Photoblog.pl

Załóż konto

Kto szuka - znajduje 

2021/05/02   

Wiosna w naszym ogrodzie

« następne   poprzednie »
Wiosna w naszym ogrodzie
Powiększenie



Witam serdecznie. Nie było mnie tu dłużej niż zwykle z powodu przeżywania żałoby po ukochanym czworonogu. Dokładnie tydzień temu pożegnaliśmy Ziemowita. W przededniu jego śmierci jeszcze próbowaliśmy go ratować i dzięki temu spędziliśmy ostatnie normalne popołudnie, wieczór oraz noc. To była ostatnia noc, podczas której było nam dane słyszeć urocze pomruki przez sen, wiercenie się psa... coś, czego teraz po stokroć mi brakuje.

 

Niedzielny poranek też był miły. Zaczęło się, gdy przed południem oglądaliśmy w trójkę Peaky Blinders. Ziomek nagle zaczął ciężko oddychać. Nastąpiła nasza standardowa reakcja: uspokojenie psa przytulaskami i głaskaniem, podanie wody, wyjście na zewnątrz, by zaczerpnął świeżego powietrza. Ziomkowi nie poprawiało się nic, a nic, więc zadzwoniłam do jego przychodni że jedziemy. Po raz kolejny trzeba podkreślić moją wdzięczność za to, że przychodnia działa codziennie, również w niedzielę. Po przyjeździe lekarz ocenił funkcje życiowe Ziomka i zapytał, czy podjęliśmy tę decyzję.

 

Nie ma co ukrywać, jadąc do lecznicy płakaliśmy z mężem oboje wiedząc po co tam jedziemy. Nie było sensu dzień w dzień stawiać na nogi kroplówkami niemalże nieprzytomnego psa. Tylko właściciele chorych lub starych czworonogów wiedzą jak to jest decydować o momencie czyjejś śmierci. Do końca są w głowie światełka "a może". Prawnym właścicielem Ziomka byłam ja, więc do mnie należało ostatnie słowo. Miałam pełne poparcie mojej decyzji u lekarza prowadzącego Ziomka, mojego męża, mamy, najbliższej przyjaciółki - lekarza. Udzieliłam odpowiedzi twierdzącej lekarzowi i wtedy się zaczęło. Zapytał czy chcemy przy tym być. Nie wyobrażam sobie zostawić Ziomka w momencie przejścia za tęczowy most. Cała zapłakana powiedziałam, że zostaję. Łukasz też z nami był. Najpierw lekarz podał głupiego Jasia. Dzięki temu pies odchodzi we śnie, w spokoju. Wiedziałam, że gdy już zaśnie więcej się nie porozumiemy. Lekarz wyszedł na chwilę z gabinetu dając nam czas na osobiste pożegnanie pupila. Starałam się być maksymalnie opanowana by nie denerwować Ziomka. Zastrzyk przyjął na stojąco. Kiedy lekarz wyszedł chciałam by pies usiadł więc wydałam mu ostatnią komendę siad (nie reagował na prośby by usiadł). Wyobraźcie sobie, że do końca życia Ziomek był mi posłuszny i od razu wykonał komendę. Wtedy coś we mnie pękło, zaczęłam płakać. Podziękowałam mu za wieloletnią przyjaźń, zapewniłam o miłości ponad śmierć i mocno go przytuliłam. I tak sobie zasnął... . Łukasz cały czas był z nami, głaskał go i wspierał mnie. Chwilę później przyszedł weterynarz podać substancję zatrzymującą pracę serca. To naprawdę bardzo trudny moment, serce psa momentalnie staje. Masz przyjaciela, a za chwilę jest gdzieś daleko. A cała Twoja bezwarunkowa miłość do niego, przywiązanie zostaje.

W tym momencie moje serce pękło na milion kawałków. Nic nie było w stanie mi pomóc. Wracając do domu zanosiłam się lamentem, płaczem i zalewałam się smutkiem. Z jednej strony wiedziałam, że dzięki mojej decyzji nic go już nie boli, z drugiej strony bolało mnie. Tego dnia nie zrobiłam już nic więcej, nie byłam w stanie. Wzięłam leki na uspokojenie i płakałam cały dzień, wieczór i noc. W ciągu kilku następnych dni spłynęło do mnie tyle telefonów, wiadomości dotyczących Ziomka, że dopiero zaczęłam sobie zdawać sprawę ile osób go kochało, ilu skradł serce i ilu ludzi ciepło o nim myślało. To bardzo pomagało. W domu paliła się świeczka w oknie po to, żeby wiedział, że stale o nim myślimy.

