. Mam wrażenie, że unoszę się pół metra nad ziemią. Emanuję wszechogarniającą radością i szczęściem. Mam ochotę mówić wszystkim, że cokolwiek dzieje się w ich życiu, nawet jeśli jest źle, to to się skończy. Że życie ich zaskoczy, totalnie pozytywnie. Że mogą wydarzyć się takie cuda, o jakich nawet nie śnili. Stan porównywalny do tego, który towarzyszył mi zaraz po spełnieniu mojego marzenia. Czy to już ta skala ?! <3

Godzinę później siadam na ławce i zdaję telefoniczną relację. Zanim zaczynam, śmieję się do słuchawki przez bite pięć minut. W końcu zaczynam płakać w miejscu publicznym. Emocje. Nadal nie potrafię w to uwierzyć <3

Brak komentarzy

Najnowsze wpisy

Wpis girlwithsafetypins

 

Wpis girlwithsafetypins

 

Wpis girlwithsafetypins

 

Wpis girlwithsafetypins

 

Wpis girlwithsafetypins

 

Wpis girlwithsafetypins

 

Wpis girlwithsafetypins

 

Wpis girlwithsafetypins

 

Wszystkie wpisy