>
Siedzę właśnie przy kuchennym stole, owinięta w miękki koc, a z głośników płynie "All I Want for Christmas Is You". I chociaż za oknem nie ma na razie śniegu, a kalendarz dopiero przewrócił się na grudzień, czuję w sobie to charakterystyczne mrowienie, które zawsze zwiastuje świąteczny nastrój. Co dziwne - jeszcze tydzień temu byłam przekonana, że w tym roku Boże Narodzenie... po prostu się nie wydarzy.
Brzmi absurdalnie, wiem. Ale ten irracjonalny lęk naprawdę mnie sparaliżował. Budziłam się z myślą, że coś powstrzyma nas przed Wigilią, że świat stanie na głowie, że grudzień przejdzie obok mnie jakby go nie było. Nie potrafię wskazać jednego powodu. Może to przez chaos ostatnich miesięcy, może przez nagromadzone zmęczenie, a może przez to, że czasem po prostu boimy się utraty rzeczy, które najbardziej kochamy. A ja naprawdę kocham Święta - ich ciepło, przewidywalność, rytuały. Są dla mnie jak kotwica.
I nagle, parę dni temu, coś we mnie pękło. Obudziłam się, spojrzałam na wiszącą lampkę, która od lata czekała na swoją grudniową misję, i pomyślałam: "Przecież będą. Oczywiście, że będą." Tak po prostu - wróciła wiara, spokój, takie wewnętrzne "aha", jakby ktoś wyłączył alarm.
Dzisiaj więc pozwalam sobie na świąteczne piosenki bez poczucia winy. W tle pachnie pierwsza w tym sezonie herbata z pomarańczą i goździkami, a ja przeglądam listę prezentów, którą zaczęłam układać wczoraj wieczorem. Mam ochotę kupić małe drobiazgi, które sprawią, że uśmiech pojawi się na twarzach najbliższych.
Co więcej, złapałam się na tym, że zaczynam planować. Tak naprawdę planować: potrawy na stół, porządki, dekoracje. Myślę nawet o tym, żeby w tym roku zrobić własnoręczny stroik - taki z pachnącą żywicą gałązką świerku i świecą, która pali się nierówno, ale wygląda pięknie.
Może grudzień naprawdę działa jak balsam. Może przypomina nam, że nawet jeśli chwilowo tracimy grunt pod nogami, to tradycje, marzenia i drobne rytuały potrafią ten grunt odbudować.
A skoro dziś słucham świątecznych piosenek, to chyba znak, że wszystko wraca na swoje miejsce. I całe szczęście.
Tylko obserwowani przez użytkownika cieniolubna
mogą komentować na tym fotoblogu.