Photoblog.pl

Załóż konto

F.

Dodane 12 CZERWCA 2020
Wyświetleń: 173

Przedstawiam wam kogoś nowego-oto Florka. Trafiła do nas w marcu na kwarantannowy tymczas by po 14 dniach podpisać papiery adopcyjne. To żywiołowa i bardzo kontaktowa mieszanka beagle, wyżła i prawdopodobnie jeszcze czegoś myśliwskiego.

 

Spytacie się co u Belfasta?

 

Chciałabym tutaj napisać jak to cudownie nam się razem pracuje, jak jest fantastycznie i jak się rozwijamy. Ale nie napiszę. Przez ostatnie 3 miesiące praktycznie nie widziałam swojego konia.

Problemem był oczywiście wirus-miesiąc czasu spędzone na izolacji w Zielonej, później kolejny miesiąc strachu by gdziekolwiek wyjść, coś załatwić.

W stajni grafik przyjazdów, wyjazdów i limit osób odwiedzających, zajęcia na uczelni od rana do wieczora on line i ciągle zmieniający się plan zajęć układany przez studentów, wykłady o których dowiadywaliśmy się 5 min przed ich rozpoczęciem, plus odległość od stajni = totalna bezradność i udupienie.

 

Dodatkowo-zamrożenie gospodarki, straty, kryzys, oszczędzanie gdzie tylko się da...

Były ogromne plany - poszły się jeb*ć.

Była nadzieja - poszła w pizdu.

Aktualnie zwyczajnie nie stać mnie na utrzymanie konia.

 

Próbowałam znaleźć mu dobry dom, gdzie będzie miał zapewnioną opiekę, nową rodzinę na jaką zasługuje i osobę która go zrozumie. Ale nikt prócz handlarzy się nie zgłaszał.

To były chyba jedne z trudniejszych momentów mojego życia. Decyzja nie łatwa, którą bardzo długo odwlekałam, nie dopuszczałam nawet do myśli. Decyzja za którą już kilka osób mnie zlinczowało...

Nie jest mi łatwo i pewnie przez najbliższy czas nie będzie.

 

Belfast dalej jest u mnie, ale widzę jak daleko się cofnęliśmy. Dalej przychodzi na zawołanie, podąża za mną na wolności jak dawniej, chodzi na kantarze pode mną czy pod Nikodemem ale szybciej się płoszy (gdzie to był koń którego nic i nikt nie był w stanie wystraszyć), pod siodłem chodzi wpadający, ciężej mu się rozluźnić, złapać kontakt, chodzi jak taki świeżo zajeżdżony 3 latek...

 

Ja wiem że długa przerwa, że nic nie robiliśmy, koń stał na łące i żarł trawę.

Że zacznę z nim pracę z ziemi, wezmę na dwie lonże żeby przypomnieć ustawienie, działanie pomocy, popracuję nad odbudowaniem mięśni.

Że przypomnę mu szeleszczące folie, piłki, plandeki i inne straszydła i udowodnię, że przy mnie nie ma się czego bać.

Że zabiorę go raz czy dwa w teren i koń będzie wybiegany, szczęśliwy, rozciągnięty i zacznie łapać kondycję.

Że pojedziemy na ujeżdżalni drągi, koła, kombinacje alpejskie przejść w górę, w dół, cofań i znów będzie reagował na najsubtelniejsze pomoce, będzie pracować całym sobą, będzie fruwać od zadu trzymany za wodzę jednym paluszkiem.

 

Zeszły rok był dla zdecydowanie naszym najlepszym rokiem.

Zmieniłam się ja i przez to też zmienił się Belfast. Potrzebowałam zmian w swoim życiu, żeby poczuć się doceniona i szczęśliwa. W końcu naprawdę szczęśliwa. Otworzyłam się znów do ludzi.

Zmianę zauważyli wszyscy w moim otoczeniu-zmianę tą zauważył też mój koń. W końcu nie tłumiłam w sobie złości, smutku, żalu, strachu które we mnie narastały.

 

Teraz stoję nad krawędzią. Nie wiem co przyniesie nowy dzień, co będzie za tydzień, dwa. Czy za miesiąc nie będę musiała się rozstać z Belfastem. Ciężko mi myśleć o odbudowie relacji, o pracy z nim, planować nowe sesje treningowe kiedy nie wiem w którą stronę powieje wiatr... Jakoś tam zupełnie nie mam siły...

zkoniowananamaxa Oo, cudowna *-*
Aż nie wiem co powiedzieć.. okropne, że przez wirusa, do którego mam ciągle wątpliwości czy nie była ta afera przesadna, musiałaś być postawiona pod ścianą :/
Mam nadzieje, że jednak zostanie z Tobą i uda Wam się wrócić na nowo do wspaniałej współpracy!!
12/06/2020 17:18:16