Photoblog.pl

Załóż konto
Dodane 23 CZERWCA 2022
Wyświetleń: 79

"Pijemy za lepszy czas, za każdy dzień który w życiu trwa, za każde wspomnienie co żyje w nas, niech żyje jeszcze przez chwilę..."

 

Oj, ale mi się to ostatnio wkręciło. Jakaś sentymentalna się robię i dużo wracam myślami do tego co było. Nie żeby mi jakoś moje obecne życie przeszkadzało, jest po prostu inne, takie dorosłe. I chociaż próbujemy.. Albo raczej ja próbuję wpleść w nie nasze znajomości z okresu "przed Małą" to i tak jest to ledwo wykonalne. W tamtym miesiącu byliśmy u naszego przyjaciela, z którym widzieliśmy się pierwszy raz od naszego październikowego wesela. Dwa tygodnie temu była u nas moja N. z chłopakiem, gdzie ostatni raz byli rok temu jakoś od razu po Nowym Roku, tak żeby sobie konkretnie posiedzieć - bo tak przelotem to czasami gdzieś tam się widzimy na kawie u mojej mamy czy coś takiego.

 

A z Punią to też coś się popieprzyło ostatnio. A raczej moja relacja wobec niej. Niestety, ale mój brak czasu i jej "wyrozumiałość" kończy się na tym, że też widzimy się raz na pół roku, chociaż mieszkamy od siebie dosłownie dwa kilometry teraz. A najgorsze jest też to, że nawet nie mam teraz ochoty się z nią zobaczyć nawet jak mam wolną chwilę, wolne popołudnie. Bo wystarczyłoby wpaść na godzinkę na kawę, albo wyciągnąć ją na rower. Tylko jak mam słuchać o tych samych problemach, które są z nią od 10 lat, to moja cierpliwość się chyba skończyła.. Kiedyś po prostu jej słuchałam, ale jak mam usłyszeć po raz setny to samo bo jej życie stanęło w miejscu, to wydaje mi się, że trochę nam się drogi rozeszły. Mamy coraz mniej wspólnego. Mimo tego, niedługo ma urodziny, chciałam pożyczyć od tego naszego przyjaciela BMW w cabrio i zabrać ją z dziewczynami na przykład nad jakieś jeziorko w niedzielę. Tak, żeby o tym nie wiedziała oczywiście, powiemy jej tylko, żeby sobie zarezerwowała dla nas jakiś tam dzień na który się umówimy. Może jakaś pizza i winko na plaży. Nie wiem, zobaczymy, trzeba to doprecyzować, do sierpnia mam czas. Pisałam już do jej siostry, ma zjechać ze swojego miasta w którym studiuje także akurat by pasowało.

 

Żeby było śmiesznie wyciągnęłam rękę do męża dosłownie przed chwilą - tak, tym razem ja, no bo ile można ze sobą nie gadać. I jak zapytałam o co on był na mnie zły, że się do mnie nie odzywał to stwierdził, że "tak po prostu", więc tak po prostu nie będziemy ze sobą dalej rozmawiać - mówi się trudno.

 

W ogóle ostatnio zaczęłam się zastanawiać czy my na pewno widzimy dla siebie tą samą przyszłość. Nigdy nie chciałam, żeby wyjeżdżał za granicę jak już będziemy mieli rodzinę, a z tego co ostatnio wychodzi zamierza wyjeżdżać przez najbliższe 2-3 lata bo on chce się wybudować. I nawet nie chce mi się z nim kłócić, bo próbował tutaj już wszystkiego. Nawet firmę założył i idzie świetnie, ludzi pełno chętnych, tylko co z tego jak państwo życzy sobie takie ZUSy że pół wypłaty musi oddać. I weź tu się czegoś dorób legalnie u nas.

 

Przyzwyczaiłam się już, albo może zaakceptowałam już to, że on większość swojego życia spędza w pracy. Pamiętam, jak jeszcze rok temu było mi przykro, jak organizowaliśmy coś z ekipą a jego wiecznie na niczym nie było, bo on woli zostać w domu, bo on idzie do pracy na drugi dzień. Teraz po prostu pakuję dziecko i jeżdżę z nią wszędzie. Jak spotykamy się na wieczór planszówek, albo na ognisko, grilla to jadę z nią i po prostu śpię. Mała usypia około 22, a ja potem mogę z resztą siedzieć do rana. Ostatnio myślałam też o tym, że chciałabym ją w końcu zabrać na basen, albo do zoo.. I już zalążek myśli był taki "dlaczego tylko ja mam organizować takie rzeczy", a potem stwierdziłam, że odpuszczam, że jeśli chcę jej coś pokazać to po prostu nie będę się za nim oglądać. Wiedziałam kogo wybieram, 10 lat byłam z tym człowiekiem przed ślubem i nigdy nic nie zorganizował sam - a może ja już później go tak nauczyłam.

 

Boże, serio, gwałcę replay. I piję sobie piwko. I miałam się uczyć.

 

I miałam rozpisać paragony do spisu moich wydatków.

 

Zawsze wszystko jest ciekawsze od nauki przed sesją. A potem jestem na siebie zła.

 

Mam wrażenie, że chaotycznie trochę dzisiaj, ale mówi się trudno, znowu chciałam wyrzucić tylko to co siedzi w głowie. Dla sprostowania, w tym tygodniu śpię u dziadków, stąd pisanie z mężem. Zawsze gdy jest tydzień moich dziadków do pilnowania Małej to u nich śpię, bo oni mieszkają w tym mieście w którym mam pracę, a jak kończę o 20 to bez sensu byłoby codziennie wracać do domu o 21, a na drugi dzień i tak musiałabym przed 12 wyjeżdżać, żeby zdążyć na 12:25 do pracy. Więc przy okazji zaoszczędzam na paliwie. A to jednak ponad 20 km w jedną stronę jakby nie patrzeć.

 

Dobra, idę, muszę serio chociać w cokolwiek zajrzeć.