 

Szwagierka, która 2 lata temu doznała straty psiego przyjaciela wysłała mi przepiękne opowiadanie. Było tam napisane, że Ziomek pomruga mi w nocy z nieba. Mocno to wierzyłam bo gdy jechaliśmy go uśpić niebo płakało deszczem, a gdy tylko wyszliśmy z lecznicy z nieba aż do samego wieczora świeciło piękne słońce. To był znak od naszego Ziomusia, że już mu dobrze i że dziękuje. Nocą wyszłam więc spojrzeć w niebo i poszukać kolejnego znaku od ukochanego psa. Pomijam fakt, że była pełnia i widzieliśmy księżyc w pełnej krasie. Dokładnie pod księżycem mrugała jedna gwiazda. Patrzyliśmy w nią kwadrans by mieć pewność, że to nie żaden samolot. Była nieruchoma, widoczna raz słabiej, raz mocniej. To Ziomek, nie mam co do tego żadnej wątpliwości. Przez cały dzień i całą noc był ze mną z nieba i pokazywał, że jest i że mnie nie zostawi. Miałam cudownego psa i udowodnił mi to nawet po swojej śmierci. Żadna inna gwiazda nie była widoczna tej nocy z naszego ogrodu.

 

Kolejnego dnia trzeba było zebrać się w sobie i iść do pracy. Nie rozstaję się z bransoletką z wygrawerowanym zdjęciem Ziomka, którą dostałam od męża więc było mi lżej. Nie zamierzałam ukrywać przed współpracownikami ani dziećmi czemu jestem smutna i ubrana na czarno. Z dziećmi oprócz zaplanowanych zajęć poruszyłam temat żałoby po czworonogu. Wszyscy tego dnia mnie wspierali, a pani dyrektor podzieliła się swoimi refleksjami z Wielkanocy kiedy to nagle zasnął na zawsze jej pies. Dzieci robiły co mogły bym jak najwięcej się uśmiechała. Wpadli nawet na pomysł by zrobić mi papierowego Ziomka tak, żebym go znów miała. Zdecydowanie pierwsze dni po śmierci ukochanego zwierzęcia są najgorsze. Wszyscy dookoła mogą Cię wspierać, tulić ale i tak nic nie sklei serca. Serce poskleja dopiero czas. I mimo, że sklejone serce nigdy nie będzie jak dawniej to będzie scalone i kiedyś na pewno będzie jeszcze w stanie pokochać jakieś zwierze. Nie wyobrażam sobie natomiast adopcji kilka dni czy tygodni po stracie.

 

Dopiero niedawno odstawiłam leki uspokajające i zaczęłam mierzyć się z nowym wyglądem mojego życia. Zebrałam z domu wszystkie rzeczy Ziomka i schowałam je do kartonu. Te najbardziej zniszczone od razu wyrzuciłam. Choć tęsknię za jego zapachem i ciepłem jego ciała wiem, że tak będzie lepiej. W pokoju stoi nowa, piękna, skórzana kanapa. Ta, co do której zastanawialiśmy się jak to zrobić by Ziomek nie uszkodził jej pazurami. Nie uszkodzi, ba, nigdy na niej nawet nie usiądzie. Nie zdążyliśmy go też wykąpać w nowej wannie, choć nowej łazienki się doczekał. Różne preparaty i karmę przekazaliśmy do pupilów naszych najbliższych tak, by nic się nie zmarnowało. Ziomuś odszedł w spokoju, w kochanej rodzinie, w atmosferze ogromnej miłości dokładnie 25 kwietnia. Zostawił po sobie pustkę, z którą długo przyjdzie mi jeszcze się oswajać.

 

Na majówkę miał być romantyczny relaks w apartamencie w górach ale odwołaliśmy to. W obecnym, grobowym nastroju pewnie byśmy tam płakali albo go wspominali. Atrakcje w miastach wciąż są pozamykane, pogoda nie dopisuje więc i tak siedzielibyśmy w apartamencie. W zamian za to wczoraj wybraliśmy się na kiermasz dobroczynny wspierając walkę z chorobą pewnej osoby. Wywiesiliśmy przed dom flagę naszego kraju i zrobiliśmy pyszny obiad. Na deser wczoraj i dziś serwujemy ciasto kupione na kiermaszu. Dziś poczęstuję kiermaszowym ciastem przyjaciółkę. Jutro jedziemy do teściów, następnie na planszówkowy wieczór u przyjaciół. Każda bliska osoba chce z nami teraz spędzać czas wiedząc, jak ciężko jest nam dwóm siedzieć w domu pełnym psich wspomnień. Chyba nie napisałam wcześniej, że oczywiście po śmierci psa nie byłam w stanie nic zjeść. Zmieniła to dopiero moja mama, która specjalnie dla nas przygotowała domową pizzę. Teściowa też mocno mnie wspierała, mamy oboje mamy na medal. Całe rodzeństwo Łukasza pocieszało nas w niedzielę mimo swoich różnych spraw, cudownie mieć taką rodzinę.

