Photoblog.pl

Załóż konto
Dodane 25 WRZEśNIA 2020 ze strony mobilnej
Wyświetleń: 60

Miałam wrażenie, że moje kończyny zdrętwiały i wcale się nie poruszam, ale świat wokół mnie zmieniał pozycję, więc miałam pewność, że wszystko jest w porządku. Zbliżając się do podestu serce niemal nie wyskoczyło mi w piersi.

Byłam już dosyć blisko, zaledwie parę kroków dzieliło mnie od wyznaczonego miejsca, kiedy moim oczom ukazał się widok wysokiego bruneta w krótkich bojówkowych spodenkach i spranej niebieskiej koszulce. Odszukał mnie wzrokiem, a szeroki uśmiech malował się na jego twarzy.

Ja również mimowolnie się uśmiechnęłam.

-No witam panią - poprawił włosy, a kiedy się do mnie zbliżył do moich nozdrzy wdarł się zapach jego perfum. Nogi znowu mi zmiękły. - idziemy?

-Witam pana - odwdzięczyłąm się tym samym określeniem - dokąd?

Ruchem głowy wskazał kierunek marszu. Mieliśmy iść w stronę zachodniej plaży.

-Pokażę Ci jedno takie fajne miejsce. - ruszył, a ja za nim i dopiero wtedy dostrzegłam ręcznik, który trzymał w lewej ręce. - i jak tam? Jak minął ci poranek?

-Dobrze. - skłamałam, nie wspominając o mojej wczesnej pobudce i późniejszej kosternacji na temat nadchodzącego spotkania z nim. - a tobie?

-Również, dziękuję. - puścił mi oko - musiałem rano jeszcze zajść na posterunek, bo szef nas wzywał. Dlatego zajęło mi to więcej czasu, niż planowałem. Ale wszystko już załatwione.

Przeszliśmy kawałek i zauważyłam, że z początku rozłożonych na plaży było sporo osób, jednak z każdym kolejnym metrem ilość malała.

-Hmm.. mówiłeś, że to na wschodniej plaży jest mniej ludzi. - przypomniałam mojemu towarzyszowi zerkając na niego ukradkiem.

-Zgadza się. Zauważ jednak, że nasz ośrodek jest tylko dla naszych gości. Więc turystów tak czy siak jest mało. Poza tym nie mogłem przecież powiedzieć, że to tu chodzi najmniej ludzi, bo zradziłbym swoją miejscówkę. - uśmiechnął się łobuzersko i lekko szturchnął mnie w ramię.

-No tak, rzeczywiście. Więc kłamczuch z ciebie i tyle. Poza tym to mam nadzieję, że nie wyprowadzasz mnie jakiś kawał z dala od ludzi, żeby utopić mnie w Bałtyku?

Zaśmiał się tak głośno, że aż się odwróciłam, czy aby nikt na nas nie patrzy. Jednak zauważyłam tylko kilka osób idących brzegiem morza. Nawet nie zwrócili na nas uwagi.

-Skąd! Myślę, że spodoba ci się to miejsce.

Przeszliśmy dobry kilometr, przechodniów było coraz mniej. Moim oczom ukazał się ogromny klif wyłaniający się od strony wydm. Prezentował się niesamowicie i nadawał uroku krajobrazowi wokół.

-Jesteśmy prawie na miejscu. - oznajmił chłopak i przyspieszył nieco kroku. Próbowałam mu go dotrzymać, jednak moje nogi były krótkie i poczułam się nieco żałośnie, jakby mała dziewczynka podążająca za swoim tatusiem.

W końcu znaleźliśmy się u podnóży klifu i Maciek rozłożył swój ręcznik na gorącym piasku. Usiadł na nim i wzniósł głowę ku słońcu.

-I jak? Podoba ci się? - spojrzał na mnie z nieukrywanym zaciekawieniem i ekscytacją.

Stałam tak dłużą chwilę wgapiając się w niesamowitość, która znajdowała się tuż nad nami. Po jednej stronie Morze Bałtyckie i fale uderzające o brzeg, po drugiej ogromny klif, na którym spostrzec można było różnorakie drzewa i krzewy.

-Zdecydowanie. Pięknie tu. - odpowiedziałam nie spuszcząc wzroku z góry, pod którą czułam się jak Tomcio Paluch.

-Tak myślałem. Uwielbiam tu przychodzić. Jest kawałek od ośrodka, ale przechodzi tędy garstka osób i można w spokoju posiedzieć i pomyśleć, nie musząc się przejmować ludźmi wokół.

-Właśnie widzę. - zajęłam miejsce obok niego. Plaża w tym miejscu była strasznie szeroka, więc ciężko było dostrzec kto właśnie przechadza się brzegiem morza.

