Photoblog.pl

Załóż konto

Kto szuka - znajduje 

2021/04/18   

Bohater

« następne   poprzednie »
Bohater
Powiększenie

 

 

Cześć! U nas już spokojnie na tyle na ile w obecnej sytuacji jest to możliwe. Dzięki temu mogę napisać Wam coś więcej. Na początku dziękuję za wsparcie. Bardzo wiele osób kibicuje tu Ziomkowi, aż serducho rośnie. O dobre myśli prosimy już na stałe ;). Jako, że od kilku dni nic poza walką o zdrowie i życie Ziemowita nie ma dla nas większego znaczenia w dzisiejszym wpisie skupię się na tym aspekcie.

 

Dokładnie trzy dni temu rano ni stąd ni z owąd straciliśmy z Ziomkiem kontakt. 14 kwietnia aż do nocy wszystko było normalnie. 15 kwietnia rano Ziom klasycznie wybył na podwórko w celach porannej toalety, słychać było też szczekanie. To takie przywitanie się z kumplami z ulicy, codzienność. Po kilku minutach pies został wpuszczony do domu. Standardowo zagląda wtedy do miski, w której czeka śniadanie, a później idzie na piętro leniuchować bo taki jest urok psiego seniorstwa. Niestety Ziomek zaczął wchodzić po schodach wyraźnie wolniej niż zwykle. Poszedł do pokoju i położył się obok stolika. Chwilę później i ja wróciłam z parteru i zasiadłam do tegoż stolika by wysłać rodzicom przedszkolaków materiały do pracy zdalnej. Ziomek klasycznie stanął przy kanapie na której siedziałam i błagalnym wzrokiem wnioskował o zielone światło do skoku na mięciutką kanapę. Zielone światło dostał, a on nic. W wirze pracy przez kilka minut byłam bardzo mocno skoncentrowana na tym, co działo się na ekranie komputera. Kiedy wreszcie mogłam oderwać wzrok Ziomek stał nieruchomo, nie dało się nawiązać z nim kontaktu wzrokowego ani słuchowego. Nie reagował na nic, stał jak skała. Spanikowałam i zaczęłam wołać męża, który pracował zdalnie w gabinecie (jakie szczęście, że oboje pracujemy zdalnie i Ziomek nie był w tym czasie sam w domu).

Wyglądało to tak jakby miał udar albo wylew. Chwilę później nogi się pod nim rozjechały, przewrócił się i leżał. Zamortyzowałam jego upadek by w nic się nie uderzył. Cały czas oddychał i miał otwarte oczy. Minuty płynęły, a on nie chciał ani wstać, ani jeść, ani pić. Nie reagował na zapach ulubionych smakołyków, na nasz dotyk ani swoje imię. Zadzwoniłam do przychodni, w której ratowano go od powikłań zeszłorocznej operacji. Niestety dostępny był tylko jeden lekarz + technik weterynarii i właśnie rozpoczynała się jedna z dwóch planowych cesarek, dlatego mogliśmy podjechać dopiero o 14 no chyba, że nastąpiłaby sytuacja alarmowa typu zatrzymanie akcji serduszka. Do 14 monitorowałam Ziomusia non-stop. Dopiero tuż przed wyjściem wypił pół miski wody i na mocno chwiejnych nogach wysikał się. Choć byliśmy chwilę przed czasem w lecznicy już na nas czekano. Natychmiast pobrano krew do badań, zmierzono temperaturę, podano zastrzyk i kroplówkę. Wygolono brzuch i przygotowano naszego dzielnego pacjenta do USG jamy brzusznej. Szukaliśmy raczej skrętu żołądka, może jakiś wrzodów, a może gruzu który mimo naszych starań Ziomek co jakiś czas podjadał w pierwszych fazach remontu łazienki, a znaleźliśmy guza wątroby 2x3cm z wieloma przerzutami :(. Kiedy usłyszałam diagnozę o mało nie zemdlałam. Zalałam się łzami widząc, jak Ziomek posłusznie leży na leżance do USG i ze stoickim spokojem daje się badać wzdłuż i wszerz mimo, że podczas najróżniejszych kontrolnych badań jest mocno oporny. Po lekach poczuł się lepiej i tak trwaliśmy do kolejnego poranka w nadziei, że wyniki badań krwi będą chociażby nie najgorsze. Tej nocy spałam z Ziomkiem na materacu, a sen poprzedziła długa rozmowa z płaczem. Płakałam ja, płakał Ziomek łzy płynęły z jego oczu, a on resztkami sił lizał mnie po policzkach by mnie uspokoić. Jestem wdzięczna mężowi, że w międzyczasie ogarnął ekipę remontową, kolację dla nas, dla psa i wiele innych spraw codziennych, do których nie miałam głowy.