 

Chwile takie jak śmierć Ziomka pokazują mi jak bardzo mogę liczyć na innych. Dziękuję również wszystkim blogowiczom. Wasza ogromna relacja przeszła moje oczekiwania. To ile dostałam wiadomości prywatnych i ile ciepłych komentarzy odebrałam pokazało mi jak wspaniałym psem był Ziom. Jeszcze długo nie będzie u nas pełni szczęścia i radości, ale po tygodniu zebrałam się by napisać tu coś więcej i chyba jest to krok w stronę słońca. A Ty Ziomeczku wiedz, że jeszcze kiedyś się spotkamy. Tęsknimy za Tobą potwornie ale wierzymy, że tam gdzie jesteś teraz wszyscy są szczęśliwi.


35 komentarzy
Zarejestruj się teraz, aby skomentować wpis użytkownika cotidianae.
Junior krolowadram1  - 03/05/2021 22:14:26 z telefonu komórkowego
Mi też aż się łezki w oku zakręciły czytając twoja notkę. Bardzo współczuję :(.
Photoblog.PRO cotidianae - 03/05/2021 23:07:33 z telefonu komórkowego
Dziękuję za słowa wsparcia.
annna97  - 03/05/2021 16:05:59
serce mi pękło po przeczytaniu tej notki :( nawet sobie nie wyobrażam jak sie czujecie
Photoblog.PRO cotidianae - 03/05/2021 21:45:59 z telefonu komórkowego
Było naprawdę ciężko :(. Teraz jest już dużo lepiej bo May ogromne wsparcie z każdej możliwej strony ale wciąż tęsknimy.
szewcowa  - 03/05/2021 12:42:54 z telefonu komórkowego
Jakże ja doskonale rozumiem Twój ból... Ja zawoziłam mojego psa na operację, a że było duże ryzyko i w zasadzie nie było wiadomo jak to będzie wyglądać po otwarciu psa, to przed nią również z mamą musiałyśmy podjąć decyzję czy w razie "w" wyrażamy zgodę na uśpienie. Po racjonalnych argumentach wujka-weterynarza podjęłyśmy taką decyzję. Byłam przekonana i mocno w to wierzyłam, że jednak wróci do nas i jeszcze się zobaczymy, ale niestety się nie udało... Miał tak duże guzy w pęcherzu i przeżuty, że nic nie dało się zrobić...
Jedyne pocieszenie w tym wszystkim to fakt, że nasi mali przyjaciele już nie cierpią...
Photoblog.PRO cotidianae - 03/05/2021 12:52:38
My już nie chcieliśmy męczyć Ziemowita operacją. Istniało ryzyko, że nie przeżyje. W badaniu USG wyszedł nowotwór i przeżuty. Spędziliśmy ostatnie wspólne dni możliwie jak najlepiej, Ziomek do końca dzielnie walczył. Dokładnie, najważniejsze, że żaden z piesków już nie cierpi.
szewcowa - 03/05/2021 13:14:10 z telefonu komórkowego
No mój też miał te guzy nowotworowe w pęcherzu, ale przeżuty wyszły dopiero jak wujek otworzył psa, były tak poukrywane, że na usg nic nie było widać... przed Wami trudne chwile, ale macie siebie i wzajemne wsparcie, dużo siły dla Was :*
Photoblog.PRO cotidianae - 03/05/2021 13:23:41
Najtrudniejsze zdecydowanie już za nami ;). Mamy siebie i ogromną, wspólną pasję i to mocno nas scala i wzmacnia, również w trudniejszych chwilach w życiu.
szewcowa - 03/05/2021 13:34:02 z telefonu komórkowego
I oby tak było zawsze ;) :*
Photoblog.PRO cotidianae - 03/05/2021 21:45:16 z telefonu komórkowego
Otóż to :).
Photoblog.PRO northerka  - 02/05/2021 15:08:44
