Photoblog.pl

Załóż konto

Wpis colloportus

Bolało. Bolało tak, że myślałam, że umrę. Ostatni rok wypełniłam łzami, popełnionymi głupstwami, podejmowaniem idiotycznych decyzji, żalem i tyloma strasznymi chwilami, że na myśl o nich zamieram. Znalazłoby się parę biczów, którymi okładałam się tak długo, aż niewiele z nich zostało. Kilkanaście miesięcy temu stałam w mrocznym i bardzo strasznym miejscu, z przerażenia nie mogąc myśleć o niczym innym, niż ono samo. Wegetowałam, a moja choroba przytulała mnie jeszcze mocniej, kiedy spędzałam w łóżku całe doby, mocząc poduszki łzami i krwią. Pani Hiobowa, której nie umiałam grać - moje alterego. 

Zdrowienie przypomina leczenie rany. Najpierw boli, kiedy ktoś dotyka zranionego miejsca. Potem krwawi kurewsko mocno, kiedy próbuje się ją oczyścić. Ropa wysącza się długo, powoli i z komplikacjami. A potem czysta rana zaczyna przysychać. Czasem jej brzegi jeszcze swędzą na samo wspomnienie tego, jak niemalże paliły żywcem. Skóra różowieje, zasklepia się. I tyle. I aż tyle. I ślad zawsze będzie. 

Przełom przyszedł kiedy uświadomiłam sobie, że nie będzie przełomu. Kiedy zaufałam odpowiednim ludziom, próbując choć trochę uwierzyć, że nie rozszarpią mnie do końca, że mi uwierzą, że będą moimi oczami, kiedy ja nie będę widzieć. 

Codziennie budzę się pełna wątpliwości. Wstaję, biorę lekarstwa, chodzę do pracy, zajmuję się domem. Próbuję oswajać to, co w sobie noszę, najzwyklejszą codziennością. Zdarzają się straszne noce. Bezsilne i nieme poranki. Dalej się boję, martwię. Jeszcze czasem płaczę. Nie zawsze wszystko rozumiem. Myślę o tym, co przeszłam i co jeszcze przede mną. Watpię w tę drogę, którą mam do przejścia.

 

Ale już nie uciekam. 

Wpis colloportus

Wiesz co jest kurewsko niesprawiedliwe? Że ty się nigdy nie przywiązujesz. Ciebie nie da się zranić odejściem, bo ty się pogodziłaś, że na nie zasługujesz. A człowiek do ciebie przywiązuje się w jedną chwilę, jak się już dodrapie do tego, jaka jesteś naprawdę. Twoją nieobecność czuje się fizycznie, a najgorsze jest to, że nie można pocieszyć się tym, że czujesz tak samo. Bo, kurwa, nie czujesz, bo nie tęsknisz, bo ty nie czujesz takiej dziury po innych ludziach. Jakbyś nie miała żadnych uczuć w sobie, a przecież wiem, że masz milion.

Tego w tobie nienawidzę. Że akceptujesz każdą krzywdę w najgorszy możliwy sposób - przez uznanie, że na nią zasługujesz.

 

 

 

 

Wpis colloportus

Wydarzenia ostatniego tygodnia wyrwały mi nieodporne serce z piersi. Koszmar każdego dnia, wieczora i nocy sam na sam z wibrującym wstydem, śliskim poczuciem winy, czarną wizją niczego, bo przecież nic już nie nadejdzie, koniec już za chwilę. Coś we mnie zgasło. Niemalże czułam jak uciekają resztki ciepła. I te cmenatarzyska petów co u Świetlickiego - były i u mnie. 

 

Nie dotrzymałam umowy. Kolejny krok w tył przeniósł mnie do miejsca, w którym byłam wiele lat temu - do samotności i przekonania, że nie mogę nikomu zaufać. Do desperacji. Zrobiłam rzecz tak złą, że wykrztuszenie jej wczoraj wieczorem, dusiło mnie nieskończącym się szlochem. Spodziewałam się policzka i potępienia - nie przyszły.

