>
Dziś wydarzyło się coś ważnego. Coś, co zostanie ze mną na długo - może nawet na całe życie. Piszę tę notatkę z kubkiem gorącej herbaty, patrząc na świat za oknem, który tonie w grudniowym półmroku. I myślę o jednym człowieku. O Radku. O moim mężu. Człowieku, którego przez lata... nie doceniałam tak, jak powinnam.
Nie wiem, kiedy dokładnie zaczęło się moje "przebudzenie". Może wczoraj wieczorem, kiedy po raz kolejny podsuwając mi koc, zapytał, czy nie jest mi zimno. Może tydzień temu, gdy z uśmiechem znosił moje fochy, choć wcale nie musiał. A może wtedy, gdy po ciężkim dniu po prostu usiadł obok mnie i słuchał - naprawdę słuchał - zamiast dawać rady czy oceny.
Dziś zrozumiałam coś prostego, a jednocześnie ogromnego: mam obok siebie cudownego, niepowtarzalnego człowieka. Takiego, jakiego nie znajdę nigdzie indziej. Zawsze myślałam, że miłość to fajerwerki, wielkie słowa, spektakularne gesty. A przecież ona najczęściej jest w cichych chwilach - w jego dłoni szukającej mojej, w jego cierpliwości, w jego trosce, której nie zauważałam, bo traktowałam ją jak oczywistość.
Radek jest dobry. Naprawdę dobry - w czasach, kiedy dobroć bywa rzadsza niż słońce zimą. Jest ciepły, czuły, uważny. Potrafi mnie uspokoić jednym spojrzeniem, jednym zdaniem, czasem nawet samą swoją obecnością. A ja przez tyle czasu patrzyłam, ale nie widziałam. Słuchałam, ale nie słyszałam.
I właśnie dziś, 2 grudnia, chcę to napisać głośno: on jest dla mnie najważniejszy. Nie praca, nie plany, nie codzienny chaos - tylko on. Jego śmiech, jego zmarszczka przy oku, kiedy się uśmiecha, jego sposób, w jaki mówi "wszystko będzie dobrze", nawet jeśli świat się wali.
Czuję wdzięczność. Głęboką, spokojną, dojrzalszą niż wszystkie moje wcześniejsze uniesienia. Chcę mu to powiedzieć. Chcę pokazać. Chcę być lepsza - dla niego.
Bo mam u boku najwspanialszego człowieka, jakiego mogłam sobie wymarzyć. I w końcu to wiem.
Tylko obserwowani przez użytkownika cieniolubna
mogą komentować na tym fotoblogu.