Ziomuś jest pewnie teraz szczęśliwy, możę biega z moim Maksiem i razem się bawią :) Czytając to co opisałaś przypomniało mi się jak musieliśmy pożegnać sie z naszym przyjacielem 9 maja 2019. Była ze mną moja mama, weterynarz powiedział ze on się męczy i że to dobra decyzja, ale ostrzegł że po drugim zastrzyku możę się ruszać bo podobno zwierzęta mają jeszcze takie odruchy, a widział po mnie że ogólnie źle znosiłam nawet jakiekolwiek zabiegi z nim, jak miał usuwane zęby to weterynarz zapamiętał że panikowałam, że jak dostał głupiego jasia to miałam łzy w oczach a wtedy miał tylko zabieg i był uspany chwilowo.. więc teraz po głupim jasiu pożegnaliśmy się z nim z mamą i wyszłyśmy jak zasnął nieświadomie po czym wet dał ten drugi zastrzyk.. Nie dałam rady być do końca i zostać po drugim zastrzyku :( Miałam tydzień zwolnienia z pracy po tym, lekarka chciała dać mi więcej ale za dużo nie mogłam brać l4
Zobacz wszystkie odpowiedzi: 9
Photoblog.PRO cotidianae - 02/05/2021 23:16:37 z telefonu komórkowego
Na pewno zrobiliście dla niego wszystko co się dało. Nasz pies pochorował się rok temu na coś innego i dzięki operacji wygraliśmy dla niego okrągły rok. Z rakiem świadomie walczyliśmy 10 dni. 7 z nich spędził niemalże po staremu: jadł, pił, merdał ogonem i był chętny do zabawy. Miał 3 ciężkie dni. W dwóch pierwszych przypadach walczyliśmy, przy trzecim uznałam, że że trzech razy sztuka, pora, by go już nie bolało bo nie zasłużył na cierpienie. Nasze treningi 3-4 razy w tygodniu dają dużo, do tego praca zawodowa i większość tygodnia zajęta. Weekendy najczęściej spędzamy aktywnie albo z rodzinką więc czasu na myślenie o Ziomki niewiele, mimo to nie ma dnia bez tego. Całe szczęście, że miałam przy sobie takiego Anioła. Ziomek bacznie pilnuje by nie śniły mi się żadne horrory albo on sam. Bardzo się tego bałam, tymczasem od jego śmierci nie było ani jednego złego snu.
Photoblog.PRO northerka - 02/05/2021 23:27:24
No to dobrze że coraz lepiej u Ciebie, ja miałam sny nie fajne na początku. Nasz pod koniec 2018 roku miał demencję i na to leki ale nie wiele pomagały, na działke go zabieraliśmy to nie wiedział co się dzieje, kręcił się pod nogami by go nie zostawić, tak jak kiedyś biegał to później ustawiał się tylko pod bramką by iść do domu, w domu czuł się najlepiej ale np. jak spał w nocy, to wstał, zsiusiał się na podłoge i poszedł spać dalej jak gdyby nigdy nic, nie pamiętał nic, wcześniej to normalnie w nocy spał i rano czekał by siusiu z nim wyjść no i właśnie na początku roku 2019 chodził z ogonem tylko w dół zgarbionym, jakby go coś bolało ale nie mógł powiedzieć co :( Nie wiem czy leki mu pomagały ale weterynarz był dobry, jak Maksiu miał chore ząbki do usunięcia to miał zabieg i po tym było wszystko ok, był szczęśliwy tylko zę wtedy miał z jakies 11 lat może więc był młody, szalał, przestal właśnie jakoś pod koniec 2018, nagle dziadkiem się stał i demencja doszła - https://postimg.cc/MMf7DS7s - tu jedno z jego ostatnich zdjęć z działki, już ogonka nie miał w górze a jak miał to rzadko kiedy
Photoblog.PRO cotidianae - 03/05/2021 8:56:54 z telefonu komórkowego
Snów się bałam ale na szczęście Ziomek nade mną czuwa. Wasz się dużo nachorował w życiu... współczuję. U nas na szczęście całe psie życie spokojne oprócz zeszłorocznego incydentu i ostatnich kilku dni życia. Ważne, że nie musiał długo cierpieć i że teraz nic go już nie boli.
Photoblog.PRO northerka - 03/05/2021 16:10:39
No Maksiu i ząbki miał chore, wcześniej coś ze szczęką że miał spuchniętą, wtedy chyba też od zębów, a jak był mały to źdźbło mu się wbiło między opuszkami i miał operacyjnie rozścinane i usuwane (od małego przygody z nim były, jako szczeniak miał problemy z uszami) ale i tak jak na shih tzu to miał ładny wiek bo 16 latek. No najważniejsze że się Ziomek nie męczy
