>
photoblog.pl
Załóż konto
Dodane 21 GRUDNIA 2025
71
Dodano: 21 GRUDNIA 2025

***

21 grudnia, popołudnie. Za oknem szarość, która zdaje się mieć nieskończoną liczbę odcieni, a ja siedzę z kubkiem herbaty i próbuję pojąć, jak to możliwe, że za trzy dni Wigilia. Zawsze w tym momencie roku byłam już mentalnie przy choince, z głową pełną list, zapachów i planów. Teraz łapię się na tym, że ta myśl bardziej mnie zaskakuje niż ekscytuje. Jakby kalendarz przyspieszył beze mnie, a ja nie zdążyłam się do tego wszystkiego nastroić.

Zawsze czekałam niecierpliwie na nadejście Świąt Bożego Narodzenia. Grudzień był dla mnie czasem odliczania, drobnych rytuałów i tej dziecięcej radości, która wracała co roku, niezależnie od wieku. Tym razem jest inaczej. Ten rok stanowi wyjątek - zamiast ekscytacji pojawiło się zmęczenie i ostrożność, a wszystko przez zapalenie rozcięgna podeszwowego, które skutecznie odebrało mi lekkość nie tylko w chodzeniu, ale i w myśleniu o Świętach.

Dolegliwość dręczy mnie już od tygodnia. Tylko tydzień, a mam wrażenie, jakby minął miesiąc. Najgorsze są poranki. Wstaję z łóżka i przez pierwsze sekundy czuję się, jakbym stawała bosą stopą na coś ostrego. Każdy krok jest ostrożny, niepewny, podszyty nadzieją, że może dziś będzie lepiej. Czasem jest. Czasem nie. Pięta bywa kapryśna jak pogoda w grudniu.

Najbardziej frustruje mnie to, że to uraz, którego nie da się "przeboleć" w sensie dosłownym. Nie można go zignorować, zacisnąć zębów i pójść dalej. Każdy krok przypomina, że coś jest nie tak. A kiedy człowiek zaczyna myśleć o chodzeniu, to nagle uświadamia sobie, jak ogromną częścią codzienności jest zwykłe przemieszczanie się. Wyjście po zakupy, szybki spacer, spontaniczne "wyskoczę na chwilę". Teraz wszystko wymaga planowania, zastanowienia, a czasem rezygnacji.

Jakby tego było mało, naczytałam się w Internecie, że zapalenie rozcięgna podeszwowego może trwać nawet kilka miesięcy. Kilka miesięcy! To zdanie krąży mi po głowie jak natrętna mucha. Wiem, że Internet lubi straszyć, że najgorsze scenariusze klikają się najlepiej, ale mimo to trudno pozbyć się tej myśli. A co jeśli to się nie skończy szybko? Co jeśli zima minie mi pod znakiem kulenia się po domu i ostrożnego stawiania stóp?

Z drugiej strony - i tu pojawia się paradoks - jest we mnie też pewna ulga. Cieszę się, że zachorowałam właśnie teraz. Wiem, jak to brzmi, ale naprawdę tak czuję. Grudniowa pogoda zupełnie nie zachęca do spacerów. Jest zimno, mokro, wcześnie robi się ciemno, a chodniki są śliskie i nieprzyjazne. Gdyby to przydarzyło mi się wiosną albo latem, pewnie byłoby mi znacznie trudniej psychicznie. Teraz mogę zostać w domu z czystym sumieniem. Bez poczucia, że coś mnie omija.

Dom stał się moją bezpieczną bazą. Koc, herbata, książki, seriale, zapach pomarańczy i cynamonu. Odpoczynek, który zwykle odkładałam "na później", nagle stał się koniecznością. Uczę się słuchać własnego ciała, choć przyznaję - to nie jest moja mocna strona. Zawsze wydawało mi się, że muszę być w ruchu, produktywna, obecna wszędzie naraz. Teraz moja pięta mówi wyraźne "stop". I choć buntuję się przeciwko temu, próbuję też przyjąć tę lekcję.

Święta w tym roku będą inne. Wolniejsze. Mniej perfekcyjne. Być może mniej "instagramowe". Ale może za to bardziej prawdziwe. Bez biegania, bez gonitwy, bez presji, że wszystko musi być zrobione na już. Może właśnie tego mi było trzeba, choć wolałabym, żeby życie przekazywało takie nauki w mniej bolesny sposób.

Łudzę się nadzieją, że u mnie kontuzja minie wcześniej. Że kilka tygodni wystarczy, że organizm się zregeneruje, że wrócę do normalnego chodzenia szybciej, niż straszą artykuły. Trzymam się tej myśli, bo daje mi spokój. A spokój teraz jest mi bardzo potrzebny. Staram się robić to, co mogę: odpoczywać, rozciągać stopę, nie forsować się. I ufać, że ciało wie, co robi.

Może te Święta nie będą takie, jakie sobie kiedyś wyobrażałam. Może nie będzie długich spacerów, krzątania się bez przerwy i tej charakterystycznej przedświątecznej ekscytacji. Ale będą ciche popołudnia, czas na myśli i przestrzeń na oddech. A czasem to właśnie jest największym prezentem - nawet jeśli przychodzi zapakowany w ból prawej pięty i grudniową szarugę.

Info

Tylko obserwowani przez użytkownika cieniolubna
mogą komentować na tym fotoblogu.

Informacje o cieniolubna


Inni zdjęcia: 829-BORUCIN, pow. rociborski, wo manekin1828-PIETROWICE WIELKIE, pow. rac manekin1824-RYBARZOWICE, pow. bielskobia manekin1822-BIELINY, pow. kielecki, woj. manekin1820-BELOOGLY, hr. Cork, IRLANDIA manekin11748 akcentova819-CORK, hr. Cork, IRLANDIA. manekin1818-Hr. Cork, IRLANDIA manekin1814-TOMICE, pow. wadowicki woj. manekin1:) ns35