Photoblog.pl

Załóż konto
Dodane 25 WRZEśNIA 2022
Wyświetleń: 108

Kurde, wkręciłam się w to pisanie. A wiem, że prędzej czy pójdzie nadejdzie dzień, w którym usiądę i będę sobie to czytała. O ile znowu mnie coś nie najdzie i nie usunę wszystkiego.

 

Sobota skończyła się inaczej niż się spodziewałam. Jak o 9:30 chciałam zrobić nam śniadanie i wstawić wodę na herbatę dla Małej to okazało się, że nie ma wody. Stwierdziłam więc, że się po prostu ubierzemy i spakujemy i pojedziemy od razu do babci. Bo babcia zaplanowała sobie zabijanie kaczek i mama powiedziała, że jedna będzie dla mnie tylko muszę sobie po nią przyjechać. Więc stwierdziłam, że śniadanie już zjemy u babci. Ale za to jaka przygoda mnie spotkała po drodze to w życiu się takiej nie spodziewałam. W drodze do babci, a do babci jedzie się kilka ładnych kilometrów samym lasem spotkałam ludzi, którzy się zgubili. Z początku chcieli tylko dać mi telefon, żebym porozmawiała z kimś miejscowym kogo oni znają i który by po nich przyjechał i miałabym tylko wyjaśnić gdzie oni są, ale stwierdziłam, że ja sama nie jestem stąd, jako tak żeby dojechać do babci to znam drogę na pamięć, ale jakbym miała komuś tłumaczyć gdzie jestem w środku lasu to byłoby mi ciężko tym bardziej, że tam jest wiele różnych dróg. I każda prowadziła do innej wsi. No więc ostatatecznie stwierdziłam, że po prostu ich podrzucę do tej wsi. Bo niby szli już w dobrą stronę, ale do ulicy był taki kawał drogi, że szliby jeszcze z dobrą godzinę, a jedna z pań szła na 14stą do pracy. No więc koniec końćów się zgodzili i ich podrzuciłam do wsi. Oj jak mi dziękowali, że tacy ludzie jak ja jeszcze się znajdują, że chcą pomóc, że mam plusika w niebie, że nie mają pieniędzy bo nawet się nie spodziewali, że się zgubią. Mówili, że nie są stąd, mieszkają jakieś 50 km od tej miejscowości, ale przyjeżdżają sobie tutaj na grzyby bo mają kogoś znajomego. Podrzuciłam ich na wieś, weszli do sklepu i wzięli chyba na zeszyt ptasie mleczko i mi dali i dopiero pojechałam z powrotem do babci.

 

Jak opowiedziałam to cioci, która dojechała później do babci to jej pierwsze pytanie było, czy nie bałam się wziąć obcych ludzi do auta. Nie pomyślałam nawet o tym, że mogliby to być jacyś złodzieje, albo nie wiadomo kto, bo sami byli tak wystraszeni i zmęczeni, a ja mam jakiś wewnętrzny radar na ludzi, od razu widzę, czy ktoś kręci czy nie. W końcu tego się uczę, jakby nie patrzeć.

 

Jak w końcu dojechałam do babci to się okazało, że one się dopiero za wszystko zabierają, więc śniadanie to w zasadzie razem z nami zjedli i rodzice i babcia. Potem tata pojechał do brata pomóc mu wnosić węgiel, a my z mamą zostałyśmy. I babcia się wzięła za zabijanie tych kaczek więc w ten czas wyszłyśmy sobie za bramę, okazało się, że mój kuzyn na polu obok coś robi, więc poszłyśmy do niego, załapałyśmy się na przejażdżkę, Mała oczywiście zachwycona jazdą w ciągniku, po chwili to już nawet nie chciała jechać z boku ze mną tylko prowadzić. Kuzyn jak skończył na jednym polu i wuja na drugim to przyszli do babci i zrobiłam wszystkim kawę. Oni pojechali, to przyjechała ciocia, bo miała uczesać babcię bo babcia gdzieś na balety szła wieczorem. Bo w ogóle to wyszło tak, że tata stwierdził, że skoro jestem już na miejscu to on sobie wypije z bratem piwo po robocie a ja przecież mogę mamę podwieźć do niego i ona już auto weźmie. No więc tak zrobiłyśmy. W gratisie dostałam też jajka od babci. Jak ja się cieszę naprawdę, że mieszkam na wsi i mam całą rodzinę na wsi i dostaję tyle różnych rzeczy od nich. Jajka, wszelkie warzywa, Mała ma maliny z ogródka i borówki i swoją marchew, por, seler, fasolkę, truskawki, no wszystko co tylko chcemy. Nie sądziłam kiedyś, że będę takie rzeczy doceniać. Bo kupić pudełko malin w sklepie to 10 zł mało. I jeszcze nie wiadomo czym faszerowane.