 

 

 

Jesteś kulką ulepioną z łez i cierpienia. Dlatego tak się stało.

girl, interrupted

girl, interrupted

Kiedy na kilka minut pozwoliłam sobie pomyśleć, że przetrwam, cały mój świat zatrząsł się a potem zawalił w posadach. I nic więcej, kurwa, nie ma tutaj do dodania niż to, że miałam rację od samego początku.

 

Jak mogę uwierzyć, że nie jestem złamana, a tylko poszarpana przez ludzi, którym nie zależało?

Jak mogę uwierzyć, że ból, który nieustannie czuję, że niemożność złapania oddechu, najmniejszej nadziei, kiedyś miną?

 

Świadomość pokonuje mnie, tabletki nasenne, rękę trzymającą moją, kiedy trzęsę się pod kołdrą kolejną noc. Krew płynęła mi po udach, rękach i stopach, a ja nie czułam niczego.

 

 

 

 

Tego chcesz? Obietnicy, że nie odetnę sznura kiedy cię znajdę?

Wpis colloportus

Znów nad sobą nie panuję. 

Mówię Sylwii, że to moja wina. Sylwia mówi mi, że to choroba znów psoci.

Tak bardzo chciałabym nie czuć tego lęku o wszystko. Czasem tak boli, że myślę, że głowa pęknie mi na pół.

 

 

Wypłakałam morze łez. 

like helium

like helium

Życie z sobą samą uczy mnie, że nie ma powodu, dla którego powinnam tłumaczyć się ze szklanki stojącej od dwóch dni na parapecie. Nie muszę odpowiadać na pytania: "Dlaczego masz cały dzień opuszczone rolety?", "Dlaczego spałaś do 17:30?", "Dlaczego nie umyłaś od trzech dni naczyń?". Nie ma sugestii, że picie tyle mocnej herbaty z cytryną nie jest zdrowe. Nie chcę otwierać drzwi listonoszowi - nie robię tego. Nikt nie czepia się już moich czarnych ubrań ani fioletowej szminki, w której, przy swojej bladej cerze, wyglądam jak wampir. Moje choroby mają tutaj idealną niszę do rozwoju. A jednak, na myśl o opuszczeniu tego miejsca, jest mi słabo.

Nie będę kłamać, że jestem pewna i że poradzę sobie z konsekwencjami. Skreślam dni do przyszłego piątku i boję się tak koszmarnie jak tylko ja potrafię bać się samej siebie. Ale jakiś czas temu nastąpił jeden z największych przełomów (chyba) w całym moim życiu i chociażbym przeklęła siebie i wszystkich wokół - nie cofnę czasu.

Nigdy nie założyłabym się, że mając niespełna dwadzieścia lat, będę tak nieszczęśliwa. I oto jestem. Ledwo stoję na nogach i modlę się o koniec, który nie przychodzi od tak wielu miesięcy, nie wiem już ilu, bo ich nie liczę.

Sprzątam bałagan pozostawiony przez ludzi, mających zwyczaj wracać dopiero gdy znajdą czas, którego nie potrafią wypełnić. Tym razem i ja odeszłam. Nie żałuję. I chociaż to strata, trudno. I chociaż słyszę, że się zmieniłam, że jestem inna - wzruszam ramionami i nie odpisuję na kolejne wiadomości. Nie chcę już nigdy czuć się winna za coś, co nie jest moją winą.

Zostali ci, którzy trzymali mnie za rękę, kiedy mój świat znów walił się w posadach. Jestem chorą na głowę idiotką, ale Bóg postawił koło mnie kilkoro aniołów stróżów, których tak bardzo chcę być warta.

 

 

Autorem zdjęcia jest Sean Sandoval 

the ship is slowly sinking

the ship is slowly sinking

Nauczyłam się nie wierzgać. Nieprzespana noc kończy się dla mnie o czwartej nad ranem. Wstaję, robię kawę, siadam do komputera. Udaję, że nic się nie stało chociaż łzy ciekną mi po policzkach, bo to przecież kolejne tabletki nasenne, które przestały działać.

