>
Bieszczady 2025
Jeden z najfajniejszych wypadów, jakie udało nam się razem stworzyć.
Było tak dobrze, że aż mi smutno, że kolejny dopiero za rok.
Chyba że im się dzieci porodzą, to nie.
Można trzymać kciuki.
~*~
Wróciłam na fotobloga, z tego samego powodu, z którego wracam w 99% przypadków.
Przy dobrych wiatrach stało się coś złego, przy złych, cała masa niepowodzeń.
Niestety, mimo że przestałam wierzyć w pomyślność co drugiego roku, moja dobra passa się skończyła.
2025 jest tak skurwiały, tak wywraca do góry nogami życie, że od kilku lat tak mocno nie czekałam na swój 2026.
Bo będzie dobry, będzie inny, a inność jest przynajmniej ciekawa.
Śmierć Ozziego, której tak skrupulatnie poświęciłam cały poprzedni wpis, była początkiem niefortunnych zdarzeń mających miejsce jedno po drugim.
Z osób znanych i mniej znanych to umarło w ogóle strasznie dużo ludzi, a to zawsze jest smutne.
Każdy kto trochę mnie zna wie, że nie słucham spotify, tylko słucham radia jak na starą babę przystało.
Słucham Trójki z 15 lat już i wieść, że wczoraj w wypadku samochodywm zginęła redaktorka tegoż radia o jednym z najmilszych głosów na całej antenie - no cóż, po tych wszystkich rzeczach które mnie spotkały, to mogło być gorzej, ale odczułam to jako kolejny kopniak wycelowany w ciało, kolejny do kolekcji jakie sprzedaje mi druga połowa tego roku.
Najpierw straciłam pracę, moja firma sobie wzięła i splajtowała, teoretycznie sama chciałam odejść od dawna, więc mi to ułatwili, ale to wciąż strata pracy.
Strata comiesięcznego stałego wpływu na konto, bez którego jak wiadomo, można czuć się dość niepewnie. Spoko. Stratę pracy można jeszcze przeżyć.
27 sierpnia pożegnałam swoją najlepszą przyjaciółkę, Maszę.
Dała nam rok i cztery miesiące odkąd poważnie zachorowała.
Wszyscy byliśmy na to przygotowani, ale gdy już nadeszło - nikt nie był.
Ja nie byłam.
Masza umarła dzień przed moimi imieninami i równo w środku mojego wyczekanego tygodniowego urlopu w bieszczadach.
Dużo by pisać, jak ,,dobry" był to termin i jak doskonale sobie to wszystko przemyślała.
Wiedziała, że nie zniosę jej śmierci gdy będę w domu.
Wiedziała, że kolejna znienawidzona bezsłoneczna jesień i zima by i tak ją zabiły, więc po co było czekać.
Wysłała nawet pożegnanie. Kiedy umierała, w moim bieszczadzkim domku coś puknęło w szybę, wyszłam na dwór a na ziemi siedział przepiękny, nakrapiany, młody drozd śpiewak.
Wzięłam go w dłonie i spytałam co tu robi, czy wszystko dobrze, odłożyłam go do kartonika na werandzie, po godzinie zniknął jakby nigdy go tam nie było.
Za chwilę dzwoni mama, mówi że Masza właśnie odeszła.
Wierzcie lub nie, nie miałam ptaszka na ręku przez całe lata, takie rzeczy się średnio zdarzają i uważam, że naprawdę przyszła się pożegnać.
Jestem teraz w trybie przetrwania, w trybie żałoby i niestety wyparcia.
To mój sposób radzenia sobie z żałobą - wyparcie i odcięcie się.
Nie oglądam zdjęć, nie wspominam, nie myślę.
Nawet nikomu za wiele nie mówię, co mi nie pomaga, ale naprawdę nie chcę o tym rozmawiać.
W końcu ból zelżeje, już i tak jest lepiej niż jeszcze kilka dni temu.
Zmierzyłam się z powrotem do domu i pustką bez Maszy.