 

Wracając do dnia, zawiozłam tą mamę do taty, oni pojechali od razu a mi głupio było tak od razu odjechać bo oni też tak lubią Małą, to weszłyśmy na kawę. Oczywiście pozachwycali się jak to ona juz ładnie mówi, Mała pobawila się trochę z ich psem i o 15 się zebrałyśmy do domu. Bo Mama zadzwoniła, że bratowa się do mnie nie może doddzwonić, a chciała przyjść do mnie na kawę. No to na szybko żeśmy wyszły bo myślałyśmy, że serio czeka pod drzwiami. Generalnie do mnie nie szło się dodzwonić bo wuja też mieszka trochę w lesie i w plusie w ogóle nie mam tam zasięgu. Na szczęście ta umowa dwuletnia w plusie nam się kończu w końcu i wracamy do playa. Nie wiem co nas podkusiło, żeby dwa lata temu się zdecydować na plusa. Tzn niby wiem, mąż chciał wziąć smartdom po prostu i żeby wszystko było w jednym miejscu. Koniec końców i tak płace wszystko osobno. Spłacamy razem z abonamentem telefon męża, którego dawno już nie ma bo mu maska auta na niego spadła, płacimy 20 zł za telewizję, której nie mamy od momentu remontu dachu bo nie możemy ustawić anteny, a że ja telewizji i tak nie oglądam to jakoś nie cisnę o to męża.

 

Wracając do telefonu mamy i rzekomego czekania bratowej pod moim domem, jak tylko wyjechałam z tego lasu i do niej zadzwoniłam okazało się, że wcale nie czekają u mnie pod domem tylko u siebie i czekali właśnie aż oddzwonię i dam znać, czy jestem w domu. Bo bratowa z bratem się do mnie wybierała. Jej rodzice byli na wycieczce we Wrocławiu bo Koło Gospodyń organizowało dla wsi i oprzątali za nich. Więc zadzwoniłam, że mogą się wybrać bo już wracam, na szybko wypili kawę bo na 16 szli właśnie oprzątać, ja juz nimi nawet kawy nie piłam bo nie mialam ochoty na trzecią w ciągu dnia, zwykle piję jedną albo wcale.

 

Jak Ci poszli to wzięłam się za szybkie mini sprzątanie, łóżka nawet nie ścieliłam bo wieczorem jechaliśmy do drugiej siostry mojej mamy. Odkurzyłam tylko, zrobiłam nam tosty na obiad z Małą, mąż przyjechał, wykąpał się tylko, my też żeśmy się ogarnęły i o 19 rodzice po nas przyjechali.

 

Rodzice mieli jechać do taty kolegi i myślałam, że będziemy siedzieć w sobotę w domu, ale brat mi zadzwonił w piątek wieczorem, że kolega odwołał i rodzice zgadali się właśnie z ciocią. A tam jest trójka dzieci, kuzynka ma 22 lata i z nią utrzymuje taki w miarę kontakt, fajnie mi się z nią rozmawia, tylko przez to, że dużo pomaga rodzicom przy gospodarstwie i studiuje we Wrocławiu to raczej rzadko się widujemy. Jest też 20 i 24 letni kuzyn. Starszy był akurat u dziewczyny, a młodszy wrócił z dziewczyną z Łodzi. I tak żeśmy sobie wszyscy posiedzieli, włączyliśmy nasze wesele i około 23 rodzice nas odwieźli do domu. Tata z mężem oczywiście wypili jeszcze po kieliszku, ja już nie chciałam i wszyscy padliśmy. Generalnie odkąd dziadka nie ma to się tam już nie jeździ w święta, więc stwierdziłam, że jak jest okazja i jadą rodzice, to zabierzemy się z nimi, bo tak sami do cioci i wuja to byśmy nie jechali. A razem to zawsze razem. W sensie sama we wakacje też tam czasami podjechałam z Małą na rowerze, ale to tak tylko się przejechać i pogadaliśmy sobie chwilę na podwórku, albo raz wypiłam herbatę z ciocią. 

 

A dzisiaj spanko do 11. Serio, nawet Mała spała do 11. I taki leniwy dzień, mąż jak wybył na grzyby to go nie było ze trzy godziny, oczywiście najpierw zrobił rosół. Ja na śniadanie zrobiłam placuszki z jabłkami. Popołudniu wyszłyśmy trochę na dwór z małą. A teraz siedzimy sobie w salonie, mąż włączył jakąś bajkę o pszczołach i oglądają z Małą, a ja tak sobie włączyłam laptopa i zaczęłam oglądać trzecią część Harrego Pottera. No nie mogłam się powstrzymać.

 

A od jutra urlop. Muszę jutro od rana dodzwonić się to do tego bosu. No i co od jutra nauka. W sobotę jadę do Poznania więc wypadałoby coś tam juz wiedzieć na zajęciach.

pragnezycpelniazycia Kuzynka 22 lata i pomaga rodzicom w gospodarstwie? A ma chłopaka? :D
25/09/2022 21:32:41
dziennik09 Hahah, nie :D
25/09/2022 22:39:39
pragnezycpelniazycia No to już ma :D daj Jej mój numer telefonu ��
26/09/2022 20:11:07