Maciek wyciągnął dla nas po papierosie i odpalił. Siedzieliśmy w milczeniu. On zaprewne nie chciał wyrywać mnie z zadumy nad tym miejscem, widział po mnie jak duże wrażenie na mnie odgrywa.

Zaciągnęłam się parę razy i przerwałam ciszę.

-Często tu przychodzisz?

-Staram się wtedy, kiedy mam wolne. Kiedy chcę odpocząć od tych wszystkich turystów. Widzisz, może lubię tę pracę, ale czasem potrzebuję się odciąć i pobyć sam. Wtedy biorę browar, ręcznik i przychodzę tu. Czas staje w miejscu, a ja mam wszystko gdzieś. - mówił to patrząc na horyzont.

Pokiwałam głową na znak zrozumienia. Pierwszy raz od kiedy go poznałam nie uśmiechał się. Siedział w zadumie paląc papierosa. Mogłam przez chwilę przyjrzeć się jego twarzy. Lekki zarost dodawał mu uroku. Miał prosty nos i lekko wystające kości policzkowe. Jego oczy błyszczały w słońcu nadając nieco miodowy kolor.

-Na długo tu jesteście? - przerwał krótką ciszę, podczas której gapiłam się na jego twarz. Odwróciłam odruchowo głowę czerwieniąc się lekko.

Odchrząknęłam.

-Dwa tygodnie. W dniu dzisiejszym jeszcze dziesięć i pół dnia.

Westchnął cicho, można było wyczuć w tym lekki... smutek?

-Coś nie tak? - zapytałam patrząc na jego ramię stykające się z moim.

-Sam nie wiem. Jestem tu drugi miesiąc, setki ludzi przez ten czas przewijało się przez Camping. Nikt nie zwrócił mojej uwagi. Dopóki nie zobaczyłem ciebie.

Nie spuszczałam wzroku z naszych ramion, ale czułam jak mocno serce dudni mi w piersi.

-Kiedy cię zobaczyłem wtedy, taką małą przechodzącą przez cały ośrodek jak mniemam - kontynuował wciąż patrząc na morze - jakoś tak, sam nie wiem. Pragnąłem się czegoś o tobie dowiedzieć. Widziałem tą ekscytację w twoich oczach, to jak wszystko obczajałaś i cieszyłaś się na widok głupiego budynku z automatami do gier. I jeszcze wtedy, jak pracowałem. Minęłaś naszą budkę, zobaczyłem cię i uśmiechnąłem, a ty tak słodko się zawstydziłaś - przeniósł wzrok na moją twarz. Dzieliło nas kilka centrymetrów. - nie mogłem się oprzeć i powiedziałem sobie, że muszę się czegoś o tobie dowiedzieć. Pierwszy raz poczułem taką wewnętrzną hmm...potrzebę.

Ostatnie słowa wymruczał mi do ucha, a ja poczułam jak znowu pocą mi się dłonie.

-Wieczorem ta dyskoteka, na którą miałem w ogóle nie iść. Byłem zmęczony, ale Mateusz mnie namówił. Poszedłem i jak dobra decyzja to była. Widziałem jak wchodzicie we trójkę, chłopak, ojciec i ty.

-Mój przyszywany brat i ojczym - wtrąciłam cicho grzebiąc patykiem po piasku.

-Zapamiętam. - usłyszałam jak uśmiecha się lekko - Wracając. Zobczyłem was wtedy i zaśmiałem się na ten głupi los. Postanowiłem nie rzucać się w oczy i siedziałem z kumplami, ale potem zniknęli mi i poszedłem z Rudą na parkiet. Pech chciał, że twój ojczym wtedy mnie zaczepił i zaczęliśmy gadkę. To naprawdę spoko gość. Był już nieco wcięty, ale mogłem się dowiedzieć, że przyjechaliście w piątkę i że wszyscy jesteście nieletni.

Gula powstała w moim gardle na ostatnie zdanie. Czyżby już wiedział?

Maciek przesunął swoją głowę, żeby dostrzec wyraz mojej twarzy. Samej ciężko mi było ocenić jak wyglądała w tym momencie.

-Czy to dlatego zbyłaś mnie wtedy wieczorem na ławce, kiedy zapytałem ile masz lat? Bo jesteś niepełnoletnia?

Nie było sensu kłamać, przecież i tak już wiedział.

-Tak. - wychrypiałam, bo tylko na tyle było mnie stać w tym momencie.

pusjel Ej, ta młodzieńcza nerwowa ekscytacja! :D sprawiasz, że znowu czuję się pryszczatym nastolatkiem :D Propsy! Ruszyłaś stoika xD
25/09/2020 12:57:19
bezprzebaczenia Przypominam, że naprawdę miałam wtedy 15 lat! Dlatego staram się opisywać to najlepiej jak mogez przypominając sobie wszystkie odczucia, a było to szmat czasu temu ;o
25/09/2020 13:23:51