Następnego dnia od rana wisiałam na telefonie czekając, aż ktoś odbierze i będą już wyniki badań krwi. Niestety były one dla nas kolejnym wielkim ciosem. Okazało się, że wątroba i nerki psa praktycznie nie pracują, a hemoglobina jest dramatyczna. Żaden lekarz przy tak słabych wynikach krwi nie podjąłby się operacji Ziomka bo on zwyczajnie by tego nie przeżył. Rozpacz rozrywała moje serce. Z jednej strony od poprzedniego dnia oswajałam się, że być może będę musiała zadecydować o uśpieniu mojego najwierniejszego przyjaciela, a z drugiej strony Ziomek w te kilkanaście godzin stał się tak samo aktywny jak przed tą dziwną akcją z poranka. Nie ma mowy by uśpić psa który normalnie pije, je, bawi się, tuli i chętnie spaceruje po podwórku. Pojechaliśmy do lecznicy na rozmowę z lekarzem i kolejną dawkę leków. Podjęliśmy decyzję, że będziemy leczyć psa paliatywnie.

Do tej pory leczenie paliatywne kojarzyło mi się ze starymi osobami przykutymi do szpitalnego łóżka. Myślałam, że będę musiała zostawiać psa w lecznicy albo że lekarz będzie musiał do niego jeździć i nie ukrywam, że ta wizja wywołała u mnie kolejny stres, płacz i zawód. Okazuje się, że w przypadku Ziomka leczenie paliatywne oznacza codzienne jeżdżenie do przychodni weterynaryjnej na kroplówkę oraz przyjmowanie tabletek w domu. Leki w tabletkach na wątrobę będzie musiał przyjmować już dożywotnio. Zdążyliśmy z nimi w ostatniej chwili. Gdyby mimo tego leczenia Ziomek był słaby, całymi dniami leżał, nie miał apetytu takie leczenie nie miałoby sensu. Jednak od wczoraj Ziomuś jest taki jak dawniej: chętnie nas całuje, uroczo wymusza smakołyki, dokazuje, bawi się swoimi zabawkami, towarzyszy nam w posiłkach, merda ogonem... jest cudnie. I choć nie wiemy czy ta bajka skończy się za tydzień, za miesiąc, a może za rok to dla tej radości w ślepnących oczach i dla tego merdającego ogonka przejadę każdy kilometr do lecznicy, rezygnując z odpoczynku czy rozrywek, które moglibyśmy z mężem w tych chwilach realizować. Pies ze zdjęcia jest wart każdej złotówki, którą wydamy na leczenie paliatywne - takie, przy którym z góry wiadomo, że psa nie wyleczymy.

Nasze życie natychmiast musiało zostać przeorganizowane pod Ziomka tak, by zapewnić mu maksimum komfortu. Na szczęście z pomocą ruszyła moja ukochana mama. Nawet nie wiecie jak się cieszę, że ją mam i że tak chętnie pomaga nam z psem. Z chorym, starszym psem jest nie mniej zajęcia jak z dzieckiem. Kiedy tylko chcemy możemy jej zostawiać Ziomka (trening, zakupy itp.), mama chętnie się nim opiekuje korzystając z okazji, że również pracuje zdalnie. To bardzo duże ułatwienie i gdyby nie to pewnie musielibyśmy zawiesić treningi bo nie możemy dopuścić do sytuacji, by Ziomek został sam na dłużej niż kilka minut. Poranek sprzed kilku dni (weterynarz nie wie co to było, w tym wieku i przy takich problemach zdrowotnych to mogło być prawie wszystko) mocno pokazał nam to, że gdyby nas wtedy nie było w domu mogło się to skończyć tragicznie.

