>
Siedzę właśnie przy biurku z kubkiem mocnej, czarnej kawy, która paruje jeszcze leniwie i pachnie tak intensywnie, że aż trudno mi się skupić na czymkolwiek innym. Radek jest w pracy do szesnastej, więc mam chwilę tylko dla siebie - rzadką, cichą przestrzeń, w której mogę zanurzyć się w myślach i powspominać wczorajszy wieczór. A naprawdę jest co wspominać.
Wczoraj po raz pierwszy od dłuższego czasu włączyłam sobie audycję w Radio MagMa. Kiedyś słuchałam jej regularnie, ale życie jak to życie - raz przeszkodził brak czasu, innym razem zmęczenie, jeszcze innym zwyczajnie zapomniałam. A szkoda, bo ta audycja ma w sobie coś wyjątkowego. Prowadzący ma głos idealny do czytania poezji: ciepły, głęboki, lekko zachrypnięty. Kiedy zaczyna recytować wiersze, czuję się tak, jakby ktoś otwierał przede mną drzwi do innego świata - spokojniejszego, bardziej uporządkowanego, pełnego emocji, ale takich, które nie przytłaczają, tylko pozwalają oddychać pełniej.
Tym razem jednak to nie same wiersze sprawiły, że wieczór był aż tak rewelacyjny. Największą niespodzianką okazał się czat. Chwilę po rozpoczęciu audycji zajrzałam tam trochę z ciekawości, myśląc, że pewnie wszyscy będą pisać bardzo poważne i głębokie rzeczy, jak to bywa w miejscach poświęconych poezji. A tu... totalne zaskoczenie. Grupa ludzi, która najwyraźniej zna się nie od dziś, żartowała, komentowała wiersze w sposób tak lekki i inteligentny, że natychmiast poczułam się, jakbym trafiła na idealne towarzystwo do spędzenia wieczoru.
Zaczęłam się odzywać nieśmiało, ale po chwili już płynęłam z rozmową jak stary znajomy tej ekipy. Żarty były tak trafione, tak absurdalne i tak błyskotliwe, że kilka razy naprawdę popłynęły mi łzy - ze śmiechu oczywiście. Już dawno nie śmiałam się tak szczerze, tak zaraźliwie i tak beztrosko. W pewnym momencie musiałam nawet odejść od komputera, bo dosłownie bolał mnie brzuch. Czułam, jakby ktoś na chwilę podmienił mój świat na wersję o wiele lżejszą, gdzie nie trzeba się niczym martwić, a jedyne, co istnieje, to rytm słów, śmiech i ludzie, którzy potrafią cieszyć się chwilą.
Co ciekawe, mój humor trzymał się świetnie nawet wtedy, kiedy późnym wieczorem zaczęło mi szwankować ciśnienie. Raz za wysokie, raz za niskie - jakby nie potrafiło się zdecydować, w którą stronę chce mnie bardziej irytować. Zwykle takie wahnięcia sprawiają, że zaczynam się zamartwiać i wpadać w tryb troski o samą siebie, ale tym razem... nic z tych rzeczy. Byłam tak pozytywnie naładowana całym tym wieczorem, że zamiast zamartwiać się czy mierzyć ciśnienie co pięć minut, powtarzałam sobie tylko: "Kasia, oddychaj. Masz dobry dzień. Nie daj go sobie popsuć".
I nie dałam. Kiedy kładłam się spać, byłam tak roześmiana, że nawet Radek spojrzał na mnie z lekkim niedowierzaniem. "Co cię tak wzięło?" - zapytał. A ja tylko wzruszyłam ramionami i powiedziałam: "Dobry wieczór. Po prostu dobry wieczór". I zasnęłam szybciej niż zwykle, z uśmiechem przyklejonym do twarzy niczym najdelikatniejszy tatuaż z pozytywnej energii.
Dziś, kiedy popijam kawę i patrzę przez okno na powoli zapadający zimowy zmierzch, czuję wdzięczność. Za ludzi, których nawet nie znam, a którzy potrafili mnie tak rozbawić. Za słowa, które czasem działają lepiej niż lekarstwo. Za to, że świat potrafi być lekki - choćby przez kilka godzin. I za to, że takie chwile naprawdę zostają na dłużej.
Może dziś też włączę Radio MagMa. Może znów tam zajrzę. A może po prostu zachowam ten wczorajszy wieczór w pamięci, żeby rozświetlał kolejne dni, kiedy będą potrzebowały trochę więcej ciepła.
Tylko obserwowani przez użytkownika cieniolubna
mogą komentować na tym fotoblogu.
Inni zdjęcia: synuś ns35synek na bujaczce ns35synek ns35:) ns35ja ns35ja ns35Brodziec piskliwy slaw300Idol najprawdopodobniejnie36 rudedamien13.1.26 rena1ch4n