Photoblog.pl

Załóż konto
Dodane 6 LIPCA 2022
Wyświetleń: 79

Wyjdę z siebie i stanę obok, serio.

 

Małpa wróciła na górę i już jestem od rana bombardowana wiadomościami, co robię źle. Wymyśliła sobie, że skierowanie do specjalisty jest ważne 30 dni i pacjenci z zeszytu mają chodzić po nowe skierowania. No ona jest nie poważna. Nie raz pytałam o to kierowniczki i mówiła, że skierowanie jest tak ważne, jak długo jest potrzeba leczenia to i tak musiała próbować z tym kombinować bo ma ewidentnie problem z tym zeszytem. A ja nie rozumiem czemu.

 

Zamiast wiecznie odsyłać pacjentów w powietrze, bo nasi lekarze terminy w które będą u nas przyjmować podają nam tak raczej z miesiąca na miesiąc większość, to po prostu wyszedł pomysł, żeby zapisać ich na liście i obok napisać miesiąc, w którym lekarz kazał zgłosić się do kontroli. I ona uważa, że to głupota. Nie no jasne lepiej powiedzieć im "proszę dzwonić może za miesiąc, może za dwa" a potem się nie mogą do nas dodzwonić, a jak przychodzą się umówić to już nie ma miejsca bo jest tylu nowych pacjentów, a potem kontrole zamiast w potrzebnym miesiącu mają 2-3 miesiące później, jak nie pół roku później w przypadku niektórych bo i tacy się zdarzają.

 

I tym razem tą "cichą wojnę" wygrałam z tego co się dowiedziałam teraz od mojej koleżanki z pracy. Tylko nie uważam, żeby ta praca była warta aż takich moich nerwów. Bo to żadna przyjemność obudzić się rano i zostać atakowanym wiadomościami po kolej co jest nie tak po powrocie królowej.

 

Już nawet pomyślałam sobie, że zobaczymy z miesiąc jak to będzie wyglądało, jak się okaże, że czepia się każdego dnia i mnie to doprowadza do szału tak jak dzisiaj - to poproszę o zmianę stanowiska. Zacznę od tego, może udałoby mi się wynegocjować, żeby przenieśli mnie na dół do dziewczyn.

 

Bo o zmianę pracy to trochę za dużo na razie... Naprawdę mam tutaj i spoko zarobki, spoko godziny pracy, w moim rodzinnym mieście, i ta kierowniczka spoko tylko że teraz jej nie będzie z 3 miesiące i kadrowa w porządku, szefowa trochę mniej, na początku miałyśmy zgrzyty, potem było spoko, ostatnio miała jakiś gorszy czas i niby wylądowałyśmy "na dywaniku", ale generalnie o nic konkretnego więc jak stamtąd wyszłam to nawet się nie przejęłam za bardzo.

 

Zmarnowałam cały poranek na nerwy na nią.

 

Aż mi się przypomniało, jak na tej pracy na produkcji też była taka jedna osoba, na którą z koleżanką mówiłyśmy "małpa". Chyba zawsze w każdym otoczeniu zawsze musi trafić się taka czarna owca.

 

Idę się pakować do pracy...