Photoblog.pl

Załóż konto
Dodane 31 SIERPNIA 2022
Wyświetleń: 84

Tak dla uaktualnienia tego co obecnie u mnie się dzieje: skończyłam wczoraj oglądać Ranczo. Oczywiście w pracy. Jakoś tak wyszło, że popołudniu nie było żadnego lekarza, a szefowa gdzieś pojechała to nikogo nie było na górze. Telefon też za bardzo nie dzwonił, a jak na dole nie ma za dużo pacjentów to automatycznie na górę też nikt nie dociera.

 

Na razie dam sobie spokój z jakimiś długimi serialami, może na przyszłe wakacje obejrzę sobie Zagubionych, albo Grę o Tron. Teraz raczej pójdę w filmy, albo jakieś krótkie seriale, 2-3 sezonowe, żeby mieć typowo do kawy czy do śniadania.

 

Czytam też jeżycjadę, jestem właśnie na 6 części, w zasadzie to już kończę. Nie wiem czemu wpakowałam się w taką długą serię, ubzdurałam sobie kiedyś, że chciałabym to przeczytać i zamiast zabrać się za niekończącą się listę psychologicznych książek, które na mnie czekają to wzięłam się za to. No cóż, jak już zaczęłam to skończę, bo nienawidzę tak mieć czegoś nieskończonego. Do tej pory wiszą tak nade mną krzyżacy. Serio. To była moja pierwsza lektura w szkole, której nie przeczytałam, tata myślałam, że mnie za to zje żywcem, a ja już do końca szkoły nie przeczytałam ani jednej lektury. I zdałam maturę rozszerzoną z polskiego, na 40%. Dlatego uważam, że matura to nie jest coś czym się powinniśmy jakoś mocno przejmować. Po prostu jakiś tam kolejny etap szkoły, po co robią na to taką nagonkę - nie mam pojęcia.

 

Jeszcze tylko dwa dni i urlop.

 

Na urlop zaplanowałam sobie robienie notatek z psychologii klinicznej z której mam warunek. Co zaczęłam robić już dzisiaj w pracy bo okazało się, że znowu popołudniu nikogo nie było a zapomniałam zabrać książki.

 

W ogóle to jestem z siebie dumna bo założylam sobie konto oszczędnościowe w innym banku i w końcu wpłaciłam tam jakieś pierwsze pieniądze. Ja wiem, że wpłacenie tam obecnie łącznie już 500 zł to jakaś kropla w morzu, ale i tak jestem z siebie dummna, przede wszystkim nie mam zamiaru nikomu o tym mówić, nawet mężowi. Jakby tylko wiedział zaraz byłoby, że coś tam jest potrzebne do kupienia. Niestety nasze finanse to kwestia sporna u nas. A raczej ja się rzucam bo strasznie irytuje mnie jego podejście, a raczej jego brak i totalna dezorganizacja.

 

I tak zostało nam jeszcze do oddania mamie 600 zł, a ja mam telefon do spłacenia do stycznia. Zostały mi dwa miesiące pełnych wypłat, a później będę robiła na pół etatu.

 

W ogóle z początku byłam tą wiadomością oczywiście przerażona, potem stwierdziłam, że halo, nie straciłam pracy zupełnie, a pracujac tam na pół etatu spokojnie na opłacenie szkoły mi starczy. Także nie ma co panikować. Spędzę trochę wiecej czasu w domu z Małą. Skupię się na tym dorabianiu przez internet, będę miała więcej czasu na naukę.

 

No a w międzyczasie będę sobie oglądała jakieś tam ogłoszenia, może coś wpadnie. Umowę w razie czego mam do lutego. Potem zobaczymy.

 

W ogóle to jest 21:45, a Mała już śpi. W końcu mogę posiedzieć trochę sama ze sobą. Wyszłam sobie do salonu do dziadków. Wzięłam wszystkie książki i zeszyty. Szklankę wody. No właśnie, bo weszłam na wagę i okazało się, że to co mi się udało osiągnąć na początku roku już wróciło do stanu początkowego. Także moje postanowienie kolejne na urlop to zacząć znowu ćwiczyć. I już nie będę miała wymówki, że praca, dom, dziecko, szkoła. Bo we wrześniu jeszcze nie mam szkoły, nie mam żadnych poprawek, do pracy przez 3 tygodnie też nie będę chodzić. Także nie ma zmiłuj. Będę probówała aż do skutku, może za którymś razem mi się w końcu uda. Teorię to już mam tak opanowaną do perfekcji, że bardziej się nie da. Nakupionych ćwiczeń i jadłospisów też. Nic tylko ruszyć dupę, dosłownie. Wystarczyłoby, żebym się trochę więcej ruszała to nie musiałabym sobie aż tak wszystkiego odmawiać.

 

Odwołaliśmy wakacje w Zakopanem. Na szczęście zdążyłam odwołać tak, że zwrócili mi za to wszystkie koszta. No i kasa pójdzie na węgiel... Zostawię to bez komentarza.

 

W ogóle to jestem w szoku jak bardzo oswoiłam się już z myślą, że mój mąż chce wyjechać za granicę. I to nie na zimę, ale na dłużej, na parę lat. Stwierdziłam, że teraz i tak się z nim za wiele nie widzę, pracuje od rana do wieczora i nic z tego za wiele od dwóch lat nie mamy. Więc jak ma mi tutaj w Polsce tak charować przez kolejne 20 lat, żebyśmy na 50tkę się w końcu do tego jego wymarzonego domu wyprowadzili, to niech sobie jedzie za tą granicę. Może dzięki temu szybciej do czegoś dojdziemy. Muszę przyznać mu rację, że tam gdzie teraz mieszkamy nie mamy za wiele prywatności. Wystarczy, że cały dzień na dwór z Małą nie wyjdę i już są komentarze, może nie złośliwe, ale jednak komentarze, gdzie ta Mała się podziewała cały dzień bo tak cicho bez niej. Albo jakbyśmy chcieli sobie piwo wieczorem wypić na dworze, to zaraz obie sąsiadki patrzą. Nawet pogadać nie można o czym się chce, bo strach, że usłyszą. No cóż, do niektórych decyzji życiowych trzeba po prostu dojrzeć.

 

Dobra idę dokończyć książkę bo zostało mi kilka stron, dokończę też notatki o traumie. I może coś sobie obejrzę na miłe zakończenie wieczoru.


W ogóle to puściłam sobie dźwieki natury w tle, zamiast rapsów jak zwykle. Tak dla wieczornego wyciszenia. Głupieję już serio.

 

W piątek mamy grila firmowego i będę spała u rodziców. Tak szczerze, nie wiem czego mam się po tym grilu spodziewać, nie wiem nawet czy mi się chce na nim pić, czy może wzięłabym piwo zero i posiedziała tam po prostu. Przez myśl mi ostatnio przemkło, że mogłabym się z O. stamtąd urwać i mogłybyśmy sobie posiedzieć gdzieś na osiedlu same we dwie, tak jakbyśmy znów miały 16 lat. Ale jeszcze jej o tym nie wspomniałam.