Zostałam nagrodzona wczoraj przyjemnym zakończeniem lata z najbliższymi przyjaciółmi, a dzisiaj nagrodzona awanturą, biorącą się z ludzkiej frustracji, uzależnień, braku poczucia że czasy się zmieniają i... długo by wymieniać.
Czasem myślę, że moje życie jest tak skurwiałe, że to niemożliwe że dalej zachowuję optymizm.
Ale tak jest, dalej widzę światło w tunelu.
Tylko jak długo?
Wciąż uważam, że jestem na świecie zupełnie sama.
Niezrozumiana, ale poniekąd mam na kogo liczyć.
Co raz częściej się o tym przekonuję, w drobnych gestach i słowach od osób, które powinny być drugorzędne, ale te pierwszorzędne niestety milczą.
Milczą, nie rozumieją i nie dają poczucia bezpieczeństwa, którego szczerze mówiąc, potrzebuję teraz bardziej niż kiedykolwiek.
Nic nie jest takie jak powinno.
Wiem o tym od dawna, ale gdybym się odcięła, bez tego wszystkiego byłoby jeszcze gorzej, jestem w stanie sobie to wyobrazić.
Może jeszcze kiedyś, kieeedyś będę szczęśliwa.
Znajdę ludzi, którzy będą mnie słuchali i śmiali się z moich żartów.
Którzy nie będą mieli przede mną tajemnic, będą otwarci i pokochają mnie taką, jaka jestem.
Narazie trochę poudaję, pouśmiecham się i przede wszystkim zacisnę zęby.
Znam swoją wartość, to jest coś, czego mam wrażenie nikt nie jest w stanie mi odebrać.
Przede mną trudny czas - nie chcę juz wracać do domu, bo nie mam po co i nie czuję się tutaj chciana i bezpieczna.
Może odwiedzę ciocię w Sandomierzu, na dłużej.
Ona się ucieszy, ja odpocznę od złego, a reszcie dobrze zrobi chwila odpoczynku.
Myślałam o tym od dawna, ale wciąż brakuje mi samozaparcia.
Teraz pracuję dalej jako freelancer, mam na szczęście kontakty, które raczej pomogą mi przeżyć nadchodzący trudny okres.
CV wysłane, plany w głowie różnorodne.
Szczerze, jest mi dobrze na ,,bezrobociu", bo i tak mam co robić ze zleceń, a przynajmniej robię je kiedy chcę, korzystam ze słońca, wychodzę z domu, za dnia żyję, a w nocy pracuję.
Znowu boję się nocy, mój uśpiony lęk wypełz jak glizda z norki i tak oto wczoraj zarwałam całą noc, dzisiaj mam nadzieję będzie lepiej, choć niewiele na to wskazuje.
Bo powinnam już spać, a wymyślam pisanie na fotoblogu.
Trochę żenujące, a trochę terapia.
Ale wiecie co? Nie ma tego złego.
Serio, nie ma tego złego.
Kocham życie i nie zamieniłabym go na inne.
The Kills - Last Goodbye
explsp
na Bieszczady nie ma rady...
zzachmur
Trzymaj się ciepło
zzachmur
Jesteś po prostu cudną osobą:)
zzachmur
a malujesz? czy tylko grafika? Uwielbiam malarstwo i klasyczną grafikę 6 CZERWCA 2026
27 MAJA 2026
27 MARCA 2026
19 LUTEGO 2026
10 STYCZNIA 2026
1 LISTOPADA 2025
8 PAŹDZIERNIKA 2025
21 WRZEŚNIA 2025
Wszystkie wpisyforestxwitch
6 godz. temu
lilina
21 godz. temu
atana
28 GRUDNIA 2025
angelfuckk
29 MAJA 2025
kolekcjaplyt
29 STYCZNIA 2025
idzpodpraaad
27 STYCZNIA 2024
fotografiatoskalpelduszy
5 STYCZNIA 2024
vitaetlaetitia
21 LUTEGO 2022
Wszyscy obserwowani