Photoblog.pl

Załóż konto

Wpis empirex3
Mam plan, a nawet dwa. Mam nadzieję, że zdrowie mi tego nie pokrzyżuje. Jednak chęci do czegokolwiek brak. Pcham się do tego wszystkiego siłą i równie mocno wybijam sobie z głowy by zamknąć się gdzieś i nie wychodzić. Dodatkowo dotarły do mnie złe wieści i jeszcze bardziej mnie to dobiło. Może nikogo w pracy dziś nie zastrzelę.

1547.

1547.
Rok i dziewięć miesięcy, a ile się przez ten czas wydarzyło.

1546.

1546.

Będzie krótko. Sypię się. Bez leków już nie mogę funkcjonować, nie wiem co teraz będzie i co z moimi planami. Nie pomagają już teksty "będzie dobrze", "jakoś to będzie" czy "po burzy zawsze wychodzi słońce". Już mi wszystko obojętne, serio. JEDNAK! 29 maja przybyła miła wiadomość. Siostra mojego chłopaka urodziła bliźniaki. Słodkie, maleńkie. Najlepsze jest to, że będą ochodzić urodziny tego samego dnia, co mój tata i jeden z moich braci :)

1545.

1545.
Naprawdę ciężki tydzień przede mną, trzymajcie kciuki! Podtrzymuje mnie na duchu, że jego koniec powinien być miły, w końcu będziemy obchodzić Dzień Matki!

1544.

1544.
Chyba już nigdy nie pochwalę, że u mnie lepiej. Zawsze kiedy to robię, to gorsze rzeczy uderzają jak grom z jasnego nieba. Nie wiem, co ja zrobiłam kiedykolwiek złego, że coś takiego mnie spotyka. Jak się okażę to, co podejrzewam to psychicznie już się chyba nie podniosę.

1543.

1543.

Dzisiaj mija dokładnie dwa lata jak się ze sobą spotykamy. Do drugiej rocznicy związku mamy jeszcze chwilę, bo w tym czasie robiliśmy do siebie niemałe podchody. :D dokładnie pamiętam tamten czas, jak się stresowałam, kiedy pierwszy raz go zobaczę, a kiedy mnie przytulił to cały stres odleciał. <3 Bardzo długo przyjaźniliśmy się przez internet, teraz okazuje się, że był jedynym moim prawdziwym przyjacielem, tylko On przy mnie został z tych wszystkich ludzi, z którymi trzymałam dwa lata temu. Bardzo mi pomógł w podniesieniu się z dołka, kiedy wiara w ludzi mocno mi podupadła, jak dzięki niemu zdałam maturę z matematyki, chyba nikt jak do tej pory nie poświęcił mi tyle czasu i zrozumienia, oprócz mamy. Jak sobie pomyślę, ile zmieniło się w  ciągu tych dwóch lat to z jednej strony się uśmiecham, a z drugiej chce mi się płakać. Wiele rzeczy poukładało się tak jak nie powinno, niemal wszystkie. Chyba tylko Rafał trzyma mnie w tym wszystkim, pilnuje żebym się nie poddała. Na tym zdjęciu, to jeszcze chłopiec... teraz już jest mężczyzną, moim. <3 jak na swój wiek, bardzo dużo osiągnął. Bardzo szybko się rozwinął, doceniają go, jestem z niego niesamowicie dumna. Teraz to nawet okulary ma inne :D :D 

1542.