Photoblog.PRO cotidianae - 03/05/2021 21:45:05 z telefonu komórkowego
Dokładnie, psy się już nie męczą i na pewno są szczęśliwe.
patusiax395  - 03/05/2021 9:56:28 z telefonu komórkowego
Czytałam to i aż łzy mi leciały... Bardzo mi przykro :( Trzymajcie się kochani :*
Photoblog.PRO cotidianae - 03/05/2021 9:58:25 z telefonu komórkowego
To były bardzo ciężkie chwile... dziękujemy :*.
abruniowelove  - 02/05/2021 22:41:28
Przepłakałam całą notkę. Ogromnie mi przykro że Ziomka nie ma już z Wami. Wiem jak boli strata ukochanego psa, bo 8 lat temu samochód przejechał moją suczkę obok naszego domu. Była ze mną 6 lat ale to był mój pierwszy własny pies. Trzymaj się kochana :*
Photoblog.PRO cotidianae - 02/05/2021 23:17:24 z telefonu komórkowego
Ja też płakałam przez cały czas pisania tego wpisu mimo, że to już tydzień. Bardzo współczuję, okropna historia. Dziękuję bardzo :*.
slodkadziewczynkaa  - 02/05/2021 16:30:48 z telefonu komórkowego
Wiosna jest piękna:)
Photoblog.PRO cotidianae - 02/05/2021 16:38:08 z telefonu komórkowego
Jest, szkoda tylko, że bez ukochanego czworonoga obok.
coffeebean1  - 02/05/2021 16:14:51
Miłość zwierzaka do nas, i nasza do niego przekracza wszelkie bariery i granice...
Photoblog.PRO cotidianae - 02/05/2021 16:28:52 z telefonu komórkowego
Dokładnie tak. Ziomek był dla nas pełnoprawnym członkiem rodziny. Kochaliśmy go tak jak kochamy bliskich nam ludzi.
empirex3  - 02/05/2021 16:03:15
Czytając to serce mi pękało. Nie wyobrażam sobie co przeszłaś i przechodzisz nadal. Nie wyobrażam sobie stracić ukochanego czworonoga - mam ich trzech i na samą myśl przeszywa mnie dreszcz. Ale trzeba wierzyć, że Ziomkowi jest teraz dobrze i na pewno nad wami czuwa.
Trzymajcie się, ściskam was cieplutko. <3
Photoblog.PRO cotidianae - 02/05/2021 16:07:09 z telefonu komórkowego
A ja nikomu tego nie życzę choć niestety wiadomo, że mając czworonoga trzeba się z tym liczyć :/. To bardzo ciężkie chwile, które tkwią w sercu na zawsze. Nie mam wątpliwości że Ziomkowi jest dobrze tam, gdzie jest. Przesłał mi wiele pozytywnych znaków :). Pozdrawiamy również <3.
Photoblog.PRO saphirra  - 02/05/2021 11:19:49
Papierowy Ziomek byś znów go miała - rany jakie to urocze i kochane <3 Myślę, że on zawsze z Tobą będzie i będzie czuwał nad Tobą <3
Photoblog.PRO cotidianae - 02/05/2021 11:21:30
Dla dzieci wszystko jest proste. Straciłaś ukochane zwierzę? Wystarczy zrobić drugie z papieru ;). Mam cudowne przedszkolaki <3. Też jestem tego zdania, pokazał mi to ledwo kilka minut po odejściu z tego świata <3.
Photoblog.PRO saphirra - 02/05/2021 11:24:24
Dokładnie, dziecko naturalnie znajdzie najprostsze rozwiązanie <3 Kochał Cię i kocha nadal, gdzieś z góry <3
Photoblog.PRO cotidianae - 02/05/2021 11:25:44
<3 <3 <3.
Photoblog.PRO saphirra - 02/05/2021 11:26:23
<3 <3 <3

Najnowsze wpisy

Magnolia

11/05/2021 21:46:49

Moje nowe cuda

08/05/2021 11:19:13

Pracowite mróweczki

05/05/2021 16:17:43

Wiosna w naszym ogrodzie

02/05/2021 10:52:07

Ziomek 2006-2021

25/04/2021 12:06:45

Lody śmietankowe leczą

24/04/2021 18:13:14

Trenujemy

21/04/2021 22:02:01

Bohater

18/04/2021 12:25:06

Wszystkie wpisy