>
photoblog.pl
Załóż konto
Dodane 9 GRUDNIA 2025
89
Dodano: 9 GRUDNIA 2025

06.12.2025

Dzisiejszy poranek jest jednym z tych, które chciałabym zatrzymać przy sobie na dłużej - nie ze względu na jakieś wielkie wydarzenie, ale właśnie przez jego spokojną, cichą zwyczajność. Jest 9 grudnia, wtorek, a ja od rana czuję się zadziwiająco dobrze. To wręcz nowe doświadczenie po kilku dniach uporczywej bezsenności, kiedy przewracałam się z boku na bok do drugiej, trzeciej, czasem nawet czwartej nad ranem, wpatrzona w sufit jak w pustą kartkę. Dziś jednak było inaczej. Zasnęłam o dwudziestej pierwszej z małym haczykiem, tak jakby ktoś położył mi rękę na ramieniu i powiedział: "Wystarczy. Odpocznij". I spałam. Spałam aż do ósmej, zanurzona w miękkim, gęstym śnie, bez przerw, bez koszmarów, bez tego natrętnego poczucia, że zaraz muszę wstać, bo przecież "powinnam coś zrobić".

Obudziłam się na chwilę przed tym, jak Radek szykował się do wyjścia. Słyszałam w kuchni jego spokojne krzątanie się - codzienny rytuał poranka, który zawsze toczy się według podobnego schematu: kawa, kanapka, szybkie sprawdzenie pogody, rzut oka na ładowanie hulajnogi. Ja leżałam jeszcze w łóżku, porządnie zrelaksowana, i uśmiechałam się sama do siebie, bo mój organizm w końcu dostał to, czego tak mu brakowało.

Radek przyszedł na chwilę do sypialni, nachylił się i pocałował mnie w usta. Poprosiłam go, żeby jechał ostrożnie i uważał na siebie. Uśmiechnął się tylko i skinął głową, jakby chciał mnie uspokoić bez słów. Po chwili wyszedł - jak zwykle przed ósmą.

Jego droga do pracy trwa zwykle kilkanaście minut. Hulajnogę ma elektryczną, taką porządną, ciężką, którą trudno przewrócić i jeszcze trudniej ukraść. Mimo to zawsze się martwię. Nie jakoś obsesyjnie, ale jednak. Taki mały, ukryty lęk, który podpowiada mi różne głupoty. Kiedy dojeżdża do pracy, zawsze wysyła mi krótkie "Jestem :)". Taki nasz mały rytuał, który daje mi poczucie spokoju. I bezpieczeństwa - jego bezpieczeństwa przede wszystkim.

Dzisiaj jednak wiadomość nie przyszła o czasie. Zwykle telefon brzęczy pięć, dziesięć minut po tym, jak Radek zamyka za sobą drzwi. A tym razem minęło piętnaście minut. Potem dwadzieścia. Potem... zaczęłam sprawdzać godzinę co trzydzieści sekund. Całe moje wyspanie, cały ten poranny luksus wypoczętego ciała nagle wyparował, zostawiając mnie z coraz cięższym, coraz bardziej znajomym uciskiem w klatce piersiowej. Mózg włączył czarne projekcje niczym nieproszony reżyser: poślizgnął się, ktoś nie zauważył hulajnogi na przejściu, potrącił go samochód, może przewrócił się na oblodzonym chodniku...

Próbowałam się uspokoić. Powtarzałam sobie w myślach: "Kasia, spokojnie. To pewnie tylko drobiazg. Może zatrzymało go światło, może musiał coś poprawić przy hulajnodze, może ktoś zadzwonił". Ale moje myśli i tak biegły w swoją stronę. Jakby ta rozsądniejsza część mnie nadal drzemała gdzieś pod kołdrą, a ta skłonna do zamartwiania się już krążyła po mieszkaniu i robiła zamieszanie.

W końcu, po dwudziestu kilku minutach, telefon zawibrował. Serce podskoczyło mi tak gwałtownie, że aż mnie zabolało. Otworzyłam wiadomość z prędkością światła.

"Jestem! Wybacz, że piszę dopiero teraz - kiedy dotarłem, od razu wszedłem do biura i dopiero teraz mogłem się odezwać".

Nic wielkiego. Nic dramatycznego. Żaden czarny scenariusz, który zdążyłam już sobie wyobrazić. Ulga była tak duża, że aż roześmiałam się na głos. I trochę z siebie, bo znowu zrobiłam to, co robię często: przeskoczyłam z "nic się nie dzieje" do "katastrofa" w ułamku sekundy.

Ale po chwili poczułam wdzięczność, nie tylko za to, że Radek dotarł bezpiecznie, ale też za ten poranek. Za sen. Za spokój, który - mimo nagłego zakłócenia - wciąż we mnie został. Za to, że mogę siedzieć teraz z kubkiem herbaty i pisać tę notatkę, czując, jak mój organizm powoli wraca do normalności.

Mam nadzieję, że ta spokojna noc nie była tylko jednorazowym wyjątkiem. Może to początek lepszego czasu. Może mój organizm w końcu odpuścił, a myśli nauczą się, że świat nie kończy się, kiedy SMS przychodzi dziesięć minut później.

Na razie cieszę się chwilą. I wtorkiem, który zaczął się dokładnie tak, jak powinien - zwyczajnie, ciepło i z odrobiną nadziei.

Info

Tylko obserwowani przez użytkownika cieniolubna
mogą komentować na tym fotoblogu.

Informacje o cieniolubna


Inni zdjęcia: Przedpoczątki. mojamalanienawimiloscsynuś ns35synek na bujaczce ns35synek ns35:) ns35ja ns35ja ns35Brodziec piskliwy slaw300Idol najprawdopodobniejnie36 rudedamien