Photoblog.pl

Załóż konto
Wyświetleń: 54

 

 

Siedzę na fotelu w salonie fryzjerskim, długie włosy znikają z mojej głowy, sypią się na podłogę i na moje nogi schowane pod czarną fryzjerską peleryną. Widzę coraz więcej siwych pasemek. Cholera, myślę, starzeję się. Trochę przeraża mnie to, że mam tak młode ciało, typowego baby-face'a, którego równoważy dokładnie przystrzyżona broda, a mimo to siwieję w wieku 28 lat. Pocieszam się tym, że z genami nie wygram, a włosy zawsze mogę zafarbować. Zauważyłem jednak, że jestem jak wino - im starszy, tym lepszy, bo coraz więcej kobiet się mną interesuje. Dokładnie rok temu byłoby to dla mnie super uczucie, ale teraz mam do tego całkowicie ambiwalentny stosunek. Niech patrzą, niech myślą, ale jestem daleko poza ich zasięgiem.
W dniu wczorajszym dostałem dwa telefony; zostałem przyjęty do obydwóch firm, teraz pytanie którą wybrać. Niby nic, ale cieszy, bo...
...najpewniej w niedzielę przyjedzie pani z fundacji. Tak, zdecydowałem się na adopcję dwumiesięcznej suni, która ma sięgać do kolan, więc zapewne będzie ważyć 15-25 kilogramów w zależności od mieszanki genów (w wersji szczenięcej wygląda trochę jak mieszanka molosa, może jakiegoś labradora, bo jest drobna, ale ma dość grube łapki i krótki pysk z wysoko uniesioną kufą). Naturalnie, dostanie imię Leia. W sobotę ruszam z K. w celu zakupu misek, karmy, zabawek (kong, gryzaki), mat do nauki czystości i KLATKI KENNELOWEJ. Ojej, aż serduszko podskoczyło niektórym, prawda? KLATKA DLA PSA W BLOKU? COŚ TAKIEGO! A tu taki chuj, bo klatka kennelowa jest niczym więcej jak psim legowiskiem, który odpowiednio wprowadzony staje się swoistym pokojem dla psa, oazą spokoju i bezpiecznym schronieniem. Ludzie źle kojarzą klatki kennelowe, bo często stosują je jako formę karania czworonoga. Innymi słowy: są po prostu debilami. Tak, mam taką zachciankę, by moja psina miała swój bezpieczny kącik, który w przyszłości będzie służył jako transporter. Zresztą w necie można znaleźć dziesiątki pozytywnych opinii na temat klatek oraz wiele poradników jak taką klatkę wprowadzić do psiej codzienności. Świetnie się składa, bo do osiągnięcia mniej więcej dojrzałości (tj. szczepienia, odrobaczanie) pozostało jej kilka miesięcy, więc na wakacje w sierpniu pojadę z K., jej kotami i moją psiną. Oczywiście jeżeli procedura adopcyjna przebiegnie pomyślnie, bo zawsze coś może się zepsuć.
Starzeję się emocjonalnie i mentalnie. Chciałem kogoś, kto by mi pokazał miłość, chciałem by ktoś prowadził mnie za rękę. I nic. Już nie panikuję czując spokój, balans, harmonię. Relacja z K. jest zupełnie inna od każdej w jakiej byłem i może to kwestia jej wieku (jest 5 lat starsza ode mnie), a może po prostu tak dobrze się dobraliśmy, ale czuję przy niej spokój, stabilizację, solidny grunt, na którym można budować zdrowy, pełen szacunku i miłości związek. Oczywiście nie ma związków idealnych, ale... No właśnie. Znowu wspominam o eks. Moje poprzednie relacje były strasznie niestabilne (z winy mojej lub z winy partnerki). Zastanawiałem się czyja to wina, a raczej skąd biorą się moje destrukcyjne zapędy, aż zrozumiałem że one po prostu są. Poważnie, nie ma jakiegoś konkretnego powodu, nie ma czegoś co mógłbym wskazać palcem i trafić w samo sedno problemu. Czynników jest zbyt wiele. Zmierzam do tego, że z K. jest tak... codziennie. Monotonnie, nudno wręcz. Emocje i uczucia towarzyszą nam bez przerwy, ale są one stonowane, ciche choć wyraźne. Wczoraj rano rozmyślałem czy ona nie czuje, że przestaje mi się podobać, bo stałem się trochę mniej namiętny, miałem nieco niskie libido przez problemy ze znalezieniem dobrej pracy i mogło się to odbijać na jej samoocenie. Mi też brakowało mocnego, namiętnego seksu, tego gorąca, śliny, zapachu jej perfum zmieszanego z potem, chwytania za szyję, włosy, biodra, klapsów i liści w twarz. I po wczorajszej nocy muszę powiedzieć, że nasza namiętność nie zmalała, wręcz przeciwnie - te spokojne, stonowane emocje ją potęgują. I znowu utwierdziłem się w tym, że chcę z nią być. Nie chodzi o samą istotę seksu i że mi "daje", a o to, że namiętność nie maleje, co wyróżnia nasz związek na tle innych w jakich byłem: jak już pisałem, z taką D. najczęściej było kilka tygodni ognia, a potem wypalenie. Czułem się cholernie nieatrakcyjny.
A tutaj? Ja czuję, że kwitnę. Powoli, konsekwentnie rozwijam siebie, odkrywam K., buduję z nią coś, co sprawia że rano wstaję z uśmiechem na ustach.


I wiecie co? Trochę panikuję.
Bo ja nigdy nie czułem się kochany.
Aż do teraz.