Rozgadałam się, a muszę zmykać do mojej małej, czarnej miłości. Czternaście i pół roku celebrujemy dość ponuro ale jednocześnie dziękujemy za każdy kolejny dzień razem. Nie wiemy ile ich przed nami, dlatego z każdego nowego dnia robimy małe święto. Dziś wracając z lecznicy zaliczyliśmy nawet mały spacer po lesie! Ziomek z godziny na godzinę udowadnia, że dla niego warto <3.

 

 

18 komentarzy
Zarejestruj się teraz, aby skomentować wpis użytkownika cotidianae.
abruniowelove  - 02/05/2021 22:54:45
Gdybym mogła mocno bym Cię wyściskała. Taka miłość to zwierzaka to coś niesamowitego.
Photoblog.PRO cotidianae - 02/05/2021 23:07:10 z telefonu komórkowego
Bardzo dziękuję za miłe słowa, pomagają <3.
liebekakteen  - 19/04/2021 22:11:02 z telefonu komórkowego
Tak mi przykro... Bądźcie dzielni <3
Photoblog.PRO cotidianae - 20/04/2021 8:31:35 z telefonu komórkowego
Nie dziękujemy!
empirex3  - 18/04/2021 21:02:51
Kochany, dzielny, mały bohater! <3 Smutne, ale zarazem cieszę się, że mimo wszystko jest lepiej niż było. Mam nadzieję, że Ziomek będzie z wami jeszcze długo, silna psinka z niego <3 ;)
Photoblog.PRO cotidianae - 18/04/2021 21:03:56 z telefonu komórkowego
Dokładnie tak, Ziomek to mały bohater, który dzielnie toczy nierówną walkę z rakiem. Nie dziękujemy!
patusiax395  - 18/04/2021 19:08:59 z telefonu komórkowego
Czytając to łezki mi leciały... :( oby z każdym dniem było lepiej :* zdrówka!
Photoblog.PRO cotidianae - 18/04/2021 20:55:35 z telefonu komórkowego
Niestety taka teraz nasza rzeczywistość... . Nie dziękujemy!
coffeebean1  - 18/04/2021 18:37:49 z telefonu komórkowego
Smutno mi bardzo po przeczytaniu tego wpisu. Cierpienie zwierzaków jest dla mnie czymś wyjątkowo przykrym.. Niech się Ziomek trzyma dzielnie! Przesyłam ciepłe myśli..
Photoblog.PRO cotidianae - 18/04/2021 20:55:09 z telefonu komórkowego
Mam tak samo. Nie dziękujemy!
krajobraz10  - 18/04/2021 14:33:05 z telefonu komórkowego
Współczuję
Photoblog.PRO cotidianae - 18/04/2021 20:53:22 z telefonu komórkowego
Dziękuję.
Photoblog.PRO northerka  - 18/04/2021 14:22:21 z telefonu komórkowego
Kurczę smutno :( biedny Ziomuś, dobrze ze jest lepiej po kroplówkach i lekach i dobrze ze jest takie leczenie. To zdrówka dla Was i Ziomka i wytrwałości, pies to najlepszy przyjaciel człowieka i to jest prawda. Trzymajcie się
Photoblog.PRO cotidianae - 18/04/2021 20:53:13 z telefonu komórkowego
Dokładnie, pies jest wspaniałym przyjacielem człowieka. Nie dziękujemy!
Photoblog.PRO saphirra  - 18/04/2021 12:39:43
Kurcze, aż sama miałam łzy w oczach jak to czytałam :( Dużo siły dla Was i dla Ziomka!
Photoblog.PRO cotidianae - 18/04/2021 12:43:32
To była dramatyczna akcja, oby nigdy więcej, nikomu nie życzę czegoś takiego :(. Nie dziękujemy!
Photoblog.PRO saphirra - 18/04/2021 12:58:12
<3 <3 <3
Photoblog.PRO cotidianae - 18/04/2021 14:08:29 z telefonu komórkowego
<3 <3 <3.

Najnowsze wpisy

Nasze cudeńko

12 godz. temu

Magnolia

11/05/2021 21:46:49

Moje nowe cuda

08/05/2021 11:19:13

Pracowite mróweczki

05/05/2021 16:17:43

Wiosna w naszym ogrodzie

02/05/2021 10:52:07

Ziomek 2006-2021

25/04/2021 12:06:45

Lody śmietankowe leczą

24/04/2021 18:13:14

Trenujemy

21/04/2021 22:02:01

Wszystkie wpisy