>
photoblog.pl
Załóż konto
Dodane 12 GRUDNIA 2025
86
Dodano: 12 GRUDNIA 2025

...

Jest 12 grudnia. Poranek jeszcze nie zdążył się dobrze obudzić, a ja już siedzę z kubkiem herbaty, patrzę w okno i czuję, jak melancholia rozlewa się po mnie powoli, bez pośpiechu. Zima ma w sobie coś bezlitosnego - obnaża myśli, których przez resztę roku udaje się nie słyszeć. Dziś nie umiem ich uciszyć.

Zawsze wydawało mi się, że smutek przychodzi falami. Że można się na niego przygotować, przeczekać, jak burzę. Tymczasem on wchodzi po cichu, siada obok i zaczyna szeptać o sprawach, których najbardziej się boję. O przemijaniu. O tym, że nic nie jest dane na zawsze. O dniu, który kiedyś na pewno nadejdzie - dniu, w którym zostanę całkiem sama.

Mam tylko Radka i mamę. "Tylko" to złe słowo, bo to przecież cały mój świat. Radek ze swoim spokojem, który potrafi mnie uspokoić jednym spojrzeniem. Mama z głosem, który od lat jest dla mnie synonimem bezpieczeństwa. Czasem łapię się na tym, że boję się nawet pomyśleć o ich nieobecności, jakby sama myśl mogła coś przywołać, sprowokować los.

A jednak dziś te myśli wracają uparcie. Wiem, że kiedyś nastanie dzień, w którym jedno z nich odejdzie. A potem drugie. I zostanę ja - z pamięcią, z przedmiotami, z ciszą. Ta wizja jest jak lodowaty ucisk w klatce piersiowej. Panicznie się boję tej samotności, tego, że świat będzie trwał dalej, a ja nie będę miała już do kogo zadzwonić, komu powiedzieć "wróciłam do domu".

Czasami pojawia się we mnie myśl wstydliwa i trudna do wypowiedzenia na głos: że może łatwiej byłoby odejść wcześniej. Nie dlatego, że nie kocham życia - przeciwnie, kocham je właśnie przez nich. Ale boję się bólu, który mógłby mnie roztrzaskać na kawałki, gdyby ich zabrakło. Zaraz potem przychodzi druga myśl, równie silna: przecież nie chciałabym ich opuszczać. Nie chciałabym zostawić Radka samego z naszymi wspólnymi porankami i planami, ani mamy z pytaniami, czy na pewno ciepło się ubrałam.

To rozdarcie boli najbardziej. Miłość, która jest schronieniem, staje się jednocześnie źródłem lęku. Im mocniej kocham, tym więcej mam do stracenia. I choć wiem, że to naturalne, że wszyscy tak mamy, to rano, 12 grudnia, świat wydaje się zbyt kruchy, by unieść tę prawdę bez drżenia.

Siedzę więc i oddycham. Próbuję skupić się na teraz. Na tym, że Radek jeszcze śpi w drugim pokoju, a mama pewnie zaraz do mnie zadzwoni. Na tym, że mamy dziś ten dzień - nie ten przyszły, wyobrażony, straszny. Uczę się, powoli i nieporadnie, że jedynym antidotum na strach przed stratą jest obecność. Uważność. Miłość przeżywana tu i teraz, nawet jeśli czasem boli.

Może melancholia jest mi dziś potrzebna. Może przypomina mi, jak bardzo zależy mi na tych dwojgu ludzi. Jak bardzo chcę, żeby każdy zwyczajny poranek miał sens. Jeśli kiedyś przyjdzie samotność, nie wiem, czy będę na nią gotowa. Dziś nie jestem. Dziś po prostu zapisuję te myśli, żeby nie zostały tylko we mnie, i pozwalam sobie być słaba. To też jest jakaś forma życia.

Info

Tylko obserwowani przez użytkownika cieniolubna
mogą komentować na tym fotoblogu.

Informacje o cieniolubna


Inni zdjęcia: synuś ns35synek na bujaczce ns35synek ns35:) ns35ja ns35ja ns35Brodziec piskliwy slaw300Idol najprawdopodobniejnie36 rudedamien13.1.26 rena1ch4n