>
photoblog.pl
Załóż konto

Miles Kane 


Wrocław, Zaklęte Rewiry, 08.03.2026 r.

 

 

 

~*~




Dzieje się u mnie muzycznie i koncertowo tyle, że głowa mi pęka.
Noszę się z zamiarem napisania tu czegoś już od wielu wielu dni, głównie paru zdań na temat tego jak nie lubię ludzi, a potem tego jak cenię sobie chodzenie na koncerty i mieszkanie w mieście (tak, wiem.)

 

W tym roku już dwukrotnie udało mi się wygrać bilety na koncerty, dzięki temu 8 marca widziałam po raz pierwszy Milesa Kane (jakoś wcześniej się rozmijaliśmy bo zawsze było coś ważniejszego) i to był bardzo dobry koncert, ajj, byłam nawet lekko sceptyczna przed, ale po tym koncercie zmieniłam całkowicie zdanie i polecam każdemu kto szuka gitarowego pierdolnięcia bez zbędnego gadania ze sceny. Niemal 2 godziny na ostro, bardzo dobry koncert.

 

druga wygrana mnie nieco zaskoczyła, ale 20 kwietnia idziemy zobaczyć legendę - Kim Gordon, nie jestem (jeszcze) fanką jej twórczości, co nie znaczy że nie potrafię jej docenić.

A na dobre koncerty trzeba uczęszczać, szczególnie jeśli gwiazdy się starzeją (Kim Gordon będzie miała w tym roku 73 lata), thanks god że widziałam już Iggiego Popa i Patti Smith, jeszcze tylko Rolling Stonesi i będę zadowolna 

 

jedyne co mnie zabolało i boli do dziś, to że nie zdecydowałam się jednak pójść na koncert Petera Hooka, jedynego mostu łączącego mnie z Joy Division, ale no mam przeczucie, że jeszcze będzie okazja i że pownnam sobie darować, szczególnie, że....

 

....to wszystko zbladło dzisiaj przy porannym newsie, bo po 8 długich i bolesnych latach doczekam się w końcu występu Jack White w polsce i to razy dwa, dzień po dniu.

i wiecie co? jestem zarazem wściekła i rozanielona, bo ten dupek (jestem absolutnie pewna) odrzucił możliwość wystąpienia na którymkolwiek festiwalu i zdecydował się zagrać w klubach.

czy to marzenie każdego psychofana? tak, ALE typ niemal wyprzedał 8 lat temu torwar, tauron i ergo arene, a teraz wraca do Stodoły i klubu Studio, na boga XD

odkąd sięgam pamięcią, jego koncerty kojarzą mi się jedynie ze stresem jaki towarzyszy kupowaniu (polowaniu) biletów.

zawsze jest za mało miejsca, za dużo chętnych, do tego potem na koncercie zawsze w pierwszych rzędach te same niesympatyczne mordy które znam z internetu z ,,fanklubu" i ogólnie to oczywiście MEGA SIĘ JARAM, jak debil pojadę na oba te koncerty, ale też mam niewątpliwie te 30 lat i już mnie to wkurwia wszystko 

no ale co zrobisz nic nie zrobisz, gdyby nie koncerty, nie miałabym po co żyć (ściślej mówiąc - gdyby nie Jack White nie miałabym po co żyć, to najtrwalszy fundament mojego życia, jestestwa i świata, moja miłośc do niego jest przeogromna).

 

 

2026 jednak wcale a wcale nie rozbrzmiewa w moim domu Jackiem White'em (o dziwo), tylko zbawieniem dla ludzi rzygających AI, muzyką AI, wszystkim co płaskie, bez wyrazu w muzyce obecnych lat i to objawienie przyszło nagle z Quebecu (podobno), dzięki ich występowi w KEXP.

Coniektórzy już pewnie kojarzą niepokojące rolki na których widnieje napis z angielskiego ,,puszczę sobie coś na yt do sprzątania" i typ stoi przez 40 minut z mopem przed telewizorem bo nie może oderwać wzroku od tego co się na ekranie odpierdala, a odpierdala się proszę państwa ANGINE DE POIRTINE. 

Dokładnie tego potrzebowałam, a z mojej obserwacji świata wynika, że K. też tego potrzebował, jego znajomi i w ogóle cały świat potrzebował Angine de Poirtine w swoim życiu, żeby na nowo znaleźć sens w muzyce.

Dlaczego? Przede wszystkim wygooglować sobie szybciutko Angine De Poirtine band (to ważne żeby dodać band, bo inaczej wyskoczy wam choroba ,,dusznica bolesna" XD).

To już sporo wyjaśni, ale w skrócie: zamaskowany duet bez wokalu gra zajebiście trudnego technicznie math rocka i robi to z taką precyzją, tak idealnie w tempie że słuchając tego nie jesteś w stanie robić i myśleć o niczym innym. Typa gitara ma chyba z 12 strun i z 50 progów (nie wspominając że w jednym korpusie mamy dwie gitary: basową i pojebaną), a perkusista ma sprzęt prostszy niż Meg White w The White Stripes a gra tak, jakby świat miał się zaraz skończyć, bez zająknięcia, bez ani jednej pomyłki.
Nie ma co gadać, to trzeba zobaczyć i pokochać natychmiast: https://youtu.be/0Ssi-9wS1so?si=AZfuLXi9u8iU_dXQ

 

 

Dalej prowadzę dziennik papierowy, nie mogę się doczekać nowej przesyłki która do mnie idzie a która zawiera dziurkacz maxi wycinający w kształcie i wielkości znaczków pocztowych - w końcu, nareszcie, w sposób uporządkowany będę mogła kolekcjonować w notesie śmieci - zamiast wklejać całej obsranej etykiety po czymś, to będę z niej wycinała znaczek z najładniejszego fragmentu tejże etykiety. 

 

 

 

Sprawy zawodowe nabierają tempa, na obecną chwilę jestem w dupie ale kto by się tym przejmował??? Za dwa miesiące zobaczę Jacka White!!

Więcej wam nie powiem.

 

 

 

 

Miles Kane - Walk On The Ocean

 

 

 

 

 

 

Dodane 27 MARCA 2026
373

Informacje o deadweather


Inni zdjęcia: 1863 akcentovaKwiaty rela12Dni Inowrocławia :) photoslove259.6.26 rena1ch4nSwans darren1980:) dorcia2700tyłem ja ns35:* pattusia91gdZamkowo acegKarbówek pattusia91gd