>
Czasem czuję, że żyję w pewnej bańce. W bańce, która nie każe mężczynie ani kobiecie wpisywać się w konkretne cechy. Nie wyobrażam sobie, że B. miałby mnie utrzymywać, czy żeby miał tłumić w sobie stres, który każdy z nas nosi na co dzień. W mojej bańce relacje są absolutnie partnerskie. Każdy daje z siebie 100%, chociaż dynamika życia powoduje, że to nigdy nie jest 100% na raz. Podoba mi się życie, w którym nikt mi nie wmawia, że muszę być jakaś. Bo nic nie muszę. Muszę tylko płacić podatki i kiedyś umrzeć.