>
photoblog.pl
Załóż konto
Dodane 2 dni temu
36
Dodano: 2 dni temu

14.02.2023

Środa, 3 grudnia. Poranek, który nawet nie udaje, że ma dobry start.

Piszę tę notatkę z kubkiem letniej herbaty, której smak nijak nie chce mi się ułożyć - jakby sama też była zmęczona. Spałam raptem cztery godziny. To śmieszne, jak szybko potrafi się rozsypać cała noc, kiedy jeden element pójdzie nie tak. Obudziłam się w środku nocy z okropnym bólem głowy, takim pulsującym, który zdaje się rezonować w całej czaszce, i do tego z mdłościami, które nie dawały spokoju. Pierwsza myśl - czy to ciśnienie? Ale nie, tym razem było w normie. Mój organizm naprawdę lubi płatać mi figle bez konkretnego powodu.

Wypiłam dużo wody, najpierw powoli, jakby na próbę, a potem łapczywiej, żeby zająć czymś ten ślamazarny dyskomfort. Przewracałam się z boku na bok, aż w końcu chwyciłam za telefon. Mama, jak zwykle, jeszcze nie spała - to w niej uwielbiam, tę dziwną synchronizację naszych bezsennych momentów. Wymieniłyśmy parę wiadomości. Nic ważnego, nic odkrywczego, jakieś drobnostki, ale wystarczyło, by poczuć, że nie jestem totalnie sama z tym nocnym rozgardiaszem.

Zasnęłam dopiero około drugiej nad ranem. Ten moment zawieszenia między świadomym oddechem a odpłynięciem w sen był tak ulotny, że nawet nie wiem, kiedy dokładnie się wydarzył. Po prostu nagle mnie nie było.

O przed szóstej Radek wyszedł do pracy. Słyszałam, jak cicho skrada się po ciemku, żeby mnie nie obudzić - taki uroczy, choć w tym przypadku nie miał mnie z czego budzić, bo już wtedy leżałam z otwartymi oczami, wpatrzona w sufit. Jego wyjście tylko utwierdziło mnie w tym, że drugiej tury snu już dzisiaj nie będzie. Próbowałam jeszcze udawać przed samą sobą, że może jednak, że jeszcze pięć minut, jeszcze jeden spokojniejszy oddech... ale nie. Organizm postanowił się buntować.

Teraz, gdy to piszę, czuję, że czeka mnie parszywy dzień. Taki, w którym każda czynność jest jak próba przebicia się przez niewidzialną mgłę. Wiem, że nie zrobię dziś niczego produktywnego, choć miałam plany - a przecież plany na środę zawsze brzmią sensownie. To miał być dzień nadrabiania zaległości, porządkowania notatek, przemyślanego działania. A zamiast tego mam dyskomfort przy każdym ruchu, zepsuty rytm i półprzytomność w oczach.

Jest we mnie jednak jakiś rodzaj pogodzenia. Czasem trzeba zaakceptować fakt, że dzień będzie zmarnowany, że ciało mówi "stop", nawet jeśli głowa próbuje zmuszać je do działania. Może to głupie, ale dzisiaj pozwolę sobie na słabość. Na siedzenie, patrzenie w okno, na wolniejsze tempo. Na to, by dzień po prostu się wydarzył, bez mojej presji, bez poczucia winy.

Może jutro będzie lepiej. Może dzisiejsza nieproduktywność przyniesie choć odrobinę ulgi. A na razie - piję letnią herbatę i próbuję nie zasnąć z czołem opartym o klawiaturę. Środa. No trudno. Taka jej natura.

Info

Tylko obserwowani przez użytkownika cieniolubna
mogą komentować na tym fotoblogu.

Informacje o cieniolubna


Inni zdjęcia: Nad morzem o poranku slaw300Święta z Kulturą bluebird11dec25 realitiJarmark drożyzny bluebird1129.11.2021 cieniolubna17.05.2010 cieniolubna22.01.2023 cieniolubnaWpis zamknięty pamietnikpotworaŚlepowron slaw3004.12.25 rena1ch4n