>
photoblog.pl
Załóż konto
Dodane 7 GRUDNIA 2025
125
Dodano: 7 GRUDNIA 2025

06.12.2025

Jest niedzielny poranek, 7 grudnia, a ja siedzę z kubkiem gorącej herbaty przy kuchennym stole i próbuję zebrać myśli. Wszystko wskazuje na to, że dziś zostaniemy z Radkiem w domu. Moje plany - jak zwykle zresztą - pokrzyżowało coś kompletnie nieprzewidzianego. Od wczorajszego wieczora boli mnie prawa pięta, i to tak porządnie, że zaczęłam kuleć. Najpierw sądziłam, że to nic poważnego, może po prostu źle stanęłam, może jakaś głupia mikrokontuzja. Ale dziś rano ból nie tylko nie minął, ale wręcz trochę się nasilił. Radek od razu stwierdził, że nie mam co wychodzić z domu, bo szkoda zdrowia, a ja wcale nie miałam siły protestować.

Trochę mnie to wszystko irytuje, bo liczyłam, że wybierzemy się na Stare Miasto, tak jak ostatnio. Lubię te nasze małe wypady - nawet jeśli kończą się tylko kubkiem gorącej czekolady wypitej na ławce i szybkim powrotem do domu. Mimo to jest w tym coś, co mnie wycisza i porządkuje w głowie. Ale z drugiej strony... może to i lepiej, że dziś tam nie dotrzemy. Weekend, grudzień, dzień wolny - pewnie pełno ludzi. A ja chwilowo nie mam ochoty na przypadkowe spotkania ze znajomymi, na wymuszone uśmiechy i pogawędki o niczym. Czasem mam wrażenie, że moje życie to ciągła żonglerka energią społeczną, a dziś zwyczajnie nie mam jej na tyle, by komukolwiek ją rozdawać.

Poza tym wrócimy tam za tydzień. Za siedem dni zaczyna się jarmark świąteczny, nasza mała grudniowa tradycja. Już teraz wyobrażam sobie zapach grzanego wina, migoczące światełka i stoisk pełnych rękodzieła. Wtedy będę mogła spokojnie pochodzić (mam nadzieję, że pięta do tego czasu się ogarnie), popatrzeć na ozdoby, może kupić jakieś drobne prezenty. Zawsze robię sobie postanowienie, że nie dam się wciągnąć w świąteczny konsumpcyjny szał, a potem wracam do domu z torbą rzeczy, które "same mi się kupiły". Na szczęście Radek ma bardziej praktyczne podejście i zwykle sprowadza mnie na ziemię jednym spojrzeniem.

Dziś jednak spędzimy dzień znacznie spokojniej. Trochę martwi mnie tylko to, że w nadchodzącym tygodniu Radek pracuje do szesnastej. A to oznacza, że kiedy wróci do domu, będzie już zupełnie ciemno i spacer po okolicy od razu odpada - nie cierpię chodzić po ciemku, nawet jeśli to tylko kilka ulic dalej. Gdy jest jasno, zwykle krótkie wyjście pomaga mi przewietrzyć głowę i ułożyć myśli, a teraz będę musiała obejść się smakiem. Jeśli pięta nadal będzie dokuczać, mogę utknąć w domu na dobre, skazana na cztery ściany i własny natłok myśli. To chyba najbardziej frustruje - jak łatwo drobiazg w postaci bólu w stopie potrafi wywrócić codzienność do góry nogami.

Ale próbuję patrzeć na to inaczej. Może to szansa, by wreszcie zwolnić? Może warto potraktować ten czas jako wymuszoną przerwę? Mam tyle rzeczy, na które wiecznie brakuje mi przestrzeni - książki odłożone "na później", serial, który oglądam od trzech miesięcy po jednym odcinku, albo najzwyklejsze leniwe leżenie pod kocem bez poczucia winy. Może dziś, tu i teraz, mam do tego pełne prawo.

Za oknem świat powoli budzi się do życia. Ja jeszcze nie muszę. Zaparzę kolejną herbatę i posiedzę chwilę dłużej. Może to właśnie najlepszy plan na niedzielę.

Info

Tylko obserwowani przez użytkownika cieniolubna
mogą komentować na tym fotoblogu.

Informacje o cieniolubna


Inni zdjęcia: hard toujourspurkażdy ma chwilę. xciemna19.1.26 rena1ch4n:) dorcia2700Okno na świat. ezekh114Lodowata droga bluebird111721 akcentovaz kuzynem przy koniu ns35synek przy koniu ns35:) ns35