1542.
Ostatnio pisałam wam, że się boję. Boję się nadal, ale myślę że idzie ku dobremu. (wiem, pisałam to już kilka razy, a potem wychodziło co wychodziło). Nie pamiętam czy pisałam wam tutaj, że nie zmieniłam sieci, ale zmieniłam miejsce pracy ze względu na to co działo się w starym. Wygląda na to, że jest dużo lepiej. Wracam spokojna do domu, nie aż tak zmęczona. Na zmianie jest 5-6 osób a nie 2 lub 3, wszystko jest zrobione, a prace wykonuje się w swoim tempie, a nie z nożem na gardle. Najważniejsze jest to, że klienci są milsi, naprawdę. Żeby trafić na jakąś mendę to jak szukać igły w stogu siana. Pracuję w centrum Krakowa, więc roi się tam od turystów, więc szlifuję angielski, czego niesamowicie brakowało mi jak do tej pory. Zaczynam myśleć po angielsku, więc chyba weszłam w naprawdę wysoką fazę. :D Mimo wszystko jednak, nauczyłam się trochę olewać pewne sprawy jeśli chodzi o pracę. Stawiam na swoim, nie daję sobą pomiatać i nie boję się czy mnie zwolnią czy nie. Postawiłam krok na przód, wyrzuciłam z siebie coś, co trzymałam w sobie dwa lata i okropnie mnie to męczyło. Chyba w jakimś stopniu odzyskałam spokój ducha. Nie wiem co będzie dalej, ale powinno być dobrze. Na pewno będzie lepiej niż było. Ludzie, nawet nie macie pojęcia jak bardzo Go kocham!

1541.

1541.
Jak mogę robić takie kolorowe zdjęcia, będąc w takim nastroju od tylu miesięcy? Nie śpię prawie w ogóle od świąt, nawet nie macie pojęcia jak się boję...

1540.

1540.
To tyle jeśli chodzi o spokój, ładne mi święta.

1539.

1539.
Pies świata poza Tobą nie widzi, a za mną nie widzi go aż trzech. Uwielbiam, kiedy wracam do domu po tygodniu, dwóch lub dłużej, wchodzę na podwórko, a moja gromada napada na mnie i chce mnie z tej radości przewrócić. Kiedy wychodzę na kilka chwil, a gdy wracam to witają mnie jakby nie było mnie wieki. Uwielbiam, że jak tylko się pojawiam to od razu są obok, wszystkie chcą głaskania i pieszczenia, a ja mam tylko dwie ręce. :D ostatnio tylko one sprawiają, że się uśmiecham, a ich przytulaski i wywieszony jęzor na bok to życie.

1538.

1538.
Jednak kiedy człowiekowi już wszystko jedno, robi co chce, mówi co chce i niczym się nie przejmuje to wszystko staje się prostsze. Postawiłam na swoim. Skończyłam z poniżaniem i byciem na zawołanie. Jak wszyscy się dowiedzieli to nagle wszystko się dało i każdy mi nadskakiwał, ale za późno. Zdaję sobie sprawę, że byłam jednym z najlepszych pracowników tego sklepu, powiem nieskromnie. Jak ludzie czują nóż na gardle, to potrafią wydobyć z siebie resztki empatii. Stracili mnie i nagle zaczęłam być dobrze traktowana. Ale dość, nie połasiłam się na ich cudowne warunki. W Boga nie wierzę, ale w karmę owszem. I w tym przypadku zadziałała. Ktoś próbował kopać pode mną dołki, ale spróbował z bardziej inteligentną osobą od siebie. ;) Wiem, że zawsze byłam zawistna, wredna, kiedy ktoś mi podpadł to nie było zmiłuj. Nawet nie macie pojęcia jak się cieszę, że odeszłam stamtąd i zostawiłam ich w najgorszym czasie jaki może być dla sklepu - przed świętami i majówką. :) :) tyle się działo, że sobie nie wyobrażacie. Nie sądziłam, że można się tak bardzo zmienić w ciągu dwóch tygodni. Po świętach zaczynam w nowym miejscu, jeśli tam się nie uda to już nie mam pomysłów.

1537.

1537.
Nadal źle, a nawet gorzej. Już się śmieję z tego wszystkiego, więc to chyba jakiś obłęd. :)

1536.

1536.
Chyba jeszcze nigdy nie czułam się tak bardzo jak gówno, jak śmieć, tak upokorzona jak wczoraj.

1535.

1535.
I od jutra znów wracamy do codzienności.

1534.

1534.

Już mi niedobrze od tych zmian kolorów w moim życiu. Czarno-biało, za chwile pojawia się kolorek wraz z nadzieją i wszystko się sypie. Daleko mi do szczęscia, nie potrafię się już cieszyć. Obawiam się, że zniszczyłam własne życie.