 

Kawa wraca przełykiem do gardła. Wracają tabletki, które biorę rano, żółć i kwas żołądkowy. Przyzwyczaiłam się do wiszenia nad kiblem i ryku, że żałuję, że się urodziłam. Myję zęby drugi raz. Piję wodę. Wymiotuję wodą, którą przed chwilą wypiłam. Maluję się. Przestaję się malować, bo przez łzy wsadziłam szczoteczkę od tuszu do oka. Ubieram się. Płaczę pod drzwiami przez kilka minut. Poprawiam makijaż. Wychodzę. Odpalam jednego papierosa od drugiego, nie wypuszczam peta z gęby chociaż rzuciłam trzy tygodnie temu.

 

 

Wróciłam do pierdolonej normy. Jakby każdy neuron w moim ciele pulsował bólem. Znów coś ciężkiego nie pozwala mi oddychać. Łapię powietrze, kiedy pijana wódką i żalem o piątej rano, przytulam się mocno i słyszę: "Wiem, że się boisz. Ale jestem przy tobie".

 

 

autor tego cudnego kolażu z Beksińskim w tle: Piotr Wawrzyniak 

back to black

back to black

Jest ze mną coraz gorzej. A najtrudniej zapomnieć i żyć zwykłym życiem, odgonić te myśli, których nie powinnam mieć. Jest mi wstyd. Tak strasznie boli, nigdy nie minie. Jak mam poradzić sobie z całym tym gównem? Kolejną noc zasypiam wtulona w mokrą od łez poduszkę, a ciepła dłoń czuwa przy mojej - trzęsącej się z zimna i strachu.

 

 

Jutro spytam cię jak się czujesz a ty dla odmiany powiesz mi prawdę. Spróbujesz wytłumaczyć, ja spróbuję zrozumieć. A razem spróbujemy sobie z tym poradzić, dobrze?

tylko dreszcze

tylko dreszcze

Tak jakby wszystko było martwe, ja najbardziej. Wsiadam do tramwaju i nie mogę złapać oddechu. Wchodzę na wydział i trzęsą mi się kolana. Stoję w strumieniu zimnej wody pod prysznicem i nie potrafię się ruszyć. Śnią mi się straszne rzeczy, kiedy już uda mi się zasnąć. Wyczekuję świtów jak zbawienia. Jest coraz gorzej i boję się co będzie.

Za krótkie chwile spokoju przychodzą wysokie rachunki spłacane we łzach, które zamarzają na mojej kurtce; w poharatanej dłoni szukającej włącznika światła kiedy o 4 nad ranem zrywa mnie z płytkiego snu kolejny atak paniki; w czternastu nieodebranych połączeniach. Jeśli bym odebrała, jeśli musiałabym słuchać, rozumieć, potakiwać, kłamać, śmiać się, wymyślać wymówki, chyba całkiem bym się rozsypała. Czasem czuję, że dłużej nie dam rady i wtedy okazuje się, że muszę, bo w niczym nie mogę znaleźć ukojenia, a im dłużej muszę, tym mocniej zaciska się moje gardło, w którym drapie mnie od łez.

 

 

Pęka mi serce, bo wiem, że tak strasznie się boisz, a ja nie potrafię ci pomóc. Bo widzę jak się męczysz.

Ale ty  m u s i s z  to wiedzieć. Nawet jak dokonasz wyboru, to wejdę ci w drogę i zrobię wszystko, żeby ci przeszkodzić. Chociaż byś mnie miała nienawidzić do końca.

 

(kadr z filmu "Der Himmel uber Berlin")

elastic heart

elastic heart

mądrości gdańskich murów

 

 

Żałuję zdań wypowiedzianych w bólu, którego dotykałam wtedy opuszkami palców. Żałuję tego szantażu w gniewie, bo nim, zdaje się, coś zniszczyłam... Na dobre. Popękało. Jak to dobrze, że te same ramiona, w których krzyczałam, że już dłużej nie dam rady, obejmują mnie i głaszczą po plecach, ciii, już dobrze, oddychaj, ciii, spokojnie, hej,  już wszystko w porządku, już dobrze...

Wyświetlanie archiwum

Wpisy Mozaika

Filtruj wpisy